Grzywaczewski: Turyści traktują lokalną ludność jak zwierzęta w ZOO [WYWIAD]

autor: Robert Mazurek25.07.2019, 20:10; Aktualizacja: 26.07.2019, 07:33
Tomasz Grzywaczewski, fot. Darek Golik

Tomasz Grzywaczewski, fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

- Oni jadą na taką wycieczkę przekonani, że robią coś dobrego, a rzucając te cukierki czy rozdając długopisy, mają poczucie, że pomagają czynić świat lepszym. Naprawdę najbardziej niemoralny rodzaj turystyki – mówi w rozmowie z Robertem Mazurkiem Tomasz Grzywaczewski dziennikarz, pisarz (m.in. „Granice marzeń” i „Przez dziki Wschód”) i doktorant prawa międzynarodowego specjalizujący się w postsowieckich państwach nieuznawanych. Współscenarzysta filmu dokumentalnego „Cienie imperium”.

Mówi pan, że gdyby dziś działał Auschwitz…

To spokojnie można by tam pojechać na wycieczkę. Wszystko jest za pieniądze. Przecież są wycieczki do Korei Północnej, kraju łagrów.

Podobno Francuzi je organizują.

Magazyn DGP 26 lipca

Magazyn DGP 26 lipca

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nie tylko. Jest polski youtuber prowadzący kanał „Pozdro z KRLD”, w którym przekonuje, że to normalny, atrakcyjny kraj, może trochę biurokratyczny. Ziomek oprowadza ludzi po Korei Północnej, robi jak gdyby nigdy nic o niej filmiki, a ludzie czerpią z tego wiedzę o świecie. To straszne, już sama nazwa „Pozdro z KRLD”…

„Siema z Dachau”.

Siema i w ogóle spoko. Jak widać, wcale nie tak daleko jesteśmy od zwiedzania Auschwitz.

Nie pojechałby pan teraz do Korei Północnej?

Nie, dziękuję, to jest i niemoralne, i bezsensowne. Niemoralne, bo to upiorny reżim, a ja nie mam ochoty go wspierać, nie chcę dotykać piekła.

A dlaczego bezsensowne?

Niczego z takiego wyjazdu się nie dowiem, nie będę mógł zobaczyć prawdy o tym kraju, a na ich propagandę nie mam ochoty. Pojechałbym tam oglądać ludzi, którzy odgrywają przede mną jakiś spektakl. Ale ja tam pojadę.

Kiedy?

Jak tylko padnie reżim, bo chciałbym opisać to, do czego może doprowadzić totalitaryzm w skrajnej postaci. Jak ci ludzie się zachowają, gdy zostaną skonfrontowani z rzeczywistością.

Ludzie byli wszędzie i widzieli wszystko.

A ciągle są spragnieni nowych doznań? To dla nich powstał dark tourism i podróże po slumsach. Ludzie jadą do brazylijskich faweli czy indyjskich lub afrykańskich slumsów, by zobaczyć biedę i to, jak potwornie się żyje. W czasie takiej podróży rozdają upominki biednym dzieciom, rzucają im cukierki i mają potem lepsze zdjęcia. Dla mnie to koszmarnie nieetyczne.

Trudno się z panem nie zgodzić.

Tych ludzi traktuje się, jakby byli w zoo, tylko że tam nie można małpom rzucać jedzenia. To wyjątkowo potworne i bezrefleksyjne.

No nie, czasem odwiedzają warsztaty, gdzie kobiety lepią garnki lub robią ozdoby.

I za cenę kilkudziesięciu dolarów nie tylko pozbywają się wyrzutów sumienia, ale wręcz wierzą, że robią coś dobrego. Brak słów.

Widziałem taką wycieczkę. Człowiek wstydzi się, że jest biały.

Oni jadą na taką wycieczkę przekonani, że robią coś dobrego, a rzucając te cukierki czy rozdając długopisy, mają poczucie, że pomagają czynić świat lepszym. Naprawdę najbardziej niemoralny rodzaj turystyki. Widziałem odcinek czegoś strasznego – „Azja Express”, czyli programu, w którym celebryci muszą za minimalne stawki podróżować przez Azję. Oni z dumą pokazują, że udało im się oszukać jakiegoś tubylca, chwalą się, że potrafili przyciąć lokalsa na kasie. Niebywałe.

Nie widziałem tego cuda.

Co za koszmar, bardzo bogaci ludzie ku rozrywce gawiedzi próbują jechać gdzieś na stopa, wybłagać pomoc. To jest głęboko nie fair.

Można wymyślić coś bardziej hardkorowego?

Oczywiście, jest turystyka wojenna – biura podróży zabierają turystów w strefy wojny.

Naprawdę?

Mnie też to szokuje, w końcu tam naprawdę giną ludzie, to nie jest jakaś ustawka, rekonstrukcja historyczna. Podejrzewam, że takie wycieczki muszą mieć specjalną ochronę, więc ci turyści narażają nie tylko siebie, ale i ochroniarzy.

Na antypodach jest fair tourism, czyli próba takiego podróżowania, by wydawane pieniądze trafiały do rąk lokalnych społeczności.

Pomysł świetny, ale mam niejasne przeczucie, że to kolejny sposób na usprawiedliwianie się. OK, jestem bogaty, stać mnie na wakacje, ale nie, ja wspieram biednych ludzi z Trzeciego Świata.

To pana irytuje?


Pozostało jeszcze 74% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie