statystyki

Wyborcy opozycji nie cenią ciężkiej pracy w PE

autor: Tomasz Włostowski26.06.2019, 07:33; Aktualizacja: 26.06.2019, 09:28
Skoro struktury i elektorat KE nie doceniają zaangażowania, spadnie motywacja do ciężkiej pracy w Brukseli.

Skoro struktury i elektorat KE nie doceniają zaangażowania, spadnie motywacja do ciężkiej pracy w Brukseli.źródło: ShutterStock

Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego długo jeszcze będą analizowane. Ale jest jeden aspekt, na który nie zwraca się szczególnej uwagi, a który będzie istotny dla przyszłej reprezentacji polskich interesów w Brukseli: wpływ pracy na szanse reelekcji.

W dyskusjach przed wyborami często padało pytanie, dlaczego europosłowie ciągle są w polskiej telewizji, a nie w Brukseli. Rezultaty wyborów – zwłaszcza konstrukcja listy i wyniki Koalicji Europejskiej – udzielają odpowiedzi.

To, że listy i zachowanie elektoratu KE i Prawa i Sprawiedliwości różniły się, nie dziwi. Zaskakujący jest wynik innego porównania. Wbrew narracji o rzekomo większym zainteresowaniu sprawami europejskimi partii i elektoratu KE to w PiS sprawdzeni eurodeputowani byli traktowani lepiej przez struktury i wyborców. Dane nie kłamią: ci z PiS uzyskali lepsze miejsca na listach, łatwiej zdobyli mandaty, a elektorat chętniej na nich głosował niż na innych kandydatów z tych samych list. Doświadczeni europosłowie KE mieli sytuację odwrotną: miejsca gorsze, listy trudniejsze, a elektorat częściej wybierał innych kandydatów Koalicji.

Zacznijmy od samych list. Z 15 byłych europosłów PiS 10 (66 proc.) startowało z jedynki lub dwójki – i wszyscy się dostali. Dla porównania w KE tylko dziewięcioro z 20 (45 proc.) było na czołowych miejscach, a ponad połowa startowała z miejsc odległych, zwykle niebiorących. Nawet wśród tych na miejscach biorących troje się nie dostało, a z tych na miejscach niebiorących nie dostała się większość (ośmioro).

PiS bardziej szanowało swoich deputowanych i nie wystawiało ich do przegranej walki. Dokładniej wyczyściło im przedpole, zapewniając im w większości okręgi bez silnych nazwisk, które mogłyby zagrozić ich wejściu. Tylko czworo zostało wystawionych w okręgach ze zdecydowanie silniejszymi kontrkandydatami: Urszula Krupa z Witoldem Waszczykowskim, Ryszard Legutko z Beatą Szydło, Sławomir Kłosowski z Beatą Kępą i Czesław Hoc z Joachimem Brudzińskim.

W przypadku KE aż sześcioro europosłów zostało wystawionych do nierównej walki: Jarosław Wałęsa z Magdaleną Adamowicz, Janusz Zemke z Radosławem Sikorskim, Danuta Hübner i Michał Boni z Włodzimierzem Cimoszewiczem, Joanna Skrzydlewska z Markiem Belką czy Andrzej Grzyb z Ewą Kopacz i Leszkiem Millerem. Wszyscy z wyjątkiem Hübner przegrali i mandatu nie dostali.


Pozostało jeszcze 65% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie