Marek Michalak jest od wczoraj w Suwałkach, gdzie bada okoliczności sprawy. W rozmowie z radiową Jedynką powiedział, że sytuacja jest wyjątkowa i wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia. 

Do tej pory ustalono, że rodzina Sebastiana musiała do końca zeszłego roku opuścić wynajmowane mieszkanie, gdyż nie płaciła czynszu. Ponieważ nie miała się dokąd wyprowadzić, sąd postanowił umieścić dzieci w placówce opiekuńczej. Nie wiadomo jednak, dlaczego nie próbował znaleźć na przykład mieszkania socjalnego dla całej rodziny.

"Sąd ma szeroki wachlarz środków, które powinien podjąć wcześniej, aby zabezpieczyć tę rodzinę" - powiedział Marek Michalak. Takich działań jednak nie podjęto. Marek Michalak podkreślił, że względy socjalne nie powinny skłaniać do oddzielenia dzieci od matki. Rzecznik dodał, że Sebastiana nie przygotowano na sytuację, w jakiej się znalazł. Nie było przy nim matki ani psychologa. 

Marek Michalak powiedział jednak, że jest za wcześnie, aby wskazać odpowiedzialnych za całą sytuację. Sprawę bada prokuratura. W Suwałkach jest też wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn, która sprawdza ośrodki pomocy społecznej. Michalak podkreślił, że trzeba wyciągnąć wnioski z tragedii, a przede wszystkim sprawić, aby trzy siostry Sebastiana mogły być z matką.

Komentująć ostatnie przypadki znęcania się nad dziećmi Marek Michalak powiedział, że "mamy do wykonania dużą pracę z mentalnością". "Dzieci są często przedmiotami w działaniach dorosłych, nie szanuje się ich godności i nietykalności" - dodał. W Bytomiu trafił do szpitala 9-miesięczny chłopiec, który prawdopodobnie został pobity. Jego matkę zatrzymano. W Lipnie w Kujawsko-Pomorskiem zatrzymano natomiast kobietę, która przywiązała córeczkę do framugi drzwi i pozostawiła w domu.