Msza św. za ogniomistrza Piotrowskiego odprawiona została w kościele pw. Niepokalanego Serca Maryi na białostockich Dojlidach. Była koncelebrowana m.in. przez kapelanów straży pożarnej.

Wzięło w niej udział kilkaset osób: przede wszystkim strażacy i ich poczty sztandarowe z całej Polski, ale też przedstawiciele władz państwowych, z szefem MSWiA Mariuszem Błaszczakiem, samorządowcy i mieszkańcy miasta.

Po nabożeństwie kondukt żałobny przeszedł na pobliski cmentarz katolicki przy ul. Suchowolca. Tam miał miejsce pochówek z ceremoniałem strażackim. Na ręce rodziny zmarłego przekazana została flaga państwowa, która przykrywała jego trumnę, jego czapka, a także zdjęcie zmarłego i akt mianowania na wyższy stopień. Zawyły syreny strażackie.

Służył innym, etos służby miał za najwyższą wartość - tak o zmarłym mówił na zakończenie nabożeństwa pogrzebowego minister Błaszczak. "Żegnamy człowieka odważnego, człowieka ofiarnego, dzielnego, młodego. Przed nim stało całe życie, zarówno osobiste jak i zawodowe" - podkreślał.

Nawiązując do przysięgi składanej przez strażaków, iż będą ratowali życie i zdrowie ludzi oraz mienie, nawet z narażeniem własnego zdrowia i życia, Błaszczak mówił, że "ta przysięga kilka dni temu się wypełniła".

W imieniu wszystkich strażaków hołd oddał tragicznie zmarłemu również m.in. komendant główny PSP gen. brygadier Leszek Suski. Jak mówił na cmentarzu, podczas tragicznej służby w miniony czwartek "został napisany najczarniejszy scenariusz, którego nikt nigdy nie dopuszczał w myślach".

Zaznaczył, że taki scenariusz wiąże się ściśle ze służbą strażaków. "Osoby takie jak Przemek, o takim zaangażowaniu i takiej postawie, stają się filarami etosu służby" - mówił komendant Suski. Dodał, że to właśnie sprawia, iż społeczeństwo ma zaufanie do strażaków i wie, że może na nich liczyć.

Po południu odbędzie się też pogrzeb 29-letniego ogniomistrza Marka Giro. Zmarły spocznie na cmentarzu katolickim k. miejscowości Dzikie. Pochówek poprzedzi msza św. w kościele św. Kazimierza Królewicza w Białymstoku.

Strażacy zginęli na służbie w miniony czwartek wieczorem, w czasie akcji gaszenia w tym mieście pożaru budynku magazynowego na terenie dawnych zakładów mięsnych PMB. W środku przechowywano m.in. plastikowe elementy sztucznych kwiatów i opony. Według dotychczasowych ustaleń, w parze weszli do środka, by rozpoznać sytuację. Po wejściu po stalowych schodach na wyższą kondygnację, przy słabej widoczności i dużym zadymieniu znaleźli się na podwieszanym suficie, który się pod nimi zawalił.

Obaj pracowali w jednostce ratowniczo-gaśniczej nr 1 PSP w Białymstoku. Mieli blisko 4-letni staż w straży pożarnej.

Śledztwo w sprawie pożaru i wypadku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Jak wynika z informacji przekazanych we wtorek PAP wynika, iż ostateczne ustalenia co do przyczyny śmierci obu strażaków będą znane po uzyskaniu pisemnej opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej.

"Ze wstępnych ustaleń wynika, że śmierć obu pokrzywdzonych miała bezpośredni związek z zaistniałym pożarem" - podała prokuratura.

Własne postępowanie prowadzi również specjalna komisja powołana w Komendzie Głównej PSP.