" Mecenas Roman Giertych zatrudnia filipińską pomoc domową. Na papierze Filipinki Giertycha były …asystentkami w jego kancelarii adwokackiej" - czytamy na łamach wprost. Sylwester Latkowski i Michał Majewski na łamach tygodnika punktują nieprawidłowości, jakie ich zdaniem mogły się pojawić w dokumentach i pod dachem byłego posła Ligi Polskich Rodzin. 

Sam Giertych publikacja jest oburzony. "Jeżeli jest taki tekst, to ci panowie mają u mnie pozew. Bo ja nikogo nie zatrudniam na czarno, nikogo nie zatrudniam nielegalnie. Jeśli mi taki zarzut pan Latkowski stawia, że zrobiłem coś nieetycznie, to spotka się ze mną w sądzie. Ci panowie do końca swojego życia, dopóki nie spłacą długów za przeprosiny, będą mieli z tym problem. Tak powiedziałem i tak zrobię. Za tydzień wpłynie pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie" - powiedział Roman Giertych w rozmowie z Gazeta.pl.

"Dlaczego o tym piszemy? Cóż w tym zaskakującego i złego? Wiele osób w Polsce zatrudnia na czarno pomoc domową albo stosuje triki, by płacić jak najmniejsze podatki. Tyle że Roman Giertych nie jest pierwszym lepszym mecenasem. Reprezentuje elity władzy jako prawnik. (...) Był członkiem rządu. Nadal ma polityczne aspiracje, czego specjalnie nie kryje. Ocenia, recenzuje, wystawia cenzurki. Wpływa na opinię publiczną. Już samo to zobowiązuje go do przestrzegania wysokich standardów i transparentności" - wyjaśnił Sylwester Latkowski, redaktor naczelny "Wprost".