statystyki

Wyższa matematyka parlamentarna [OPINIA]

autor: Dr Hab. Marek Zbigniew Dobrowolski22.10.2019, 08:14; Aktualizacja: 22.10.2019, 08:15
Jeśli pierwsze posiedzenie nowego Sejmu zostanie zwołane przed 12 listopada 2019 r., to kadencja Sejmu ustępującego będzie krótsza niż cztery lata, jeśli natomiast przyjmiemy, że kadencja tego Sejmu powinna zakończyć się dokładnie po czterech latach, to pierwsze posiedzenie Sejmu wybranego 13 października 2015 r. powinno odbyć się 12 listopada 2019 r., a więc po 30 dniach od daty wyborów.

Jeśli pierwsze posiedzenie nowego Sejmu zostanie zwołane przed 12 listopada 2019 r., to kadencja Sejmu ustępującego będzie krótsza niż cztery lata, jeśli natomiast przyjmiemy, że kadencja tego Sejmu powinna zakończyć się dokładnie po czterech latach, to pierwsze posiedzenie Sejmu wybranego 13 października 2015 r. powinno odbyć się 12 listopada 2019 r., a więc po 30 dniach od daty wyborów.źródło: ShutterStock

Okres powyborczy, w którym znalazł się parlament, po raz kolejny eksponuje problemy powstające wskutek konstytucyjnie ukształtowanego sposobu określania ram czasowych pełnomocnictw Sejmu i Senatu. Konstytucja stanowi bowiem, że kadencje izb trwają cztery lata, rozpoczynają się z dniem zebrania się Sejmu na pierwsze posiedzenie i trwają do dnia poprzedzającego dzień zebrania się Sejmu następnej kadencji (art. 98 ust. 1). Takie rozwiązanie zostało wprowadzone do polskiego systemu konstytucyjnego w 1995 r. (a więc w okresie obowiązywania tzw. małej konstytucji), a następnie przeniesione do Konstytucji z 1997 r.

Przyczynkiem do jego wprowadzenia była notyfikacja konkordatu przez rząd Hanny Suchockiej już po rozwiązaniu Sejmu w 1993 r. przez ówczesnego Prezydenta RP, a więc w okresie, w którym ustępującemu parlamentowi wygasły demokratyczne pełnomocnictwa, a kolejny nie został jeszcze wybrany. W latach 1989–1995 kadencja parlamentu rozpoczynała się w dniu pierwszego posiedzenia Sejmu, trwała cztery lata, a dopiero następnie przeprowadzano wybory i konstytuował się nowy Sejm (nowej kadencji). Takie rozwiązanie zakładało istnienie przerwy międzykadencyjnej, czyli okresu bez Sejmu pomiędzy kadencjami.

Wprowadzając obowiązujący system, argumentowano, że jest to niezbędne, aby rząd nie pozostawał bez kontroli parlamentu. Praktyka ustrojowa pokazuje jednak, że system ten ma też istotne wady. Przede wszystkim tworzy sytuację, w której kampania wyborcza do nowego parlamentu toczy się w trakcie kadencji parlamentu ustępującego, co może prowadzić do uchwalania ustaw będących elementem zabiegania o wyborców. Skutkuje to też swego rodzaju nierównością kandydatów ubiegających się o mandat w nowym parlamencie (ci ubiegający się o reelekcje pobierają np. diety, mają zaplecze infrastrukturalne w postaci biur poselskich itd., pozostali takich udogodnień nie mają).

Nie bez znaczenia jest również to, że politycznie rzecz ujmując, system ten prowadzi do powstania niejako dwóch demokratycznie legitymowanych parlamentów (tego, któremu kadencja jeszcze się nie zakończyła, i tego, który został już wybrany, ale jeszcze się nie ukonstytuował). Wprawdzie w sensie prawnym ani przeprowadzenie wyborów parlamentarnych, ani ogłoszenie ich wyników nie mają wypływu na konstytucyjne rozumienie kadencji Sejmu ustępującego, lecz nie eliminuje to całkowicie napięć politycznych, nabierających szczególnego znaczenia w momencie zmiany większości parlamentarnej.


Pozostało jeszcze 61% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie