statystyki

Dębski: Gdyby nie rozszerzenie NATO, dziś moglibyśmy widzieć rosyjskie czołgi w Wilnie [WYWIAD]

autor: Maciej Miłosz02.02.2020, 19:00; Aktualizacja: 02.02.2020, 19:07
Niczym Hitler w latach 30. XX w., Kreml próbuje podobnie wykorzystać słabość wolnego świata, by zwiększyć swój potencjał negocjacyjny. Gdyby nie rozszerzenie NATO, dziś moglibyśmy widzieć rosyjskie czołgi w Wilnie, a kto wie, czy nie w rejonie Augustowa czy Suwałk.

Niczym Hitler w latach 30. XX w., Kreml próbuje podobnie wykorzystać słabość wolnego świata, by zwiększyć swój potencjał negocjacyjny. Gdyby nie rozszerzenie NATO, dziś moglibyśmy widzieć rosyjskie czołgi w Wilnie, a kto wie, czy nie w rejonie Augustowa czy Suwałk.źródło: ShutterStock

Brak wizji wobec wschodniej części kontynentu i chęć pogodzenia się z Moskwą uprawniają do stawiania pytań prezydentowi Francji, czy to nie odbędzie się naszym kosztem

Za chwilę brexit. Czy jego skutkiem będzie postępujący rozpad UE?

Nie sądzę. Wspólny rynek, fundament integracji, działa i dobrze służy wszystkim państwom członkowskim. Sama Polska sprzedaje na nim towary za ponad 800 mld zł rocznie. To pokazuje siłę powiązań integracyjnych i interesów gospodarczych w Europie.

Brytyjczyków to nie przekonało.

Magazyn DGP 31.01.20

Magazyn DGP 31.01.20

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wspólnotę porzuca najstarsza europejska demokracja, jedno z najbogatszych państw kontynentu. To ważna lekcja dla Unii – okazuje się, że postęp integracji nie jest linearny, a jej sukces przesądzony. Wbrew tezom wielu teoretyków oraz polityków widzących w niej ostateczny środek dla przezwyciężenia politycznego paradygmatu opartego na państwach narodowych, dziś okazuje się, że to właśnie one zachowują ostateczną kontrolę nad integracją europejską. Jeśli proces ten przestanie odpowiadać oczekiwaniom wyborców, mogą zdecydować o wyjściu z Unii. Bez względu na koszty. Konsekwencje obserwujemy – słabnie wspólnotowa metoda podejmowania decyzji, zmniejsza się rola Komisji, zwiększa Rady Europejskiej. Państwa członkowskie Unii starają się poszerzyć własną autonomię i odzyskać część decyzyjności.

Może i punkt ciężkości przesuwa się w stronę państw narodowych, lecz najważniejsze kraje targane są przez wewnętrzne kryzysy. Chociażby Niemcy, które od dwóch lat mierzą się ze zmierzchem ery kanclerz Angeli Merkel.

Rola Niemiec w procesie europejskim jest nie do przecenienia, zaś po brexicie będzie jeszcze większa. To widać po debacie niemiecko-francuskiej, która toczy się od 2017 r., gdy gospodarzem Pałacu Elizejskiego został Emmanuel Macron. Wszystkie jego propozycje oparte były mniej lub bardziej na założeniu, że po wyjściu Brytyjczyków Unia będzie bardziej skłonna przejąć francuski model instytucjonalny i sposób zarządzania procesem decyzyjnym. W tej wizji integracja europejska ma być procesem politycznym à la France.

A gdzie tu rola dla Niemiec?

Otoczenie Macrona ma tendencję to ignorowania faktu, że po zjednoczeniu Niemcy przesunęły się na wschód. Przestały być republiką bońską, krajem zachodnioeuropejskim, a stały się państwem środkowoeuropejskim. Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO jest teraz dla Berlina sprawą fundamentalną, od której uzależniony jest jego dobrobyt i rozwój. Dlatego Niemcy przeciwdziałają podziałom w Unii Europejskiej, odrzucają forsowane przez Paryż idee w rodzaju „Europy wielu prędkości”, spowalniają tworzenie rdzenia Wspólnoty wokół państw strefy euro, a z drugiej strony angażują się we wspieranie inicjatywy Trójmorza. Nawet Gazociąg Północny jest przez wielu Niemców uważany za dobry sposób wiązania Europy Środkowej z Niemcami.

Berlin stawia na inicjatywy, jak się je określa w unijnym żargonie, inkluzywne.

Niemcy nie są zainteresowane odseparowaniem się od Europy Środkowej, bo stały się jej częścią. Dla nich priorytetem będzie skuteczne odstraszanie Rosji, uzupełnione o tradycyjną w polityce niemieckiej koncepcję wikłania Moskwy w dialog. Bezpieczeństwo Europy Środkowej jest dla Niemiec sprawą kluczową. Sam handel polsko-niemiecki to 120 mld euro rocznie. Między Polską a Francją to 20 mld. To pokazuje skalę zaangażowania w regionie i różnice w mocy między oboma politycznymi „silnikami” Europy.


Pozostało 75% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (4)

  • aha(2020-02-02 19:27) Zgłoś naruszenie 33

    Tylko tego nie widzą nasze aktualne święte i świeckie jelita. Nie wiadomo w jakim kierunku pójdą Niemcy. Nasi chcą dobrze żyć za pieniądze suwerena, odszkodowania wojenne z Berlina, Moskwy, liczą na boga i USA - czyli tak jak za 3.rozbiorów, bezmyślnych powstań czy w 1939. Buty liżą świętym i USA - niszczą zaś tych co myślą samodzielnie i liczą się z tym co jest. W 1939 też mieliśmy b. nowoczesny sprzęt, świetne sojusze a w d nam dali Niemcy w m-c a Moskwa trochę szybciej. Unia to związek handlowy, gdy będzie się przekształcać w org, polityczną to się rozpadanie - do czego dąży Watykan i wielu durni w RP.

    Odpowiedz
  • propagandowa żenada(2020-02-02 20:44) Zgłoś naruszenie 21

    Chłopie wyjrzyj przez okno i sprawdź jakie czołgi stoją za miedzą....

    Odpowiedz
  • i tyle w temacie(2020-02-02 20:48) Zgłoś naruszenie 12

    Podejrzewam, że jeśli Litwini zapragną zrobić czystkę etniczną z Ruskimi na wzór ukraiński to nic nie powstrzyma kremla żeby wprowadzić tam swoich czołgów.

    Odpowiedz
  • nie zmanipulowany(2020-02-02 20:17) Zgłoś naruszenie 02

    O Palestynie i jej aneksji proszę nie pisać nie wolno i nie wypada.Jest daleko a jej okupant ma w Polsce silne poparcie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie