statystyki

Wszyscy ojcowie porażki. Jak wygląda plan działania kandydatów po wyborach?

autor: Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak17.07.2020, 07:40; Aktualizacja: 17.07.2020, 09:44
Rafał Trzaskowski

Rafał Trzaskowskiźródło: PAP
autor zdjęcia: Radek Pietruszka

Jedni chcą jak najlepiej zdyskontować wyborcze wyniki, inni szybko wymazać je z pamięci. Wszyscy szukają swojego miejsca na kolejne trzy lata.

D o niedawna to wybory samorządowe uchodziły za takie, w których każdy może obwieścić się zwycięzcą. Po tych z 2018 r. Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło triumf, bo przejęło kolejne sejmiki województw (także wskutek negocjacji koalicyjnych). Platforma Obywatelska również proklamowała wygraną, bo utrzymała największe miasta, a obóz rządzący musiał zadowolić się Chełmem czy Zamościem, gdzie prezydentami zostali popierani przez niego politycy.

Teraz okazuje się, że w wyborach prezydenckich zwycięzca też może być więcej niż jeden. Z jednej strony mamy PiS, którego kandydat wywalczył reelekcję, a z drugiej Koalicję Obywatelską, której faworyt uzyskał znakomity wynik – ponad 10 mln głosów, które stwarzają perspektywy na budowanie czegoś nowego. Do nich dochodzi Szymon Hołownia, który swoje 13 proc. poparcia z I tury również zamierza zdyskontować w formie ruchu obywatelskiego, a z czasem – politycznego. Wzmocniła się także Konfederacja, której twarzą stał się Krzysztof Bosak. Powyborczego kaca mogą mieć co najwyżej Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń, jedyni niekwestionowani przegrani tego wyścigu.

Obecnie w obu głównych obozach trwa rozliczanie kampanii i ustalanie granic nowego pola powyborczej gry. W Koalicji Obywatelskiej wciąż dyskutuje się, czy nieobecność Rafała Trzaskowskiego na „ustawce Jacka Kurskiego” w Końskich pogorszyła jego szanse na Pałac Prezydencki. Coraz więcej działaczy Platformy – w tym Grzegorz Schetyna i Radosław Sikorski – otwarcie twierdzi, że absencja ich kandydata była błędem. Ich zdaniem Trzaskowski powinien był przesunąć „kontrdebatę” w Lesznie na kolejny dzień i zapewniać do ostatniej chwili, że do Końskich nie zawita, ale ostatecznie pojawić się tam tuż przed startem. – Dzięki temu już na wstępie by zyskał, bo pokazałby, że nie boi się wejść do paszczy lwa. Potem miałby pełne prawo oczekiwać obecności Andrzeja Dudy w Lesznie – przekonuje nas polityk KO. Dyskusje o tym, czy jechać w poniedziałek do Końskich, trwały do ostatniej chwili. – Był nawet pomysł, by Rafała zamknąć na kilka godzin w jednym pomieszczeniu z Michałem Kamińskim (byłym spin doktorem PiS, obecnie wicemarszałkiem Senatu), by ten przemaglował go z każdej potencjalnie niewygodnej sprawy. Ostatecznie nie doszło to do skutku – opowiada jeden z naszych rozmówców.

Ale słychać też głosy, że ci, którzy zarzucają sztabowi Trzaskowskiego błąd w sprawie debaty w Końskich, są mądrzy po czasie. A decyzję o niewzięciu udziału w wydarzeniu organizowanym przez TVP podjęto na podstawie sondażowych kalkulacji, a nie z obawy przed pułapkami szykowanymi przez Jacka Kurskiego. Badania wskazywały wtedy, że kandydaci idą na remis. – W tej sytuacji wyjazd do Końskich groził większymi stratami niż zyskami – mówi nam polityk Platformy.


Pozostało 65% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie