Okładka z Lisem odnosi się do jednego z głównych tematów poniedziałkowego wydania "W Sieci" - "Listu dziennikarzy do dziennikarzy", który podpisało około 30 związanych z prawicą osób, które bronią Kościoła przed "histeryczną kampanią nienawiści", jaka rozpętać miały media w Polsce po ujawnieniu kolejnych przypadków pedofilii wśród księży.

Na list Lis zareagował we wpisie na portalu naTemat, który zatytułował "Prawie jak chrześcijanie". Pisze w nim, że nie widzi żadnej nagonki medialnej, wypomina za to sygnatariuszom listu, ze ich troska jest wybiórcza, bowiem nie mieli miedzy innymi "potrzeby apelowania o wstrzymanie kampanii nienawiści wobec prezydenta i premiera nazywanych zdrajcami ojczyzny". Lis zwraca szczególna uwagę na jedno zdanie z listu: "Apelujemy o porzucenie praktyk opartych na manipulacji i propagandzie, o powrót do podstawowych standardów, w tym zwłaszcza o szacunek dla drugiego człowieka". "Myślałem sobie czytając te słowa, że autorzy, w tym bracia Karnowscy, jako wzorowi chrześcijanie na pewno zaczną od siebie. I miałem rację. Gdy kończyłem lekturę listu dostałem okładkę tygodnika "W Sieci" panów Karnowskich, który ukaże się w kioskach w poniedziałek" - dodaje Lis. 

Z kolei Michał Karnowski, prezes spółki Fratria, w TVP Info tłumaczył, że "W Sieci" zdecydował się na taką okładkę, bowiem Lis zachowuje się jak Goebbels, nawołując do nienawiści przeciwko Kościołowi, chce również usunąć księży z debaty publicznej. Przypomniał, że Lis odpowiada za takie okładki "Newsweeka", jak poseł Antoni Macierewicz przebrany za taliba. A w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Karnowski zaznaczył, że "Tomasz Lis jest w naszej opinii głównym frontmanem brutalnego i wulgarnego ataku na Kościół. (...) Budowanie przekazu, a to robi część mediów, że to wyłącznie problem Kościoła, tworzenie atmosfery nienawiści wobec księży, jest groźną manipulacją rodem z III Rzeszy i systemu komunistycznego"

"Karnowscy, cóż nieszczęścia chodzą parami. A całą resztę zostawiam prawnikom" - skomentował dla "GW" tłumaczenia Karnowskiego Lis i dodał: "Na randkę z tymi brunatnymi typami nie mam ochoty, ale jeśli prawnicy uznają, że ta okładka jest materiałem na proces, to będzie proces."