USA: Zastępcza wojna z imigracją

autor: Radosław Korzycki13.12.2018, 04:11; Aktualizacja: 13.12.2018, 07:53
Mimo to zarejestrowano kilkadziesiąt przypadków linczów. Od 30 lat głównym szwarccharakterem stali się Latynosi. Zamieszanie z imigrantami, którzy koczują na granicy meksykańsko-amerykańskiej, jest karmieniem ego ubogich białych.

Mimo to zarejestrowano kilkadziesiąt przypadków linczów. Od 30 lat głównym szwarccharakterem stali się Latynosi. Zamieszanie z imigrantami, którzy koczują na granicy meksykańsko-amerykańskiej, jest karmieniem ego ubogich białych.źródło: ShutterStock

Niechęć wobec przybyszów to sposób na leczenie kompleksów białej biedoty i reakcja na pogardę, z jaką patrzą na nią liberałowie

Na finiszu kampanii wyborczej w USA zdarzyło się coś, co media głównego nurtu przyjęły z konsternacją. Cindy Hyde-Smith, która wygrała II turę w Missisipi, na pytanie, czy przyjęłaby zaproszenie na publiczne wieszanie, czyli coś na kształt linczu, odpowiedziała, że tak i że usiadłaby w pierwszym rzędzie. Potem okazało się, że kobieta chodziła do ogólniaka z nieformalnym zakazem wstępu dla „kolorowych”. Dziennikarze dotarli do jej książki pamiątkowej z klasy maturalnej, a tam znaleźli zdjęcie, na którym Cindy jako cheerleaderka pozuje na tle konfederackiej flagi.

W Missisipi afroamerykańska mniejszość jest najliczniejsza w całej Ameryce i sięga prawie 40 proc. Za to biali niemal w całości głosują na republikanów i nie podoba im się emancypacyjne dziedzictwo. Hyde-Smith nie tyle wygrała pomimo swojej niefortunnej wypowiedzi, ale właśnie z jej powodu. Kandydatkę mocno wspierał przy tym Donald Trump. I udowodnił, że ma swój twardy i wierny elektorat. Jeszcze przed politycznymi narodzinami obecnego prezydenta został on opisany przez J.D. Vance’a, pochodzącego z biednej robotniczej rodziny z Appalachów, który dzięki stypendiom zdobył wykształcenie i zrobił karierę w Dolinie Krzemowej. Jego wydany w 2016 r. pamiętnik nosi tytuł „Hillbily Elegy”, co znakomicie przetłumaczył na polski Tomasz Gałązka jako „Elegia dla bidoków”, czyli pogardzanych przez elity „buraków” i „wieśniaków”.

Rodzinę autora, od pokoleń mieszkającą w Kentucky i Ohio, dotknęły w latach 90. kryzysy – od zamykania fabryk, przez epidemię uzależnienia od opioidów, po destabilizację więzi. Ostoją dzieciństwa byli dziadkowie, matka odbijała się od kolejnych „wujków”, doraźnie wypełniających obowiązki ojczyma. Sama była uzależniona od narkotyków, za co trafiła pod kuratelę kuratora. I nieraz prosiła syna, by oddał za nią próbkę moczu do badań. Babcia, chociaż mało czuła, pilnowała, by chłopak nie zszedł na złą drogę. Do jakiegoś stopnia jest to metafora starej, prowincjonalnej Ameryki, ostrej, lecz dającej poczucie sprawiedliwości.

Vance nie bierze zakładników: uważa, że to lewica rozpuściła jego ojczyznę. Stworzyła państwo, w którym system umożliwił chłopakom z ludu „ślizganie się” po życiu, dając im ofertę zasiłków i programów pomocowych, z których utrzymywanie się opłaca się bardziej niż praca. Jeżeli – jego zdaniem – ten model będzie dalej trwać, niebieskie kołnierzyki na zawsze osuną się w otchłań życia z dnia na dzień. Tak samo jak Vance czują ci, którzy już po publikacji książki zagłosowali na Trumpa: że Partia Demokratyczna, nawet pełna dobrych intencji, wepchnęła ich w pułapkę.


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie