statystyki

Nie będzie pieniędzy dla eurosceptyków [WYWIAD z Danutą Hübner]

autor: Magdalena Cedro30.07.2018, 07:36; Aktualizacja: 30.07.2018, 08:59
Biorąc pod uwagę frekwencję w wyborach do PE w 2014 r. – niecałe 24 proc. – trudno będzie zachęcić Polaków do bardziej tłumnego pójścia.

Biorąc pod uwagę frekwencję w wyborach do PE w 2014 r. – niecałe 24 proc. – trudno będzie zachęcić Polaków do bardziej tłumnego pójścia.źródło: ShutterStock

Wszyscy czekają na ruch Emmanuela Macrona – mówi DGP Danuta Hübner. Europoseł PO ocenia sytuację w europarlamencie na 10 miesięcy przed wyborami.

Spodziewa się pani więcej eurosceptyków w Parlamencie Europejskim po wyborach w maju przyszłego roku?

Taka tendencja jest widoczna od lat. Już w skład obecnego PE wchodzi o wiele więcej małych partii, których program oparty jest na opozycji wobec UE, niż w poprzednich kadencjach. Niektórzy politycy mają na swych sztandarach także likwidację samego Parlamentu. Mamy też w PE posłów, którzy reprezentują lokalne ugrupowania, m.in. z Niemiec, o odcieniu programowym nie tylko antyeuropejskim, ale wręcz antydemokratycznym. Oni potem dołączają do ugrupowania pani Marine Le Pen i tworzą razem grupę polityczną, która ma uprawnienia do korzystania z funduszy z bud żetu europejskiego, np. na promocję. Mają także prawo zajmować oficjalne stanowiska w PE, głosząc hasła, które nie mają nic wspólnego z wartościami europejskimi czy wynikającej z traktatów odpowiedzialności instytucji. Wiele osób mówi, że takie są reguły demokracji, ale powstaje pytanie, czy z budżetu europejskiego powinno się finansować także grupy, które programowo występują przeciw UE. Dlatego, przygotowując się do przyszłorocznych wyborów, PE zdecydował się zmienić regulację dotyczącą finansowania europejskich partii i fundacji, by powiązać środki publiczne, które mają służyć promowaniu wartości europejskich, z rzeczywistą działalnością tych partii. Trzeba będzie mieć w programie wyraźny związek z wartościami europejskimi, żeby otrzymać fundusze.

Przeciwnicy mogą powiedzieć, że ci, którzy nie wierzą w zjednoczoną Europę, też mają prawo do reprezentacji w jej strukturach i korzystania z jej pieniędzy.

Jest jednak element zdrowego rozsądku w myśleniu, że członkostwo w jakiejś organizacji powinno się wiązać z pracą w jej interesie, w interesie jej członków i służyć temu, by tę organizację wzmacniać. Trudno znaleźć przykład klubu, do którego są wpłacane składki i w którym zbieraliby się zarówno ci, którzy chcą, by klub miał się dobrze, jak i ci, którzy przyszli po to, by go zniszczyć. Jest coś niezdrowego w wykorzystywaniu środków europejskich, których podstawą są wspólnie podzielane wartości, do finansowania grup, które chcą czegoś odwrotnego. Założenie, że demokracja powinna wszystkim zapewnić finansowanie, doprowadziło do tego, że z środków budżetowych, które były przydzielane na promowanie UE, mieli prawo korzystać nie tylko jej zwolennicy, ale i radykalni przeciwnicy. Najprawdopodobniej w kolejnej perspektywie budżetowej nastąpią zmiany.

Biorąc pod uwagę frekwencję w wyborach do PE w 2014 r. – niecałe 24 proc. – trudno będzie zachęcić Polaków do bardziej tłumnego pójścia.

Do tej pory te wybory nie były postrzegane przez ludzi jako specjalnie istotne. Na Słowacji frekwencja wyniosła 13 proc., najmniej w Europie. Dzieje się tak również dlatego, że eurowybory są traktowane przez polityków jako jeszcze jedna okazja do dyskutowania o problemach wewnętrznych. W ten sposób wybory do PE stały się zakładnikiem polityki wewnętrznej państw członkowskich. Ostatnio zostały zaakceptowane rozwiązania na poziomie unijnym, które mają zwiększać widoczność Europy w wyborach do PE. Jedna ze zmian zakłada, że partie, wystawiając kandydatów, będą musiały zadeklarować, do jakiej europejskiej rodziny politycznej będą należeć. Chodzi o to, aby obywatele mieli świadomość, jakie cele ma grupa europejska, do której wybrany przez nich poseł czy posłanka będą należeć w PE. Nie od ram prawnych zależy jednak liczba posłów o zabarwieniu antyeuropejskim czy eurosceptycznym.


Pozostało 63% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie