Przebywający z wizytą w Meksyku Barack Obama oświadczył, że Waszyngton rozważa wprowadzenie sankcji również dla tych, którzy stoją za zamieszkami. Amerykański prezydent powiedział, że w najbliższych dniach jego administracja będzie szczególnie uważnie przyglądała się sytuacji w Kijowie. 

"Oczekujemy, że ukraiński rząd powstrzyma się od stosowania przemocy wobec pokojowych demonstrantów. Z drugiej strony oczekujemy, by ci protestujący pozostali pokojowo nastawieni" - zadeklarował Barack Obama. Dodał, że konsekwencje zostaną wyciągnięte, gdy - jak się wyraził - ludzie przekroczą linię. "To dotyczy również upewnienia się, że ukraińska armia nie wkroczy w kwestie, które powinni rozwiązywać cywile" - amerykański przywódca.

O zaprzestanie stosowania przemocy apeluje również NATO: "Nasze relacje poważnie się załamią, jeśli wojsko zainterweniuje przeciwko opozycji" - oświadczył sekretarz generalny Sojuszu Anders Fogh Rasmussen.

Obama podkreślił, że USA uważają, iż to ukraiński rząd jest w pierwszej kolejności odpowiedzialny za upewnienie się, że ma do czynienia z pokojowymi demonstrantami. Zdaniem amerykańskiego przywódcy, większość Ukraińców chce integracji z Unią Europejską. Dodał również, że to właśnie sam naród ukraiński powinien podjąć decyzję co do swojej przyszłości. 

Tymczasem Stany Zjednoczone nałożyły sankcje wizowe na 20 ważnych członków ukraińskiego rządu.  Taką informację podał Reuters, powołując się na wysokiego rangą urzędnika amerykańskiego Departamentu Stanu.

Amerykanie nie informują kogo konkretnie obejmie zakaz wizowy. "Są to członkowie ukraińskiego rządu i inne pojedyncze osoby, które według nas są odpowiedzialne za naruszenia praw człowieka związane z politycznym uciskiem na Ukrainie" - oświadczył urzędnik Departamentu Stanu. 

Jak dodał, USA są gotowe do dalszych kroków wraz z Unią Europejską, jeśli nałożone sankcje nie powstrzymają przemocy na Ukrainie.