"(...) Stare żydowskie przysłowie mówi, że my nie słyszymy tego co ktoś mówi, tylko to, co chcemy usłyszeć. To jest klasyczny przykład. Odbieram to też jako poszukiwanie jakiegoś tematu zastępczego. Wszyscy się na mnie rzucili, a ja jestem świadom że cały czas w moim nauczaniu odwołuję się do słów Jezusa, który mówił, by kamień młyński uwiązać gorszycielowi dziecka i zatopić go w głębokości morskiej. Zresztą, przecież jestem tym, który jako Przewodniczący Konferencji Episkopatu z obowiązku ma prowadzić prace nad prawnym eliminowaniem tych nadużyć. I ja to robię. Uczciwie, solidnie prowadzę te sprawy, od kilku lat doprowadziliśmy do uchwalenie wszystkich wymaganych projektów rozporządzeń. Mówimy i powtarzamy: „zero tolerancji". Tego się nie dostrzega. Natomiast znaleziono temat zastępczy, bardzo dobry i chwytliwy. Prawda się nie liczy tylko, to co polecono nam zrealizować. Dlaczego nie mówimy o tym, że Polska przeżywa głęboki kryzys bezrobocia, emigracji totalnej, że rodzina jest w rozkładzie. O tym nie mówimy tylko ważniejszy jest jakiś biskup, który się przejęzyczył" - broni się arcybiskup.

Arcybiskup kilkukrotnie podkreślił w wywiadzie, że zawsze stawał w obronie dzieci sprzeciwiając się aborcji i pedofilii.  Jego zdaniem "dziecko, które jest wykorzystywane do brudnych celów jest krzywdzone podwójnie", a pedofilia "to po prostu obrzydliwość".

"Oceny zła w zgorszeniu dziecka uczę się od Pana Jezusa. Warto przywołać po raz kolejny jego drastyczną wypowiedź, że każdemu kto skrzywdzi dziecko powinno się przywiązać kamień – i to nie byle jaki, ale młyński - tonowy, 10-tonowy i zatopić go w głębinie morskiej. To mówił Jezus, który przyszedł nawracać i zbawiać grzeszników. To jest także moje stanowisko powtarzane od zawsze. Mam też świadomość dalszych owoców tego grzechu, że może się powtarzać. Bo to wynika z psychiki człowieka. To dziecko skrzywdzone, nawet kiedy dorośnie często nie radzi sobie z uczuciami i może powtarzać to zgorszenie. Jest takie niebezpieczeństwo. Dlatego trzeba mu pomóc w wyjściu z tej matni, tego fałszywego obrazu miłości" - powiedział abp Michalik.

Na pytanie, jakie są przyczyny tego ataku na Kościół, hierarcha stwierdził, że: "kościół jest instytucją niezależną od polityki, od władzy i nie stosuje zewnętrznej odpowiedzialności za zewnętrzne krzywdy. A przy tym wymagania etyczne Kościoła są niewygodne, trudne, niekiedy nawet radykalne, stąd łatwo je odebrać jako personalne zdarzenie. Dlaczego strzelano do Jana Pawła II, albo: za jakie winy więziono Kard. Wyszyńskiego, biskupa Kaczmarka czy księdza Popiełuszkę? Natomiast w aktualnej sytuacji można zauważyć, że skoro ta krytyka Kościoła idzie przez wszystkie kraje Europy, przez kraje cywilizacji zachodniej, to musiała dojść do Polski. Wracając do pedofilii, bo obecny atak tego dotyczy, wydaje się, że trzeba tu postawić dwa pytania. Czy to jest problem? Jeśli tak, to oczywiście trzeba na niego zwrócić uwagę. Ale drugie pytanie to: czy reakcja nie jest wyolbrzymiona, skoro tylko walczy się z pedofilią w Kościele, a udaje się, że się nie widzi i przemilcza obecność problemu w innych środowiskach – spytajmy czy ona nie jest jakoś sterowana? Zwłaszcza, że idzie to przez inne kraje i metody są podobne. Wrócę do Tylawy. Wielokrotnie to wyjaśniałem, ale dopóki nie obudzi się sumienie ludzi, prawda nie dociera. Wielu ludzi nie chce tej prawdy przyjąć, mają swoją wizję i ją propagują".