„W perspektywie naszego badania, państwo jest pracodawcą. Zatrudnia więc personel zarządzający, wykonawczy i pomocniczy stosownie do przyjętych przez siebie funkcji. Jest to pierwsze tak obszerne opracowanie (chociaż z powodu obstrukcji niektórych przedsiębiorstw państwowych i spółek skarbu państwa nie obejmuje ono sektora przedsiębiorstw, których właścicielem jest skarb państwa) dotyczące zatrudnienia przez państwo, które bazuje na dokumentach źródłowych, a nie wtórnych analizach GUS. Chcemy tym samym zwrócić uwagę na problem wielkości zatrudnienia i jego kosztów. Liczby same w sobie nie podają nam oceny tej sytuacji. Trudno z samych liczb wyrokować w kategoriach „dobrze” lub „źle”, dlatego staramy się również porównać nasze obserwacje z innymi krajami oraz zasugerować możliwe zmiany” – twierdzi Marcin Chludziński z Fundacji Republikańskiej.

Ogólnie państwo polskie zatrudnia 1 896 340 osób. Wynagrodzenia tej grupy pochłaniają 88 257 470 000 złotych rocznie.

Największą grupą zawodową opłacaną z pieniędzy podatników wcale nie są urzędnicy. Z badania przeprowadzonego przez Fundację Republikańską wynika, że są to osoby zatrudnione w systemie edukacji. Zostali do niej zaliczeni zatrudnieni w szkolnictwie powszechnym, wydzielonym, wyższym i w przedszkolach. Najwięcej etatów państwo opłaca w szkolnictwie powszechnym – 366 800. Nie są to jednak najdroższe etaty. Najwięcej zarabiają zatrudnieni w szkolnictwie wyższym (11 262 810 000 zł/rocznie) i przedszkolach (4 906 070 000 zł/rocznie). Najsłabiej – w szkolnictwie wydzielonym.

Zatrudnieni w edukacji generują także średnio największe koszty dla budżetu państwa. Na 589 770 osób przypada 41 341 210 000 zł z budżetu państwa, co daje średnio na osobę 70 097 zł rocznie.

Drugą najbardziej kosztowna grupą zawodową są zatrudnieni w wymiarze sprawiedliwości. Średnia pensja rocznie wynosi w tym sektorze 68 848 zł.

Z kolei drugą największą grupą są zatrudnieni w administracji. Na 415 000 osób wydajemy rocznie 21 092 730 000 zł rocznie. Co pod względem zarobków daje trzecie miejsce.

Ostatnie miejsce na podium pod względem liczby osób opłacanych przez państwo stanowią zatrudnieni w służbie zdrowia. Lekarzy i zatrudnionych w NFZ jest 361 820. Dane dotyczące zarobków są niepełne, ponieważ NFZ nie udostępnił tych informacji.

To dużo czy mało?

Fundacja Republikańska porównała także, jak te liczby wypadają na tle innych krajów. „Na tle krajów OECD zatrudnienie w Polskim sektorze publicznym kształtuje się całkiem przyzwoicie” – twierdzą eksperci z Fundacji.

W 2008 roku średnia zatrudnionych przez państwo w krajach OECD wyniosła 15 proc. aktywnej zawodowo ludności kraju. Polska znajduje się równo w połowie tej stawki. W naszym kraju 9,7 proc. aktywnych zawodowo to osoby zatrudnione przez państwo, co daje nam 10. miejsce w rankingu. W ciągu 8 lat, od 2000 roku zatrudnienie to się zmniejszyło o ponad 1 proc., by od 5 lat systematycznie rosnąć. Obecnie jest to 10,8 proc.

Dla porównania – w Korei zaledwie 5,7 proc. osób to pracownicy opłacani z budżetu, a w USA – 14,6 proc.

„Możemy zaobserwować, że Polska znajduje się w połowie stawki przed takimi krajami jak Austria czy Nowa Zelandia. Kraje basenu Morza Śródziemnego mają  tradycyjnie duże sektory publiczne, w związku z tym nieco zaskakująca jest bardzo wysoko pozycja Grecji. Podobnie sprawa się ma z rozwijającymi się krajami Ameryki Południowej oraz RPA. Liderami są Korea i Japonia, wysoko rozwinięte azjatyckie tygrysy, których przykład może posłużyć jako wzór dla polskiej administracji” - twierdz Marcin Chludziński z Fundacji Republikańskiej.

Istotnym wskaźnikiem jest także to, ile państwo wydaje na zatrudnionych przez siebie pracowników. W 2011 roku w przypadku Polski było to 22,39 proc. wszystkich wydatków państwa, co dało również 10. pozycję. Największe koszty zatrudnienia pracowników budżetowych ponosi Finlandia – 25,78 proc., a najmniejsze – Japonia 14,85 proc.

Zdaniem Republikanów najbardziej niepokojący jest wysoki odsetek (wynoszący prawie 1/3) udział funkcji urzędniczych w całym sektorze publicznym. „Przez funkcje urzędnicze rozumiemy osoby wykonujące prace związane z zarządzaniem, administracją, wykonywaniem zadań związanych z egzekwowaniem przepisów czy też redystrybucją środków. O ile trudno sobie wyobrazić państwo bez policji (aczkolwiek proporcje zatrudnienia funkcjonariuszy linowych oraz tych pracujących za biurkiem może budzić poważne obawy o efektywność), o tyle jest to możliwe przynajmniej w części w odniesieniu do urzędników skarbowych, ministerialnych itd.” – mówi Chludziński. Dlatego oszczędności powinno szukać się zwłaszcza w tym obszarze, redukując stale powiększającą się od 2008 roku armię urzędników.