statystyki

Tomasz Jastrun: Czuć się demiurgiem [ROZMOWA MAZURKA]

autor: Robert Mazurek06.11.2020, 11:15; Aktualizacja: 06.11.2020, 11:16
Tomasz Jastrun Fot. Darek Golik

Tomasz Jastrun Fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

- Pamiętam moment, kiedy wszyscy mieszkańcy Iwickiej 8 zastygli przy oknach, słysząc kwik świni prowadzonej na rzeź. Ona uciekała, Badowski ją łapał, ta uciekała znów, Badowski chwytał ją, mówiąc: „Nie chcesz, ale musisz”. I temu z okien przyglądali się poeci - mówi w rozmowie z Robertem Mazurkiem Tomasz Jastrun poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki.

Tytułowy „Dom Pisarzy w czasach zarazy” był pańskim pierwszym domem, prawda?

Zostałem tam poczęty, nawet wiem, w którym pokoju i przy jakiej okazji.

Naprawdę?

Czasem myślę, że może nie jest dobrze wiedzieć aż tyle. Ja wiem, bo rodzice – pisarze – robili notatki, pisali dzienniki, pamiętniki. I to ma dobre, ale też niepokojące strony. A poczęty zostałem, kiedy ojciec wrócił z Pragi.

Ojciec, wybitny poeta Mieczysław Jastrun, matka – też poetka i pisarka dla dzieci Mieczysława Buczkówna.

Gdy byłem mały, drażniło mnie, że ojciec się mną nie zajmuje. Umierałem z nudów, mimo że miałem towarzystwo, ale przecież nikt się nie nudzi tak dramatycznie jak dziecko. Siadałem pod gabinetem ojca i powtarzałem jak karabin maszynowy: „Nudzi mi się, nudzi mi się, nudzi mi się, co ja będę robił, co ja będę robił”.

Zabiłbym.

Ojciec wytrzymywał piętnaście minut, po czym wybiegał z gabinetu, rzucał się na mnie, ale krzywdy mi nie robił, tylko krzyczał: „Pluj i łap!”. To jedna z wcześniejszych scen, które pamiętam z dzieciństwa.

Jak ono wyglądało?

Dziś już nie ma takich podwórek… Jego centralnym punktem był oczywiście trzepak, przy który spędzałem masę czasu.

Miał tam pan rówieśników.

W domu było nas czworo: Agnieszka Żuławska, Monika Czeszko, Adaś Sandauer i ja. Adaś się zresztą śmiertelnie na mnie obraził za tę książkę, ale mam nadzieję, że mu przejdzie.

Co go dotknęło?

Anegdota o jego ojcu, Arturze Sandauerze, który przyszedł z wizytą do Seweryna Pollaka, tłumacza mieszkającego naprzeciw nas, czyli na drugim piętrze. I przyniósł mu w prezencie zwiędłe, ociekające wodą kwiaty, które musiał wyjąć ze swego wazonu, mówiąc, że słyszał, iż się przynosi kwiaty, gdy się przychodzi w gości.

A o co się pokłócił pański ojciec z Sandauerem?

To proste jak drut, Sandauer by wybitnym krytykiem, ale był przy tym szalenie krytyczny, czyli taki, jakim krytyk powinien być. Ale też krytyk nigdy nie powinien mieszkać w jednym domu z pisarzami, o których pisze. Nie tylko ojciec miał swoje zadry z Sandauerem, oplutym swego czasu z balkonu przez Adolfa Rudnickiego, o którym coś krytycznego napisał.


Pozostało 85% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie