statystyki

Dymitr Książek: Dostaliśmy propozycję nie do odrzucenia - nie mówić o tym, co widzieliśmy w moskiewskim prosektorium [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Magdalena Rigamonti08.06.2017, 20:30; Aktualizacja: 09.06.2017, 07:46
Dymitr Książek. Fot. Maksymilian Rigamonti

Dymitr Książek. Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Przez dwa lata zbierałem siły, żeby powiedzieć prawdę o tym, co się działo w moskiewskim prosektorium po katastrofie w Smoleńsku. Opowiedziałem pani o tym w 2012 r. A potem straciłem za to pracę - mówi Dymitr Książek lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który towarzyszył rodzinom ofiar tragedii smoleńskiej przy identyfikacjach ciał w Moskwie w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Rozmawialiśmy o Smoleńsku pięć lat temu.

Po tej rozmowie zostałem zwolniony z pracy... Nie, inaczej to zostało załatwione: mój kontrakt z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym nie został przedłużony.

Zwolniono pana za to, że publicznie opowiedział pan o tym, co widział w moskiewskim prosektorium po 10 kwietnia 2010 r.?

Kiedy w połowie kwietnia wróciliśmy do Warszawy, to chyba nasz szef Robert Gałązkowski zaproponował, byśmy nie mówili publicznie o tym, co widzieliśmy w Moskwie.

Przystał pan na to?

Wszyscy lekarze i ratownicy przystali. Nie było innego wyjścia, dało się odczuć, że to propozycja nie do odrzucenia. Jednak wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, nikt z nas nie przewidział, co się będzie działo, jakie słowa padną z mównicy sejmowej. Mówię tu o tym, co mówiła wówczas Ewa Kopacz – o przebadaniu każdego fragmentu ciała, przekopaniu ziemi. Przecież byliśmy tam z nią, widzieliśmy, że nie został przebadany każdy kawałek ciała, że do sekcji zwłok nie zostali dopuszczeni polscy patomorfolodzy. Przez dwa lata zbierałem siły, że powiedzieć prawdę, powiedzieć, co się działo w moskiewskim prosektorium. I kiedy porozmawiałem z panią, kiedy ten wywiad się ukazał, to fakt, że przestaję pracować w LPR, przyjąłem ze spokojem. Coś za coś.

Żałował pan swojej decyzji?

Nie, absolutnie nie. Zastanawiałem się, dlaczego od razu tego nie zrobiłem, dlaczego nie powiedziałem o wszystkim po powrocie z Moskwy, po słowach ówczesnej minister zdrowia o przebadaniu każdego fragmentu ciała. Nie wiem, czy to był strach przed stratą pracy, czy nerwy, stres. Choć z drugiej strony pewnie od razu zrobiono by ze mnie oszołoma. Po powrocie do domu z Moskwy powiedziałem żonie, że jak dojdzie do ekshumacji, to się okaże, że w trumnach leży ktoś inny. Opowiedziałem wtedy pani o tym. I teraz, po pięciu latach od tej rozmowy, wszystko się potwierdza. I teraz nagle Ewa Kopacz również opisuje stosy rozczłonkowanych ciał, a kiedy ja o tym mówiłem, to słyszałem, że zbrutalizowałem wszystko, że to barbarzyństwo, że to taniec nad grobami, że nie powinienem opowiadać, że w prosektorium strasznie śmierdziało. Wszyscy, od lewa do prawa, mieli pretensje. Lewica – że jestem moher, że kibol, a prawica – że celebryta smoleński, że szukam sensacji. Rodziny ofiar utwierdzały mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem, że to trzeba było powiedzieć.

Które rodziny?

Między innymi generałowe Błasik i Kwiatkowska, pani Kurtyka. One były wdzięczne za to, że to wszystko opowiedziałem. Większy kontakt z panią Błasik miałem podczas przesłuchań komisji smoleńskiej. Byłem wezwany w sprawie zamiany ciała Anny Walentynowicz. Wtedy zrozumiałem, że ci ludzie mają prawo do tego, żeby wiedzieć, kto leży w grobach, czy to są właściwe szczątki. Pamiętam z Moskwy te rodziny, pamiętam, w jakim stanie byli ci ludzie. Snuli się i po budynku prosektorium, i po hotelu jak duchy.

Mieli przecież pomoc psychologów.

Pierwsza grupa psychologów, psycholożek w zasadzie, nie powinna się tam znaleźć. Same nie radziły sobie z sytuacją. Później, już w 2012 r., te same psycholożki były na mnie nasyłane, przyjeżdżały do mnie do pracy i stanowczo zachęcały do poddania się testom. Przekonywały, że pewnie mam PTSD, stres pourazowy, ten sam, na który cierpią żołnierze wracający z misji w Iraku czy w Afganistanie. Potem znajoma psycholożka powiedziała, że mam koniecznie przyjść do niej na wizytę. Próbowano ze mnie zrobić wariata, by zdyskredytować to, co mówiłem na temat identyfikacji, udowodnić, że nie działam świadomie, że jestem chory, niepoczytalny. A ja powiedziałem tylko prawdę o Moskwie. Ale ta prawda nie była łatwa do przyjęcia ani przez stronę wówczas rządzącą, ani przez opozycję.

Próbowano pana wciągnąć w politykę?

Jestem lekarzem, a nie politykiem. Ludzi ratuję, to jest moje zajęcie. Dla mnie chore jest to, że ktoś na takiej tragedii może zbijać kapitał polityczny. Może gdyby w tych pierwszych dniach po katastrofie poinformowano społeczeństwo, że jest bardzo ciężko, że ciała są mocno uszkodzone, że trzeba zrobić badania DNA, że to wymaga czasu, cierpliwości, może gdyby od razu powołano międzynarodowy zespół lekarzy, międzynarodową komisję, to nie byłoby krzyża z puszek po piwie i mówienia o „zimnym Lechu”, nie byłoby sikania na znicze. Nie byłoby robienia polityki. Bo czy popierałeś Kaczyńskiego, czy nie, to takie akcje są barbarzyństwem. Śmieszne, że kiedy PiS doszedł do władzy, plotkowano, iż za zasługi zostanę dyrektorem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Cyrk po prostu.

W 2012 r. mówił pan o tym, że Ewa Kopacz w Moskwie była pomocna, że wspierała rodziny, pomagała w identyfikacjach.

Ale Ewa Kopacz była tam jako przedstawiciel polskiego rządu, a nie wolontariuszka. Oczywiście nie wiadomo, jakie dyspozycje dostała od premiera Tuska, ale nie wierzę w to, że pojechała tam tylko płakać razem z rodzinami, być oparciem i opoką. Nie tego oczekuje się od ministra.

A czego?

Żeby rozmawiała z Rosjanami jak równy z równym. Nie wiem, może zabrakło doświadczenia w logistyce i koordynacji zespołu, który ma ogarnąć tak straszne zdarzenie mające wpływ ma dalsze losy kraju. Dało się odczuć, że Kopacz jest tam ważna, jeśli nie najważniejsza. Ale nie wiem, czy strona rosyjska traktowała minister zdrowia poważnie, czy to był dla nich wystarczającej rangi polityk.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (18)

  • obywatel(2017-06-09 08:19) Zgłoś naruszenie 336

    Dlaczego wiedząc o tym nie pozwolono rodzinom otworzyć trumien? Dlaczego nie zrobiono uczciwych sekcji w Polsce? Dlaczego tak się spieszono żeby tą sprawę jak najszybciej wyciszyć? Dlaczego mataczono w śledztwie (np. jak w sprawie tych śladów materiałów wybuchowych)? Dlaczego pozwolono niszczyć dowody rzeczowe? Skala tych "zaniedbań" jest gigantyczna. Co najdziwniejsze za to wszystko zamiast odpowiedzialności posypały się nagrody. Awanse w BORze, pani Kopacz została premierem...

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-06-08 23:41) Zgłoś naruszenie 218

    Pacjencie, faktycznie wymagasz leczenia. Kiedy obetną ci w szpitalu głowę zamiast nogi, wszyscy lekarze powinni zachować to w tajemnicy? Mniej więcej tego się domagasz

    Odpowiedz
  • Syrena(2017-06-09 10:02) Zgłoś naruszenie 205

    I to jest sedno sprawy: "może gdyby od razu powołano międzynarodowy zespół lekarzy, międzynarodową komisję, to nie byłoby krzyża z puszek po piwie i mówienia o „zimnym Lechu”, nie byłoby sikania na znicze. Nie byłoby robienia polityki. Bo czy popierałeś Kaczyńskiego, czy nie, to takie akcje są barbarzyństwem." No ale jak do wladzy dorwa sie gowniaze w trampkach, to nie tylko ze nie sprostaja, ale i utytlaja narod w lajnie.. Wstyd i hanba.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • edgar(2017-06-09 10:03) Zgłoś naruszenie 1730

    Pan doktor zapomniał dodać że stracił pracę z powodu braku złożenie egzaminu specjalizacyjnego w nakazanym czasie, ale zawsze fajnie jest uchodzić za ofiarę prześladowań politycznych, zwłaszcza teraz, PiS ma jeszcze kilka posad w ministerstwie do rozdzielenia wśród swojaków...

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • pacjent(2017-06-08 21:48) Zgłoś naruszenie 1652

    Z artykułu wynika, że pan Dymitr Książek jest lekarzem. Wydaje mi się, że lekarz powinien zachować w tajemnicy to, czego dowiedział się, wykonując zawód, nawet jeśli to dotyczy "tylko" zmarłego. W końcu to dzięki istnieniu tej tajemnicy pacjenci zwierzają się lekarzom ze swoich osobistych czy nawet intymnych problemów. To bardzo nieładnie, panie doktorze, dzielić się tajemnicą, nawet "tajemnicą" zmarłego, z dziennikarzem, który zrobi z tego artykuł.

    Pokaż odpowiedzi (5)Odpowiedz
  • Shock(2017-06-09 11:41) Zgłoś naruszenie 1623

    Doktor Książek skrytykował w wywiadzie panią Kopacz, która jego zdaniem zbudowała swój kapitał na smoleńskiej tragedii, ale nawet słowem się nie zająknął o tym, który po schodach zbudowanych ze smoleńskich trumien wspiął się na szczyty władzy i faktycznie rządzi dziś Polską. Nie bronię Kopacz, ale doprawdy wypadałoby zachować jakiś choćby symboliczny poziom obiektywizmu.

    Odpowiedz
  • ela(2017-06-10 08:48) Zgłoś naruszenie 105

    Wreszcie ktoś miał odwagę powiedzieć prawdę,a nie tylko przytakiwać jak klakier ówczesnym rządzącym,prawda?

    Odpowiedz
  • odo(2017-06-09 06:56) Zgłoś naruszenie 1041

    Ile zapłacili za takie bzdury....

    Odpowiedz
  • Pan doktor ....(2017-06-09 13:20) Zgłoś naruszenie 713

    .... niech zapyta czy załapie się na 400 zł comiesięcznie i dożywotnio za prześladowania polityczne !?

    Odpowiedz
  • Paweł Jezierski - lekarz kolega z roku(2017-10-15 22:25) Zgłoś naruszenie 15

    Z tego co pamietam to Dymitr Książek był na studiach płatnych- był zbyt słaby by dostać się na studia i rodzice mu za nie zaplacili. To bardzo duży wydatek- nie sądze by kiedykolwiek zaznał biedy. Zawsze byłem przeciwnikiem możliwości studiowania medycyny za pieniądze - mamy rezultat przyjmowania do zawodu słabych intelektualnie i jednocześnie bogatych z domu. Hańba panie Dymitr Książek

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie