Do zbrodni doszło w ubiegłym tygodniu. Ciało ochroniarza w kałuży krwi znaleźli o godz. 7 pracownicy filharmonii w Jeleniej Górze. Nie mogli wejść do budynku ani skontaktować się z jego ochroną, wezwali więc straż pożarną. Po otwarciu drzwi, pół godziny później, okazało się, że 60-letni mężczyzna nie żyje. Zginął od uderzeń w głowę zadanych najprawdopodobniej młotkiem.

Kolejna ofiara to 27-letnia kobieta, harfistka, która mieszkała w pokoju gościnnym w budynku filharmonii. Była muzykiem współpracującym z placówką. Została uduszona. Znaleziono ją zakneblowaną, skrępowaną, z poduszką na twarzy. Przed zamordowaniem Michał M. prawdopodobnie próbował ją zgwałcić.

Podejrzany o dokonanie zbrodni Michał M. od trzech lat pracował w filharmonii jako pracownik techniczny. Był uzależniony od alkoholu i hazardu.

"Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że mężczyzna był znany policji już wcześniej - pijany awanturował się w knajpie, notowany był także we Wrocławiu, gdzie wcześniej mieszkał.

Z kolei osoba znająca kulisy działania jeleniogórskiej filharmonii powiedziała "Gazecie Wyborczej": "On często sypiał w tych pokojach gościnnych, bo jak pochlał, to jego kobieta do domu go nie wpuszczała. Wszyscy o tym wiedzieli, dyrektorka też. Nawet panienki tam sprowadzał, bo to straszny pies na baby był. O to się też kłócił z tą swoją Anią. To dobra kobieta, świeczkę po wszystkim przyszła pod filharmonię zapalić."

Feralnego wieczoru Michał M. pił i grał na automatach w barze obok filharmonii. Następnie udał się do swojego miejsca pracy, aby odnaleźć Victorię, która wpadła mu w oko już wcześniej.

Policja nie miała problemu z ustaleniem sprawcy zbrodni. Michała M. nagrał monitoring. Na miejscu zostawił też kurtkę i list. "Ania (jego konkubina-red.) nie jest temu winna. Wszystko przez hazard. Poległem" - napisał.

29-letni Michał M. usłyszał  zarzut podwójnego zabójstwa ochroniarza i harfistki w Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze. Mężczyźnie grozi kara 25 lat więzienia lub nawet dożywocie.