Zdaniem środowisk naukowych, w tym władz Akademii Górniczo Hutniczej, w której wykłada prof. Rońda, takie zachowanie rzutuje niekorzystnie na wizerunek uczelni i naukowców.
Profesor Rońda ze spokojem czeka na decyzję władz swojej uczelni, które zapowiedziały, że przyjrzą się sprawie i w przyszłym tygodniu podejmą decyzję. "Jeśeli dostanę naganę za wypowiedź u pana Kraśki (...) to będę zachwycony" - ironizował Rońda w rozmowie z IAR. 

Profesor Rońda nic nie robi sobie także z krytycznych wypowiedzi naukowców pod jego adresem. "To nie blef, to nieetyczne kłamstwo","To nie licuje z godnością pracownika naukowego", "Przede wszystkim wierność prawdzie a nie ideologii" - to tylko niektóre z opinii. Profesor Rońda ma to jedną odpowiedź - to jest chamstwo i nadużycie, bełkot medialny i chęć zrobienia przez niektórych kariery jego kosztem. 

Jacek Rońda zrezygnował dzisiaj z funkcji Przewodniczącego Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskiej 2013. Mimo iż przyznał się, do błędu, profesor nie widzi powodu, by rezygnować z uczestnictwa w zespole Antoniego Macierewicza. 

Dokumenty, na które powoływał się profesor Rońda w TVP, miały dowodzić, że tupolew, który rozbił się w Smoleńsku podczas lądowania, nigdy nie zszedł poniżej 100 metrów. Okazało się to jednak kłamstwem, a profesor przyznał się, że nigdy takich dokumentów nie posiadał. Co więcej, przyznał, że samolot zniżył się do 50-60 metrów. Wcześniej władze Politechniki Warszawskiej i krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej wydały oświadczenie, w którym informowały, że pracujący u nich eksperci z zespołu Macierewicza - profesorowie Jacek Rońda i Jan Obrębski - nie są specjalistami w zakresie badań katastrof lotniczych.