statystyki

Nowa szefowa Komisji Europejskiej a sprawa polska. Co dalej z praworządnością? [OPINIA]

autor: Magdalena Cedro06.07.2019, 11:30; Aktualizacja: 06.07.2019, 18:34
Ursula von der Leyen

Ursula von der Leyenźródło: PAP
autor zdjęcia: MICHAEL KAPPELER POOL

Warszawa ogłosiła zwycięstwo nad Fransem Timmermansem. Szybko może się okazać, że jest ono pyrrusowe.

Roszada wokół najwyższych stanowisk w Brukseli trwała rekordowo długo i wycieńczyła niejednego obserwatora. Prawda jest jednak taka, że gracze okazali się nie za bardzo zręczni, a cała rozgrywka mogła zniesmaczyć widownię, bo figury zaczęto rozstawiać niezgodnie z zasadami. Rozgrywający partie przy unijnych stolikach długo nie mogli wykonać posunięcia – zwłaszcza kanclerz Niemiec Angela Merkel, która nie chciała odpuścić rundy, chociaż widziała, że przeciwnik przyszykował jej mata. Na koniec umiejętnie zbijał wszystkich francuski prezydent Emmanuel Macron.

Polski rząd miał jeden cel – nie dopuścić do władzy Fransa Timmermansa. Na początku gra nie szła Warszawie najlepiej i wydawało się, że zaledwie kilku ruchów brakuje do tego, by Prawo i Sprawiedliwość dostało mata. Przekazanie sterów w Komisji Europejskiej Timmermansowi oznaczałoby, że najważniejszy fotel w Brukseli zająłby polityk głównodowodzący w bitwie o polskie sądy, dla którego wrogość PiS była wodą na młyn kariery w Unii.

Magazyn DGP

Magazyn DGP

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jeszcze przed wyborami do europarlamentu było wiadomo, że kandydat najsilniejszego ugrupowania w UE, chadeków, nie ma szans na zwycięstwo. Niemiec Manfred Weber – bo o nim mowa – odpadł z gry, zanim się ona na dobre zaczęła. Merkel jako jego patronka długo nie mogła przyznać się do tej porażki, dlatego próbowała formować unijną układankę tak, by zamarkować posunięcie. Nie miała jednak pomysłu, jakie nazwisko można by zaproponować w miejsce Webera. Timmermansowi jako kandydatowi socjalistów, drugiej największej rodziny politycznej w Europie, nie dawano szans właśnie ze względu na to, że antagonizował kraje członkowskie, biorąc na celownik państwa naszego regionu. Jego wybór mógłby doprowadzić do jeszcze większego pogłębienia podziału na starą i nową Europę. Mimo to Niemcy, Francja, Hiszpania i Holandia bez porozumienia z innymi rządami postanowiły wyłożyć jego kandydaturę na stół.

Opór Polski i pozostałych państw czwórki wyszehradzkiej był oczywisty. Nie wystarczał jednak na zablokowanie Timmermansa. Liczono na inne kraje środkowoeuropejskie, ale gdy bułgarski premier Bojko Borisow zamieścił w internecie nagranie swojej rozmowy z faworytem, stało się jasne, że nasi sąsiedzi są w stanie sprzedać poparcie dla Holendra w zamian za załatwienie ważnych dla nich spraw. A Timmermans był jeszcze bardziej gotowy to poparcie kupić, cena nie grała roli. Na nagraniu słyszymy, jak holenderski polityk, którego wizytówką jest walka o praworządność w UE, zachwala postępy Borisowa w walce z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Dla bułgarskich watchdogów, alarmujących o postępującym rozkładzie państwa i bierności władz centralnych, było to niezłym nokautem.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • xyz(2019-07-06 13:29) Zgłoś naruszenie 92

    Trzeba sobie odpowiedzieć. Co to jest praworządność. Jak tą praworządność obiektywnie ocenić. Kto ma legitymację do dokonywania ocen. Czy taką legitymację posiada komisja bądż TSUE i czy ona wynika z umocowań prawnych. Na pewno nie. Straszenie bzdurnymi analizami jest bez sensu.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie