Wyjaśniałoby to, dlaczego dziewczynki nie ma w rejestrze dzieci zaginionych, prowadzonym przez Interpol. Jak powiedziała NBC News mecenas Palavra, 4 lata temu bułgarska prostytutka przyszła do Romów ze swoim sutenerem "Michaelisem", wkrótce po narodzinach dziecka. Prosiła ich o zaopiekowanie się noworodkiem.

"Dziewczynka wyglądała jak malutka, przepiękna lalka Barbie. A gdy wzięli ją w ramiona, zaczęła płakać" - opowiada adwokat. Christos Salis, który miał wcześniej problemy z prawem, nie chciał podjąć się opieki nad cudzym dzieckiem, bo wiedział, że wcześniej czy później wzbudziłoby to zainteresowanie policji. Jednak jego żona przekonała go, że w ten sposób zapewne uratują dziecku życie.

Według greckiej adwokat, dziewczynka, którą nazwano Marią, znalazła u Romów prawdziwe ciepło rodzinne. Nieprawdą ma być też, że była wykorzystywana do żebrania lub tańczenia za pieniądze. Biologiczna matka dziewczynki miała ją od czasu do czasu odwiedzać, ostatnio rok temu. Romowie twierdzili, że Maria jest ich dzieckiem - aż do ubiegłego tygodnia, gdy badania DNA jednoznacznie to wykluczyły.

Wtedy rozpoczęto poszukiwania prawdziwych rodziców dziewczynki. Grecka policja zwróciła się o pomoc międzynarodową, podejrzewając, że dziecko może pochodzić z północnej lub wschodniej Europy. Sprawdzono kilkanaście przypadków zaginięć, między innymi w Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Francji i Polsce - bez efektu. 

Tymczasem inna dziewczynka, 7-latka odnaleziona w Irlandii, wraca do romskiej rodziny. Testy DNA wykazała, że jest dzieckiem pary, z którą przebywała. Kilka dni temu w mieście Tallaght policjanci zatrzymali romskich rodziców.

Wcześniej zaalarmowano ich, że wśród romskich dzieci znajduje się jasnowłosa, niebieskooka dziewczynka. Romska para zapewniła, że to ich córka. Okazane przez parę dokumenty wzbudziły u funkcjonariuszy podejrzenia. Badanie DNA wykazało jednak, że 7-latka jest potomkiem romskich rodziców. Dziewczynka trafiła na krótką obserwację do szpitala, a wczoraj wieczorem wróciła do domu.