W programie "Jeden w Jeden" w TVN24 Małgorzata Wasserman mówiła, jak bardzo rozczarowały ją przeprosiny premiera. "Z ogromnym smutkiem i żalem, dosyć mocno popłakałam nad nieszczerym słowem "przepraszam" i zarzutami pod adresem rodzin" – powiedziała Wasserman.

Córka Wassermana krytycznie odniosła się zresztą do całego wystąpienia premiera w Sejmie. "Usłyszeliśmy jak bardzo się starał, a my o to nie pytaliśmy, tylko o to, jak ci państwo wykonywali swoje obowiązki" – mówiła.

Wyrażała też swoje wątpliwości co do słów premiera o 2 tysiącach urzędników, którzy mieli zajmować się katastrofą smoleńską. Podawała przykłady rodzin, które nie miały kontaktu ani z psychologiem, ani z lekarzami. "Były tam 3 czy 4 osoby, powinno być 30-40" – stwierdziła Wassermann.

Według Wassermann państwo nie poradziło sobie z obowiązkami w sytuacji kryzysowej. "Ci ludzie pracowali trzecią dobę bez snu, byli zaangażowani, ale nie byli koordynowani. Nie było nikogo z rządu, kto by nimi pokierował. (...) Strona rosyjska była przygotowana administracyjnie, a polska nie? Nie było ministra sprawiedliwości, nie było premiera" - mówiła w TVN 24 Wasserman.

"Jestem bliska tego, ze złamię prawo i pokażę państwu akta. Wtedy zadacie pytania na jakim szczeblu proszono, by nie dotykano czarnych skrzynek dopóki nie przybędą Polacy" - stwierdziła Wasserman.

Córka Zbigniewa Wassermana zaznaczyła też, że ewa Kopacz nie powinna pełnić już funkcji publicznych. "Nie potrafię sobie wyobrazić, że osoba tak skompromitowana jak Ewa Kopacz pełni już drugą funkcję w państwie. Do arogancji premiera zdążyłam się już przyzwyczaić" – powiedziała Wasserman.