statystyki

Leszek Miller: Po samobójstwie syna wykrzyczałem się, a raczej zawyłem z rozpaczy [WYWIAD]

autor: Robert Mazurek10.05.2019, 07:41; Aktualizacja: 10.05.2019, 10:07
Leszek Miller Fot. Darek Golik

Leszek Miller Fot. Darek Golikźródło: DGP

- Czytałem o celebrytach, którzy rozsypują prochy z helikoptera, jadą gdzieś w morze, jeszcze inni to czy tamto. Nie wygląda to zbyt poważnie, ale my rozsypaliśmy naprawdę symbolicznie. Chodziło o gest, o spełnienie tego oczekiwania, że spędzimy ostatni wyjazd z nim, z synem - mówi Leszek Miller w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Zawezwał mnie pan.

Bo jest coś, o czym chcę opowiedzieć, a chcę to powiedzieć właśnie tobie. I nie będę jak w radiu mówił do ciebie „pan”, dobrze?

Jezus Maria, zaczyna się jak z Oleksym. Ochrzcił się pan?

Jestem ochrzczony od dawna, byłem nawet ministrantem, ale nie o tym chcę mówić.

Ma pan raka?

Nie mam i nie żegnam się ze światem. Chcę się pożegnać z ciągłym wspominaniem syna i tym wywiadem to zamknąć.

O czym chciał pan opowiedzieć?

Wiesz, że Leszek został skremowany, prawda? Otóż moja żona poprosiła, by prócz jednej dużej urny były jeszcze dwie maleńkie. Pojechaliśmy w Alpy Francuskie do miasteczka, do którego syn bardzo lubił jeździć – albo z nami, albo ze swoimi przyjaciółmi – i wjechaliśmy na jego ulubioną górę. Tam rozsypaliśmy prochy syna.

Dlaczego akurat tam?

Przed śmiercią Leszek umówił się z nami na ten wyjazd. Pojechaliśmy więc bez niego, ale w pewnym sensie z nim, z urną.

Brzmi trochę, pan wybaczy, celebrycko.

To może tak wyglądać, czytałem o celebrytach, którzy rozsypują prochy z helikoptera, jadą gdzieś w morze, jeszcze inni to czy tamto. Nie wygląda to zbyt poważnie, ale my rozsypaliśmy naprawdę symbolicznie. Chodziło o gest, o spełnienie tego oczekiwania, że spędzimy ostatni wyjazd z nim, razem z synem. To wynikało z naszej autentycznej potrzeby.

I pomogło?

Rzeczywiście, gdy rozsypaliśmy prochy, to zrobiło nam się lżej na duszy, mieliśmy poczucie, że nareszcie mogliśmy go w pełni pożegnać. I jednocześnie został z nami…

A druga mała urna?

Stoi u nas w domu przy przepasanej kirem fotografii syna i świeczce, jakimś światełku.

Ma pan ołtarzyk.

Można to tak nazwać. My z żoną żyjemy w przeświadczeniu, że syn wyjechał gdzieś daleko. Teraz Ola, moja żona, remontuje jego dom, oczywiście po to, by – gdy wróci – mógł w nim zamieszkać. I to nam bardzo pomaga, ale to wszystko wali się w gruzy, gdy jedziemy na grób…

Zna pan pojęcie „nekrolans”?

(śmiech) Mnie to miało dotknąć?

Usłyszy pan te zarzuty. Opowiadał pan o śmierci syna wszędzie.

To wynik tragedii, która spotkała mnie i żonę. Zainteresowanie mediów było naturalne.

Albo zaskakująco szybko doszedł pan do siebie, albo szok jeszcze nie minął i strata do pana nie dotarła.

Od początku musiałem zachowywać się inaczej niż reszta rodziny. Musiał być ktoś, kto będzie chodził po urzędach, wypełniał dokumenty i było oczywiste, że ani moja żona, ani wnuczka tego nie zrobią. Los wyznaczył mnie, trzeba więc było osuszyć łzy i wziąć się do roboty.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (10)

  • czytelnik(2019-05-10 08:49) Zgłoś naruszenie 1714

    jak teraz nie widac żałoby na jego twarzy, po takiej tragedii ma jeszcze siłę latać po studiach i gadać głupoty, niechby lepiej zainteresowałsię wnuczką, widac że dziewczyna jest życiowo zagubiona

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Iwona(2019-05-10 10:31) Zgłoś naruszenie 111

    Bardzo współczuję Państwu Miller z powodu straty syna, taka tragedia dotkneła nas 3 miesiące temu

    Odpowiedz
  • Obrzydliwe(2019-05-10 11:52) Zgłoś naruszenie 910

    Tylko Komuch obnosi się ze swoim nieszczęściem rodzinnym dla celów politycznych

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Sylwia49(2019-05-10 11:08) Zgłoś naruszenie 88

    To co opowiada i wyczynia p. Miller jest chore. Doskonale rozumiem traumę po smierci tak bliskiej osoby bo sama to przeszłam. Zachowanie p. Millera można tłumaczyc na rózne sposoby. . Po pierwsze jako próbę zagłuszenia sumienia, że nie był wystarczająco dobrym i roztropnym ojcem, że nie potrafił zaszczepić, w jedynym dziecku, w synu , odpowiedzialności za siebie i bliskich. Po drugie cynizmem tj. postępowaniem którym kierował się w całym swoim zyciu. Po trzecie , ten pan zrobi wszystko, aby nie dac o sobie zaomnieć,a wybrana metoda nie ma znaczenia, może być nawet najbardziej nikczemna. Obecnie,, kiedy jest kandydatem w wyborach europejskich , a nie ma co sobą zaprezentować dla zdobycia głosów, posuwa sie do najbardziej nikczemnego czynu, a mianowicie wzbudzenia współczucia. Panie Miller, opowiadanie o tym, że prochy syna rozdzieliliscie na kilka częsci i umiesciliscie je w kilku urnach , to to samo jest juz chore. Czy jest to prawnie dopuszczalne to inna sprawa. To, że macie państwo w domu jakiś ołtarzyk z jakąś świeczką , to powinna być skrzętnie chroniona wasza prywatna sprawa. To, że żona , matka remontuje mieszkanie dla zmarłego syna licząc ,że on wróci też nie świadczy o dobrym stanie psychicznym żony i pana. A najbardziej zaś zdumiało mnie zdanie, że jadąc gdzieś tam w góry, rozsypaliście państwo prochy, aby jak to wyraził pan pożegnać się ze wspomninaniem syna? Chcę wierzyć , że to tylko niezręczność wypowiedzi, a nie prawdziwa intencja. Wspominanie bliskich, którzy odeszli to jest pieczęć w naszej duszy i można to zagłuszyć, ale nigdy pozbyc sie.. Pana lansowanie się poprzez ten wywiad przeszedł najśmielsze wyobrażenia o wielkości cynizmu do którego może posunać się człowiek. Niezależnie od wszystkiego bardzo pana żonie, wnuczce i panu współczuję bo wiem jakim bólem jest śmierć tak bardzo bliskiej osoby. Panie Leszku, były premierze chciałabym wierzyć, że stać pana na więcej godności, aniżeli to, co zaprezentował pan w tym wywiadzie.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • qwerty(2019-05-10 14:03) Zgłoś naruszenie 44

    Panie Leszkku, mam nadzieję że nie poszedł Pan na ugodę z "Faktem" za ten łajdacki numer????

    Odpowiedz
  • Rar(2019-05-11 16:50) Zgłoś naruszenie 40

    Współczuję, ale pora odpocząć i zniknąć. Bardzo proszę, Pan jest wszędzie. Stanowczo za dużo i często.

    Odpowiedz
  • wiem(2019-05-11 15:26) Zgłoś naruszenie 10

    Bardzo współczuję Rodzicom, wiem jaki to ból, bo śmiercią samobójczą zginęło dwoje bardzo bliskich mi ludzi, kto wie, czy nie najbliższych.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie