statystyki

Szef MSZ Litwy: Jestem przeciwny naciskom na Polskę w sprawie praworządności [WYWIAD]

autor: Michał Potocki25.10.2018, 08:23; Aktualizacja: 25.10.2018, 08:31
Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy, były minister obrony narodowej fot. Wojtek Górski

Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy, były minister obrony narodowej fot. Wojtek Górskiźródło: DGP

Szef MSZ Litwy mówi DGP, że jest przeciwny naciskom na Polskę w sprawie praworządności, choć liczy, że wysłuchamy głosu Komisji Weneckiej.

Litwa podobnie jak Polska stara się o wzmocnienie obecności zachodnich sił na swojej ziemi. Czy starania o budowę amerykańskiej bazy nad Wisłą są w Wilnie postrzegane jako konkurencja?

Znaczenie systemu A2/AD (środki antydostępowe – red.) sprowadza się do obecności sojuszników w regionie. A tej dotąd brakowało. Pierwszy krok został zrobiony, gdy na Litwie, Łotwie, w Estonii i Polsce pojawiła się obecność rotacyjna. Liczba żołnierzy nie jest za duża, ale to bardzo ważny przekaz. Wysiłki NATO i ważnego sojusznika w postaci USA powinny się uzupełniać. Nie rywalizujemy, nie powinniśmy osiągać sukcesów kosztem partnerów. Nie widzę problemu, jeśli będziemy koordynować starania. Mamy dobre relacje z państwami regionu, także z Polską, zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa i obrony. Nie widzę problemu w pogłębianiu tych relacji, wzajemnym informowaniu się, planowaniu, wymianie idei. Obecność NATO jest ważna, ale obecność USA jeszcze ważniejsza, biorąc pod uwagę, że nasi oponenci Amerykanów traktują jako główne mocarstwo i czasem nie dostrzegają państw europejskich. Stała obecność byłaby dodatkowym czynnikiem stabilności w regionie. Niektórzy są wrażliwi na termin „stała obecność”. Ja sugeruję więc termin „obecność stale rotacyjna”.

Pojawiają się obawy przed reakcją Rosji na wzrost zachodniej obecności. Powinniśmy brać je pod uwagę?

To sztuczka propagandowa. Rosjanie często oskarżają innych o to, co sami robią. Teraz usiłują przekonywać, że ich działania są odpowiedzią na środki podejmowane przez NATO. Ale nie trzeba być ekspertem, by wiedzieć, że te 1,5 tys. dodatkowych żołnierzy na Litwie czy cztery samoloty do patrolowania nieba trudno porównywać z kilkoma dodatkowymi dywizjami, które Rosjanie utworzyli w zachodnim okręgu wojskowym, czy rozmieszczonymi pod Kaliningradem iskanderami, które mogą sięgnąć nie tylko Wilna i Warszawy, ale i Berlina. Nie łapmy się na ten haczyk. Nie zgadzam się, że to byłaby prowokacja. Prowokowaniem byłoby nierobienie niczego. Weźmy 2008 r., gdy 20 proc. gruzińskiego terytorium dostało się pod rosyjską okupację. Prowokacją była niedostateczna reakcja na te działania, czego konsekwencją była aneksja Krymu.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie