statystyki

Polska musi balansować, przylgnięcie do jednego z mocarstw niewiele da

autor: Andrzej Krajewski28.07.2017, 07:04; Aktualizacja: 28.07.2017, 08:13
Jak szukać równowagi w polityce międzynarodowej, żeby na niej zyskiwać? Korepetycji mógłby udzielić Warszawie prezydent Francji

Jak szukać równowagi w polityce międzynarodowej, żeby na niej zyskiwać? Korepetycji mógłby udzielić Warszawie prezydent Francjiźródło: ShutterStock

Przylgnięcie tylko do jednego z mocarstw, poza złudnym poczuciem bezpieczeństwa, niewiele Warszawie daje. Zwłaszcza gdy trwa niepowtarzalna koniunktura na to, by wpływy wielkich na Polskę zaczęły się wzajemnie równoważyć.

Kolejny, trudny do podważenia dowód, że Platforma i PiS są jak awers i rewers tej samej monety, to meandry polskiej polityki zagranicznej. W czasach gdy MSZ kierował Radosław Sikorski, III RP stopniowo przywierała do Niemiec, aż w końcu zbliżenie zamieniło się w bezwarunkowe, a – co gorsza – bezmyślne oddanie.

„Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa” – mówił Sikorski w 2011 r. podczas konferencji w Berlinie, oznajmiając to, czego kanclerz Angela Merkel nie mogła powiedzieć z racji historycznych zaszłości. Dla Prawa i Sprawiedliwości wszystko, co „platformerskie”, musi być odrzucone, po czym należy zrobić dokładnie to samo, tylko odwrotnie. Na niwie polityki zagranicznej ta zasada sprowadza się do radykalnego zanegowania przywództwa Niemiec w Unii Europejskiej oraz poszukania innego mocarstwa, do którego należy przylgnąć. W pierwszym momencie wybór padł na Wielką Brytanię. Pech chciał, że w Waszyngtonie urzędował jeszcze Barack Obama, a wedle jego koncepcji Europa powinna zmierzać w stronę federacji pod egidą Niemiec. Zbliżenie Warszawy z Londynem minister Witold Waszczykowski prezentował jako wielki sukces, dopóki, ku jego zaskoczeniu, Brytyjczycy nie zagłosowali za brexitem. Na szczęście dla polskiego MSZ wkrótce potem wybory w USA wygrał Donald Trump. Jego niedawna wizyta w Warszawie mocno podbudowała ego większości Polaków. „Dla mnie jest to prawdziwy zaszczyt, że mogę być tutaj, w Polsce. To wspaniały naród, wspaniały kraj, naprawdę” – mówił w Warszawie prezydent USA.

Po wielu porażkach w polityce zagranicznej na arenie Unii Europejskiej dla rządu PiS była to chwila autentycznego triumfu. Zresztą sama otoczka wokół przyjazdu Trumpa oraz późniejsze ekscesy na ulicach Hamburga podczas szczytu G20 bardzo pomogły wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej. W zdestabilizowanym świecie III RP jawi się jako oaza bezpieczeństwa. Co staje się rzeczą bezcenną. W międzyczasie polski rząd, na wszystkich strategicznych kierunkach, w polityce: obronnej, energetycznej oraz priorytetach dyplomacji, wykonał manewr przylgnięcia do Waszyngtonu. Jakby chcąc w swym bezwarunkowym oddaniu naśladować to, co kiedyś Radek Sikorski wykonywał w stosunku do Berlina.

Spacer po równoważni

Jak szukać równowagi w polityce międzynarodowej, żeby na niej zyskiwać? Korepetycji mógłby udzielić Warszawie prezydent Francji. Od lat V Republika słabnie, więc Emmanuel Macron w trakcie kampanii wyborczej i zaraz po zwycięstwie obnosił się ze swą atencją dla kanclerz Merkel, postulując przy tym przyśpieszenie integracji UE. Ale dziś Paryż dla Berlina jest co najwyżej młodszym bratem. A rodzeństwo zawsze traktuje się protekcjonalnie i rozstawia po kątach, no chyba że młodszy brat ma jeszcze innego starszego brata. Pod koniec zeszłego tygodnia Macron sobie takiego znalazł, demonstracyjnie zawierając serdeczną przyjaźń z Donaldem Trumpem. W niczym nie przeszkadzało mu to, że do niedawna atakował prezydenta USA i kreował się na jego głównego oponenta jako obrońca liberalnej demokracji. Dziś, oferując Waszyngtonowi wsparcie w wielu istotnych dla amerykańskiej administracji kwestiach, Macron zyskuje sojusznika, na którym może się oprzeć. Zwłaszcza jeśli Berlin zacznie zbyt mocno forsować jedynie własne interesy. To zresztą wcale nie musi oznaczać ochłodzenia ostentacyjnej przyjaźni z kanclerz Merkel, choć między nią a Trumpem panuje iście arktyczna zima.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-07-28 11:27) Zgłoś naruszenie 11

    Rok 1921 i 1939 najwyraźniej nie uświadomił jednak nikomu w dostatecznym stopniu, że najpierw trzeba posiadać realną siłę, by potem "balansować". Balansowanie bezsilnego prędzej czy później kończy się potłuczeniem tylnej części ciała w stopniu proporcjonalnym do tego jak było się w to balansowanie zaangażowanym

    Odpowiedz
  • Mały Jaś(2017-07-28 23:04) Zgłoś naruszenie 00

    Jesteśmy silniejsi niż to wynika z głosowań. Wystarczy że uruchomimy swoje portfele i zmienimy kierunek przepływu pieniędzy. Polska jest zbyt dużym rynkiem, aby pozwolić sobie na jego utratę.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie