statystyki

Siedem grzechów głównych Polaków: Jeżeli nieczystość to chodzi o politykę

autor: Mira Suchodolska14.06.2013, 09:00; Aktualizacja: 14.06.2013, 09:40
Polityka została dziś zawłaszczona przez ekonomię - mówi Chwedoruk.

Polityka została dziś zawłaszczona przez ekonomię - mówi Chwedoruk.źródło: ShutterStock

Kiedyś kojarzyła się z seksem. Dziś widzimy ją przede wszystkim w działaniach polityków. O nieczystości z Rafałem Chwedorukiem rozmawia Mira Suchodolska.

Pewnie, że tak. Już w Akademii Platońskiej prowadzono – nie bez przyczyny – wykłady z etyki. Problem pogodzenia polityki z moralnością jest, jak się wydaje, nierozstrzygalny. Próby anihilacji tej pierwszej na rzecz moralności właśnie były nieudane, czasami kończyły się katastrofą. Na przykład idealistycznie traktujący człowieka i widzący w państwie oraz polityce główne źródło zła społecznego anarchiści podczas wojny domowej w Hiszpanii podjęli prometejską próbę realizacji swoich ideałów. Okazało się, że zamiast wyplenić zło, sami zostali wplątani w mechanizmy polityki. Czworo z nich przez krótki czas było ministrami, a w końcowej fazie konfliktu doszli nawet do wniosku, że w imię realizmu powinni stworzyć własną partię. Na drugim biegunie – faszyzm w założeniach interpretował politykę i jej instrumentarium jako zgubny produkt francuskiego oświecenia, coś z gruntu niemoralnego i przyziemnego, mechanistycznego, wrogiego naturalnemu porządkowi. W praktyce faszyzmy tam, gdzie rządziły, okazały się totalnie amoralną i nihilistyczną hiperpolityką. Z polskich dziejów można przypomnieć losy piłsudczyków dochodzących do władzy pod hasłami także moralnej sanacji. Ich przywódca uosabiał wojenne i rewolucyjne cnoty, z osobistą uczciwością i ostentacyjną wręcz skromnością. Jednym z symboli ich rządów stała się afera Czechowicza z 1929 r., gdy się okazało, że niezgodnie z prawem finansowano kampanię wyborczą rządzących z publicznych pieniędzy. Poczucie moralnej wyższości wynikające z osobistego poświęcenia lat wojen i rewolucji skutkowało przeświadczeniem o bezkarności i przekonaniem o ponadwyborczym mandacie do sprawowania rządów. Jeden z sanacyjnych oficerów oznajmił kiedyś, wkraczając do urzędu: „Jestem żołnierzem Komendanta, więc należy mi się władza”. Jeszcze gorzej wyglądało to u narodowców. Roman Dmowski dziś zapewne nie otrzymałby rozgrzeszenia. Głosił albowiem wizję podwójnej etyki. W relacjach między ludźmi jako jednostkami powinniśmy się kierować miłością bliźniego, ale stosunki miedzy narodami leżą poza zasięgiem etyki chrześcijańskiej. Obowiązuje w nich zasada bezwzględnej walki o przeżycie.


Pozostało jeszcze 87% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze FB:

Galerie