"Kiedy to słyszę, łzy mi się kręcą w oczach. Jestem bezsilna. Ze śmierci mojego ojca i 95 innych osób robi się uliczne żarty i  do tego doprowadziła ta komisja" – mówiła w rozmowie z Moniką Olejnik Izabella Sariusz-Skąpska, prezes Federacji Rodzin Katyńskich i córka Andrzeja Sariusz-Skąpskiego, który zginął w katastrofie 10 kwietnia 2010 roku.

Kiedy prowadząca zapytała kobietę o emocje, jakie wzbudza w niej Konferencja Smoleńska, ta odpowiedziała, że chce krzyczeć. "Trzeba wyjść i krzyczeć, bo nie widzę możliwości, żeby siedzieć w domu i patrzeć na to, co państwo transmitujecie" – stwierdziła i przypomniała, sytuację, w której na konferencji „pokazywano zdjęcia zmasakrowanych ciał”. "Jak widzę, że dowodem jest rozbita pięścią puszka Red Bulla to mam sobie wymyślić, że co to jest? To jest  samolot czy czyjeś zmasakrowane zwłoki?" - dodała.

Sariusz-Skąpska zdecydowanie krytykowała wartość merytoryczną niektórych kwestii poruszonych na konferencji. "Słyszę informację, że nie było śniegu. Chciałabym powiedzieć temu panu i wszystkim tym, którzy przyjęli do wiadomości, że były jakieś tajemnicze plandeki, że 7 kwietnia, trzy dni wcześniej, na uroczystości w Katyniu trzeba było tonami wywozić śnieg. Tam w kwietniu śnieg leży zawsze" – powiedziała.

Na koniec córka jednej z ofiar smoleńskich dodała, że brzoza, której temat cały czas powraca, rzeczywiście jest spalona. "Ale nie od nie wiadomo jakich wybuchów, tylko paliły się tam świece" – powiedziała i przypomniała, że to miejsce widziała wielokrotnie.