statystyki

Armia zakładnikiem przemysłu

autor: Maciej Miłosz23.12.2019, 07:00
17 tys. ludzi zatrudnionych w państwowej zbrojeniówce wzięło w jasyr 100-tysięczną armię – zżyma się jeden z polityków obozu rządzącego

17 tys. ludzi zatrudnionych w państwowej zbrojeniówce wzięło w jasyr 100-tysięczną armię – zżyma się jeden z polityków obozu rządzącegoźródło: ShutterStock

Wojsko Polskie często otrzymuje sprzęt nie taki, jaki powinno, tylko taki, jaki są w stanie wyprodukować nasze zakłady.

B ł yski fleszy, uśmiechy i oklaski. Nie zabrakło, jak zawsze zresztą przy tego typu okazjach, pełnych patosu przemówień. – To niezwykły, historyczny moment. To wprowadzenie polskiej armii i Rzeczypospolitej Polskiej w zupełnie nowy świat supernowoczesnej technologii, nowoczesnego uzbrojenia, środków obronnych – podkreślał prezydent Andrzej Duda podczas podpisania umowy zakupu systemu Patriot w marcu 2018 r .

Kontrakt wart aż 20 mld zł jest największym i najistotniejszym w historii naszej armii. To właśnie program „Wisła”, którego elementem mają być amerykańskie baterie, ma nam zapewnić obronę przed pociskami balistycznymi i samolotami przeciwnika. Bez tej tarczy przeciwrakietowej w ciągu kilkudziesięciu minut od rozpoczęcia konfliktu stracimy kluczową infrastrukturę. Jeśli nasze samoloty nawet zdążą wystartować, nie będą już miały gdzie wylądować. Bo potencjalny przeciwnik, czyli Rosja, za priorytetowy cel do zniszczenia uzna też lotniska. Nie, nie dlatego, że nasze lotnictwo może stanowić zagrożenie, bo zdolności bojowe naszej armii w powietrzu są raczej symboliczne. Chodzi o to, by jak najbardziej spowolnić przerzut wojsk sojuszniczych.

Wśród wysokich rangą wojskowych panuje względna zgoda, że najważniejsza jest obrona nieba. W 2018 r. podpisano kontrakt na pierwszą fazę: zakup dwóch z ośmiu baterii patriotów. – Niezwłocznie przystąpimy do drugiej fazy negocjacji – stwierdził minister obrony Mariusz Błaszczak w warszawskiej hali zakładów PIT-Radwar.

To było prawie dwa lata temu. Jednak do dziś negocjacje w sprawie drugiej fazy nie ruszyły. Po pierwsze, wciąż nie podpisano wszystkich umów offsetowych do pierwszej fazy, które regulują kwestię zakupu technologii z USA. Po drugie, minister Błaszczak poświęcił ostatnio sporo energii na promowanie pomysłu nabycia samolotów F-35. W efekcie może już w przyszłym roku podpiszemy umowę kupna 32 myśliwców wielozadaniowych piątej generacji, co może nas kosztować kilkanaście miliardów złotych (w najdroższym wariancie 26 mld zł). Po trzecie, wojskowi uznali, że zamiast dalszego skupiania się na programie „Wisła” – obronie średniego zasięgu, warto w tym samym czasie rozpocząć wdrażanie programu „Narew” – obronę nieba w krótkim zasięgu.

Równoczesne tworzenie dwóch systemów wydaje się jak najbardziej sensowne. Już latem ubiegłego roku szef sztabu gen. Rajmund Andrzejczak zdecydował, że elementem „Narwi” ma być zintegrowany system kierowania dowodzeniem IBCS (Integrated Battle Command System). Kupiliśmy go przy okazji „Wisły” za – bagatela – 2 mld zł. Założenie jest takie, że radary obsługujące „Wisłę” będą mogły współdziałać także z wyrzutniami „Narwi”.


Pozostało 77% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie