W piątek Leros był przesłuchiwany.

Deputowany w miniony weekend opublikował nagrania, na których mężczyzna - jak piszą media - "podobny do brata" szefa biura prezydenta Andrija Jermaka prowadzi rozmowy w sprawie objęcia przez pewne osoby stanowisk w organach władzy.

"Dowody w formie wideo, tego, jak Jermak przez swojego brata +dealuje+ państwowymi stanowiskami, wdraża swój program w struktury organów ścigania i obronności, i oczywiście zarobek na państwie" - napisał Leros, publikując nagrania na Facebooku. Leros poinformował, że otrzymał nagrania na pendrivie.

Jak zaznacza internetowa gazeta "Ukraińska Prawda", Andrij Jermak przyznał, że na nagraniach rzeczywiście widać jego brata - Denysa. Zapowiedział, że w związku z opublikowaniem nagrań przez Lerosa zwróci się do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Państwowego Biura Śledczego.

"Chcę, żeby przeprowadzono wszechstronne śledztwo okoliczności zarejestrowania tych nagrań, przede wszystkim ich autentyczności, wszystkich faktów, oraz tego, kto i na czyje zlecenie to zrobił, jak te nagrania znalazły się u Geo Lerosa" - napisał na Facebooku szef biura prezydenta. "I ja, i moja rodzina jesteśmy uczciwymi i porządnymi ludźmi. Nikomu nie pozwolę nas oczerniać" - dodał.

Sprawą zajął się wydział ds. śledztw antykorupcyjnych w prokuraturze generalnej - przypomina "Ukraińska Prawda". Leros, były doradca prezydenta Zełenskiego, także złożył zawiadomienie w Narodowym Biurze Antykorupcyjnym.

Śledztwo wobec Lerosa wszczęło z kolei Państwowe Biuro Śledcze. W piątek deputowany przybył na przesłuchanie w tej sprawie. 1 kwietnia do miejsca zameldowania Lerosa przyjechali też przedstawiciele SBU, by wręczyć mu wezwanie na przesłuchanie.

Denys Jermak oświadczył, że jako obywatel ma prawo do spotykania się z kim chce, a to, że jego brat jest urzędnikiem państwowym, nie powinno ograniczać jego praw - pisze "Ukraińska Prawda".

Ukraińska redakcja BBC określa sytuację wokół nagrań "hucznym politycznym skandalem" i zaznacza, że Leros już wcześniej publicznie krytykował Andrija Jermaka.

W czwartek wieczorem do sytuacji odniosło się biuro ukraińskiego prezydenta, zaznaczając, że "nikt nie uniknie odpowiedzialności", apelując przy tym o powstrzymanie się przed wydawaniem sądów do czasu zakończenia śledztw.

Z Kijowa Natalia Dziurdzińska (PAP)