W całej Wielkiej Brytanii jest ok. 110 takich okręgów wyborczych, w których różnica pomiędzy zwycięzcą ostatnich wyborów a jego głównym konkurentem wyniosła poniżej 10 punktów proc. To w takich okręgach w czwartek wyborcy zdecydują o tym, czy rządząca Partia Konserwatywna utrzyma się przy władzy i - zgodnie z oczekiwaniami partyjnych strategów - będzie w stanie powiększyć swoją samodzielną większość w Izbie Gmin.

Hampstead i Kilburn jest jednym z tych okręgów. Reprezentująca Partię Pracy posłanka Tulip Siddiq pokonała w nim w 2015 roku polityka Partii Konserwatywnej Simona Marcusa o zaledwie 1138 głosów. Pięć lat wcześniej różnica między ówczesnymi kandydatami była jeszcze mniejsza i wyniosła zaledwie 42 głosy, co sprawiło, że Hampstead i Kilburn stał się tak wyjątkowym okręgiem wyborczym w całej Anglii.

Po tym gdy premier Theresa May ogłosiła w połowie kwietnia przedterminowe wybory parlamentarne, rządząca Partia Konserwatywna wzięła sobie za punkt honoru to, aby w wyborczy wieczór nazwa okręgu zaświeciła się - po raz pierwszy - na niebiesko, co jest kolorem ugrupowania.

Wśród wyborców, którzy w czwartek głosowali w Salisbury Primary School, szkole podstawowej w pobliżu stacji metra Queens Park, większość broniła jednak dokonań lokalnej posłanki i popierała proponowaną przez Partię Pracy wizję przyszłości Wielkiej Brytanii.

"Zagłosowałam na Partię Pracy, bo nie chcę Theresy May jako naszej premier, która opowiada, że będzie szła na wojnę z Brukselą; ja nie chcę żadnej wojny, chcę się dogadać z naszymi partnerami w Europie. To bardzo ekscytujące wybory - przyciągnęłam nawet moją 91-letnią mamę, żeby też oddała głos" - mówi Liz.

Inna z głosujących, Nicky, oceniła, że lider Partii Pracy Jeremy Corbyn "w większym stopniu myśli o zwykłych ludziach". "Złości mnie, że nasza służba zdrowia nie ma wystarczających środków, i nie jestem zadowolona z cięć budżetowych w policji dokonanych przez premier May. Mój młodszy syn pracuje jako ochroniarz na stadionie Wembley i za każdym razem boję się o niego, jak idzie do pracy, czy wróci do domu... Te zamachy terrorystyczne to konsekwencja osłabienia policji" - przekonywała.

Z kolei Jake, który wraz z wolontariuszami Partii Pracy namawiał innych do głosowania, mówił, że Siddiq jest "świetną posłanką, która broni interesów naszych szkół i lekarzy", a "Corbyn przywraca rzeczy na swoje miejsce". "Chce służby zdrowia, która nie jest w dużym stopniu sprywatyzowana; systemu opieki społecznej, który odpowiada na nasze potrzeby. To nie jest radykalna propozycja" - przekonywał, dodając, że "te wybory to ostateczny koniec +blairyzmu+, powrót do tradycyjnego wyboru pomiędzy prawdziwą lewicą a prawicą".

"To, kogo chciałabym jako premiera, jest w moim przypadku nieco innym pytaniem niż o to, na kogo zagłosowałam" - mówiła z uśmiechem w rozmowie z PAP Anne, która przyszła oddać głos z dwójką dzieci.

"Zagłosowałam na Tulip: uważam, że jest fantastycznie zaangażowana i odzwierciedla moje poglądy, szczególnie w kontekście Brexitu. Muszę kierować się w tych wyborach lokalnymi realiami, a nie krajowymi, bo nie jestem przesadną fanką Corbyna. Zgadzam się z wieloma jego wartościami, ale on za bardzo skupia się na przegranych sprawach" - dodała, przyznając, że dotychczas głosowała na proeuropejską partię Liberalnych Demokratów (LD).

Inny z byłych wyborców LD podkreślił, że zrezygnował z popierania partii po tym, gdy jej lider Tim Farron zdecydował, by skupić się na opozycji wobec Brexitu, nie uznając wyniku ubiegłorocznego referendum. "Zapomnieli chyba, że oprócz słowa +liberalni+ mają w nazwie też słowo +demokraci+" - irytował się mężczyzna.

Część wyborców broniła jednak rządu Partii Konserwatywnej i przekonywała, że ich ugrupowanie ma szansę na zdobycie mandatu w Hampstead i Kilburn.

"Myślę, że premier Theresa May robi dobrą robotę. Byłbym zaniepokojony, gdyby miał ją zastąpić Jeremy Corbyn - on nie jest złym politykiem, ale jest przestarzałym lewicowcem, który cofnąłby nas do lat 70." - tłumaczył w rozmowie z PAP Matthew. Podkreślił, że szefowa rządu przekonuje go "dobrym zrozumieniem potrzeb biznesu i tego, jak działa nowoczesne społeczeństwo".

Z kolei Chris, który przyszedł do lokalu z żoną, wtórował mu, mówiąc, że "woli niebieskiego premiera niż czerwonego". "Partia Pracy nie przeliczyła swoich propozycji, to wszystko jakaś fantazja i próba przekupstwa elektoratu" - przekonywał, dodając, że jego zdaniem więcej wyborców torysów pójdzie do urn dopiero wieczorem, po pracy.

W czwartek Brytyjczycy wybierają posłów spośród ponad 3,3 tys. kandydatów w 650 okręgach jednomandatowych. Lokale wyborcze otwarto o godz. 7 czasu lokalnego (8 czasu polskiego), zostaną zamknięte o godz. 22 czasu lokalnego (23 czasu polskiego). Po zamknięciu lokali wyborczych zostanie ogłoszony wynik wspólnego sondażu exit poll dla telewizji BBC, ITV i Sky News.

Liczenie głosów rozpocznie się natychmiast po zamknięciu lokali wyborczych. Pełne wyniki będą znane w piątek rano.