Czy stosunkowo dobre prognozy dla cementu w stosunku do innych branż wskazują na to, że w wyniku COVID-19 nic się nie zmieniło?

Nasza firma, podobnie jak wiele innych, znalazła się w nowej rzeczywistości. Najważniejsze było i jest zdrowie naszych pracowników, podwykonawców i klientów oraz utrzymanie ciągłości biznesowej. Ten cel zrealizowaliśmy. Mimo to zagrożenie dla biznesu nadal jest bardzo duże. Dlatego, pomimo zniesienia wielu obostrzeń, nadal jesteśmy bardzo ostrożni. Pracujemy w nowym trybie, co oznacza utrzymanie dystansu społecznego, zasad higieny. Tam, gdzie to możliwe, stosujemy rotacyjny system pracy, aby zminimalizować liczbę kontaktów. W niektórych sytuacjach, gdy jest to kluczowe dla ciągłości biznesowej, przeprowadzamy także testy na obecność COVID-19. Uczymy się żyć z wirusem.

Czy biznes wyhamował?

Przez cały czas dostarczaliśmy i dostarczamy nasze produkty do klientów. Rynek budowlany nie wyhamował tak jak inne branże, dzięki temu prognozy dla cementu są lepsze niż dla innych segmentów gospodarki. Kryzys w naszej branży zawsze przychodzi z opóźnieniem. Prognozy wskazują spadek w drugiej połowie roku, co sprawi, że wyniki będą nieco słabsze niż w 2019 r. – rynek cementu może spaść o 5 proc. r/r w 2020 r., zaś segment kruszyw może pozostać niezmienny, co wciąż oznacza wysoki poziom.

W Polsce jesteśmy w dużo korzystniejszej sytuacji niż na zachodzie Europy. We Francji czy Wielkiej Brytanii spadek popytu w kwietniu sięgnął nawet 80 proc., a w Polsce w tym samym czasie był mniejszy o 10–20 proc.

Jednak wirus wpłynął na sposób funkcjonowania.

Skupiliśmy się na zdrowiu pracowników i zdrowiu firmy. Naszym celem było utrzymanie gotówki, ale szukaliśmy takich rozwiązań które będą win-win dla nas oraz naszych partnerów. Dlatego zastosowaliśmy odwrotny faktoring pozwalający na wydłużenie terminów płatności dla naszych dostawców. Szukaliśmy też szans w spadających cenach paliw oraz renegocjowaliśmy umowy. Dzięki temu udało nam się zachować płynność i utrzymać poziom gotówki wymagany z powodów kredytowych. Najważniejsze jest jednak to, że utrzymaliśmy miejsca pracy. Choć zachowaliśmy ciągłość dostaw, to podobnie jak cała branża, zaczęliśmy borykać się z problemem braku dodatków mineralnych do cementu. To długotrwała tendencja, do której musimy się dostosować.

Pandemia nie zatrzyma inwestycji w sektorze cementowym?

Jak na razie koronawirus nie zmienił naszych ambicji. Dalej chcemy inwestować w rozwój naszych zakładów i w technologie dekarbonizacji. Przypomnę, że w Polsce przez ostatnich 30 lat branża zainwestowała ok. 10 mld zł w lepsze i mniej emisyjne procesy technologiczne. Dziś mamy najnowocześniejsze technologie w Europie i na świecie. To wiązało się też z obniżaniem emisji CO2. W ciągu 25 lat działalności Lafarge w Polsce zredukowaliśmy emisję o ok. 40 proc. Jesteśmy na poziomie niższym niż inne państwa. Do 2022 r. jako grupa LafargeHolcim planujemy zainwestować w Europie ok. 670 mln zł, by zmniejszyć nasz ślad węglowy o kolejne 15 proc. To oznacza ok. 3 mln ton CO2 mniej w Europie.

Europejskie Stowarzyszenie Cementu Cembureau zapowiedziało osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Obecna technologia pozwala na takie plany?

Pierwszym wyzwaniem jest redukcja emisji procesowej, co dzisiaj jest trudne ze względu na obecną technologię. Dlatego poszukujemy bardziej zdekarbonizowanych surowców, aby obniżyć zawartości klinkieru. To pozwoli na opracowanie nowych rodzajów cementu o mniejszym śladzie węglowym, a także stosowanie dodatków wytwarzanych dziś w innych gałęziach przemysłu, jak np. popioły z elektrowni czy żużel z przemysłu hutniczego. Drugi element to zwiększenie efektywności cieplnej w piecach cementowych. Klinkier, czyli podstawowy składnik cementu, wypalany jest w piecu w temperaturze nawet 2 tys. stopni. To wymaga wytworzenia ciepła, które dziś w 80 proc. pozyskujemy nie z węgla, ale z paliw alternatywnych, czyli m.in. odpadów komunalnych. To najlepszy wynik w Europie. Wysoka temperatura w piecu sprawia, że do atmosfery nie wydostają się żadne związki chemiczne, a odpady te nie zalegają na wysypiskach. Naszą ambicją jest zwiększenie udziału paliw alternatywnych w kolejnych latach oraz zastosowanie nowych technologii odzysku ciepła.

Trzeci element dotyczy produkcji betonu. W tym roku wprowadziliśmy beton o obniżonym CO2 o 45 proc. – w porównaniu ze zwykłym betonem i przygotowujemy plan neutralności węglowej dla betonu do 2050 r. Tak więc już dziś tworzymy beton lepszy od tego, który jest wymagany przez normy. Czwarty element to dekarbonizacja w budownictwie. Dzięki użyciu mniejszej ilości materiałów budowlanych i przy zachowaniu tych samych parametrów wytrzymałościowych wprowadzamy do konstrukcji budynku mniej CO2. Ostatni element łańcucha to rekarbonatyzacja, czyli zdolność do absorpcji CO2 przez beton. Szacuje się, że w trakcie życia budynku beton jest w stanie pochłaniać od 10 do 20 proc. CO2 wytwarzanego przy jego produkcji. Wierzę, że te wszystkie elementy połączone razem pozwolą nam dojść do neutralności klimatycznej.

Czy tak wielkie inwestycje w technologię redukcji emisji nie spowodują, że cement produkowany w Europie będzie drożał lub zostanie wyparty przez tańszy, przywożony z innych części świata?

Jako inwestorzy prywatni oczywiście oczekujemy zwrotu z inwestycji. Trzeba jednak pamiętać, że wpływ na koszty produkcji mają ceny uprawnień do emisji CO2 i skorelowane z nimi stawki za energię. Cena emisji choć na początku roku spadła, to dziś wróciła do wysokiego poziomu 29–30 euro za tonę. W Komisji Europejskiej dyskutuje się nad wprowadzeniem minimalnego kosztu uprawnień emisji, żeby inwestorzy wiedzieli, iż muszą zmierzać w tym kierunku. Do tego dochodzą ceny energii, które wciąż są bardzo wysokie, a czeka nas jeszcze zapowiadana na jesień opłata mocowa. Choć prezes URE jeszcze nie podał jej wysokości, to szacuje się, że może ona wynosić ponad 90 zł/MWh. Te czynniki i dążenie do coraz bardziej ekologicznej produkcji mają wpływ na naszą rentowność i zmuszają nas do podwyższania cen.

Zakłady na Białorusi czy w Turcji nie ponoszą kosztów CO2. Import cementu spoza UE zdecydowanie przekłada się na wzrost emisji – oprócz mniej ekologicznej produkcji dochodzi również transport. W poprzednim roku widzieliśmy wzrost importu z Białorusi. W I kw. 2020 r. wolumen ten w Polsce wzrósł aż dwukrotnie w porównaniu z I kw. 2019 r. Dlatego apelujemy do Komisji Europejskiej, by wyrównała grę rynkową. Chodzi tu o zwracanie uwagi nie tylko na samą produkcję CO2 w Europie, ale też na zużycie, które ma znaczenie w skali globalnej oraz na zatrudnienie. Przemysł cementowy w Polsce to prawie 4 tys. miejsc pracy, a wraz z podwykonawcami to ok. 20 tys. Obecna sytuacja jest zagrożeniem nie tylko dla cen i środowiska, ale też utraty miejsc pracy przez przeniesienie produkcji poza UE.

Inwestorzy w Europie odchodzą od węgla. Tak samo będzie z cementem, jeśli ten plan dekarbonizacji się nie powiedzie?

Jeszcze przed koronawirusem mówiło się, że 2 mld osób na świecie będzie mieszkać w miastach, a do 2050 r. potrzebne nam będzie dodatkowe 60 proc. infrastruktury, która jeszcze nie powstała. Cement jest niezbędny do tego, aby zaspokoić te potrzeby, ale wymaga to wspomnianej dekarbonizacji. Jako LafargeHolcim jesteśmy na to gotowi.

Czy COVID-19 czegoś nas nauczył?

Kryzys pokazał, że mamy bardzo silny zespół. Nie spodziewałem się, że nasza organizacja okaże się tak elastyczna i zdolna do szybkich reakcji. Praktycznie w ciągu kilku dni ponad 500 osób zaczęło pracować zdalnie i to bez żadnych problemów. Wiele rozwiązań testowaliśmy na żywo. Jako lider zobaczyłem, jak ważne jest podtrzymanie ciągłej komunikacji ze związkami zawodowymi czy pracownikami, dotyczącej naszej sytuacji, ale też sytuacji na rynku. Spotkało się to z bardzo pozytywnymi reakcjami. Uczciwa komunikacja i zaufanie do zespołów przynosi korzyści i mobilizuje do działania. Myślę, że na skutek pandemii jeszcze bardziej przyspieszy też digitalizacja. I to nie tylko w zakresie pracy zdalnej, ale też usprawnienia działania cementowni i naszych operacji biznesowych.

Czy to oznacza, że w przyszłości będzie potrzeba mniej pracowników?

Digitalizacja nie oznacza pełnej automatyzacji produkcji. Dzisiaj branża cementowa nie zatrudnia zbyt wielu pracowników – w naszym przypadku to ok. 120 pracowników w każdej cementowni, a doliczając podwykonawców, to kolejne 150 osób, ale liczba ta może się zmieniać ze względu na sezonowość. Cyfryzacja może natomiast przyczynić się do ulepszenia jakości i szybkości produkcji. To powoduje też, że potrzebujemy nowych kompetencji – eksperttów od nowoczesnych systemów informatycznych, inżynierów procesu oraz ekspertów w dziedzinie ochrony środowiska.

Czy branża oczekuje wsparcia ze strony państwa? Lafarge korzystało z tarcz antykryzysowych?

Nie wnioskowaliśmy o taką pomoc. Udało nam się utrzymać zatrudnienie i przechodzimy przez kryzys samodzielnie. Nie oczekujemy bezpośredniego wsparcia – dla nas ważne jest utrzymanie kluczowych projektów infrastrukturalnych. Oczekujemy dalszego tworzenia warunków do rozwoju dla inwestorów i dostawców, co jest kluczem do pobudzania i utrzymania inwestycji. Niepokój może budzić ewentualna niestabilność sektora bankowego.

Jakie są plany Lafarge w Polsce w najbliższym czasie?

Kontynuujemy realizację naszej strategii. Dalej chcemy nie tylko dostarczać cement, kruszywa i beton, ale też tworzyć innowacyjne rozwiązania i świadczyć kompleksowe usługi wsparcia i doradztwa technicznego. W Polsce nadal brakuje ok. 3 mln mieszkań, dlatego musimy zwiększyć wydajność budownictwa. To duże wyzwanie, budować, ale jednocześnie zapobiegać zmianom klimatycznym. Będziemy również inwestować w zielone źródła wytwarzania energii w celu zwiększenia dywersyfikacji jej dostaw. Tworzymy też własną kogenerację, aby zmniejszyć zużycie energii i wykorzystać w większym stopniu ciepło z kogeneracji do funkcjonowania zakładu. Pracujemy nad wprowadzeniem nowych cementów, które będą miały mniejszy ślad węglowy, poprzez redukcję zawartości klinkieru. Mamy ambicję, aby już część z tych projektów została zrealizowana do końca 2022 r.

NPBP2020