Teraz krajem rządzi wiceprezydent Nicolas Maduro. Tymczasem na najwyższych szczeblach władzy już pojawiają się oskarżenia o uśmiercenie Chaveza przez wrogów kraju. 

Hugo Chavez zmarł w szpitalu wojskowym w Caracas, gdzie przebywał od dwóch tygodni. Pogrzeb przywódcy ma się odbyć w piątek. Informację o jego śmierci podał, ze łzami w oczach, wiceprezydent Nicolas Maduro. Oskarżył też "wrogów Wenezueli" , że są odpowiedzialni za chorobę i śmierć Chaveza. Tuż przed jego śmiercią wiceprezydent Maduro wydalił z kraju dwóch amerykańskich attache wojskowych. Ich z kolei oskarżył o spiskowanie z wenezuelskimi oficerami w celu zdestabilizowania sytuacji w Wenezueli. Amerykański Departament Stanu uznał te oskarżenia za absurdalne. Rzecznik Departamentu Obrony podpułkownik Todd Breasseale zapewnił z kolei, że USA nie są i nie były zaangażowane w żaden spisek.

Żałoba w Wenezueli, kondolencje z całego kontynentu

W Wenezueli ogłoszono tygodniową żałobę narodową. W ciągu 30 dni odbędą się tam kolejne wybory prezydenckie. Do ich zakończenia i zaprzysiężenia nowego przywódcy krajem rządzi Nicolas Maduro. Władze wysłały wojsko i policję, by "towarzyszyły obywatelom i chroniły ich oraz gwarantowały pokój." O jedność i pokój obywateli wezwał lider opozycji, Henrique Capriles. Dodał, że z Chavezem byli adwersarzami, ale nigdy wrogami. 

Śmierć Chaveza wywołała falę kondolencji z państw Ameryki Łacińskiej. Żałobę ogłosiła też Kuba, gdzie przechodził leczenie. Bardziej oględny i ostrożny w słowach był prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Mówił o "czasie wyzwań" i "nowym rozdziale w historii". Zapowiedział też wsparcie dla narodu wenezuelskiego. 

Jeszcze w październiku Chavez został wybrany na trzecią kadencję prezydencką. Krajem rządził od 1998 roku. 10 stycznia miał być zaprzysiężony, jednak z powodu złego stanu zdrowia do uroczystości nie doszło. Mimo to Sąd Najwyższy odsunął bezterminowo zaprzysiężenie i orzekł, że może do niego dojść gdy Chavez wyzdrowieje.