W piekarni na przedmieściach Strasburga, trwają w niedzielę burzliwe dyskusje. Starsi mieszkańcy nie ukrywają otwartego poparcia dla Marine Le Pen. Właścicielka piekarni mówi: „Przekonały mnie jej słowa o tym, ze możemy się czuć dumni z tego, ze jesteśmy Francuzami. Myślę, że mamy prawo do obrony przed sposobem życia, kulturą, która neguje nasze tradycyjne wartości”.

Ale przed lokalem wyborczym pewien 60-latek prezentuje odwrotną opinię: „Dla nas oczywiste jest to, że nie można dopuścić, aby wygrała Marine Le Pen. Wspólna Europa to wartość, której należy bronić za wszelka cenę. A Macron jest człowiekiem młodym, dobrze wykształconym, i dalekim od wszelkich ekstremizmów”.

Wśród głosujących sporo starszych ludzi. „Nigdy nie przypuszczałam że zagłosuję na Marine Le Pen, ale mam wrażenie ze Macron nie jest uczciwy i że nic nie poprawi w kraju” - przyznaje Giselle, emerytka żyjąca ze skromnej emerytury.

Francoise, 60-letnia właścicielka zakładu fryzjerskiego i jej mąż Jean-Pierre, emeryt podkreslaja, że dla nich "wybór jest oczywisty". "Jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, co sie dzieje we Francji. Choć wiemy, że Marine Le Pen nie wygra, głosujemy na Front Narodowy” - wyjaśniają.

Podobne reakcje prezentuje wielu mieszkańców tej wioski, dalekiej od problemów związanych z zagrożeniem bezpieczeństwa, które są obecne głównie na przedmieściach wielkich miast, tak jak Paryż, Lyon czy Marsylia.

Za to 42-letni Mehdi, pochodzący z północnej Afryki sprzedawca w supermarkecie, nei chce powiedzieć, na kogo zagłosuje. "We Francji to nasze republikańskie prawo, możemy głosować w sposób anonimowy. Ja czuję się w pełni Francuzem i traktuję udział w wyborach jako obowiązek. Chcę jednak podkreślić, że z obawą patrzę na rosnący rasizm i na islamofobie, jakie się rozwijają we Francji” - mówi.

W odróżnieniu od reszty regionu, który w pierwszej turze głosował na Le Pen i centroprawicowego kandydata Francois Fillona, w stolicy Alzacji, Strasburgu, gdzie mieści się siedziba Parlamentu Europejskiego i Rady Europy, pierwszą turę wygrał Emmanuel Macron.

„Nie pójdziemy dzisiaj głosować. Naszym kandydatem był Fillon. Uważam, że żaden z finalistów nie zapewni Francji harmonijnego rozwoju i bezpieczeństwa” - przyznaje 35-letnia Christiane z firmy farmaceutycznej. Jej mąż, 34-letni Jerome, wykładowca uniwersytecki, dodaje: „Ja może jednak pójdę, zobaczę. Oglądałem debatę telewizyjną i zmieniłem zdanie, dlatego myślę, ż nie można pozostawić rządów w rękach Le Pen, która nie ma solidnego programu ekonomicznego”.

Valentin, student prawa tłumaczy: „Podobnie jak wielu młodych ludzi, głosowałem na (kandydata skrajnej lewicy Jean-Luca) Melenchona. Nie wezmę udziału w drugiej turze wyborów. Po raz kolejny przekonałem się, że polityka jest brudna, a sensowni kandydaci przepadają”.

Anna, nauczycielka mająca podwójne polsko-francuskie obywatelstwo mówi: „Sytuacja jest trudna. Macron nie jest moim kandydatem, ale to jest oczywiste, ze pójdę dziś do wyborów i oddam swój glos na Macrona, podobnie jak w 2002r. głosowałam na Jacquesa Chiraca”, by zapobiec prezydenturze założyciela Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pena, ojca Marine.

„Boję się, że Macron będzie dążył do zmian w prawie bioetycznym, dotyczącym eutanazji, embriologii, surogatek itd. Jednak trudno mi głosować na Front Narodowy. Prawdopodobnie oddam pusty głos” - wyznaje Pierre, młody katolik nieukrywający swych przekonań religijnych.

W miejscowości Saint-Hippolyte na południu Alzacji, zamieszkanej głównie przez producentów win alzackich, których kryzys ekonomiczny nie dotyka tak jak większości rolników francuskich, Francis, pracownik rolny, mówi: „Nie oglądaliśmy w ogóle debaty. Nasz wybór się dokonał, zagłosujemy na Marine Le Pen. Macron to kopia (ustępującego prezydenta Francois) Hollande’a”. A Beatrice, opiekunka do dzieci, dodaje: „Rozmawiałam wczoraj z człowiekiem, który wywozi śmieci. Powiedział krótko: Macron? Nigdy w życiu! Głosuję na Le Pen”.

W Alzacji Front Narodowy zawsze cieszył się stosunkowo dużym poparciem. Mieszkańcy regionu to elektorat prawicy. W kilku ostatnich wyborach, spory procent Alzatczyków oddał głos na Front Narodowy, a w pierwszej turze wyborów prezydenckich - 23 kwietnia, zwyciężyła Marine Le Pen, w północnym rejonie Alzacji zdobywając 24,7 proc., a w południowym 27 proc. W północnej Alzacji Macron zdobył 22,3 proc., a w południowej był dopiero na trzecim miejscu za Fillonem, zdobywając 20 proc.

Alzacja, jako poniemiecki region, który w ciągu ostatnich 150 lat przechodził z rąk do rak, od 1918r. cieszy się specjalnym polityczno-administracyjnym statusem prawnym. Alzatczycy mają kilka dodatkowych dni wolnych (drugi dzień Bożego Narodzenia, Wielki Piątek). Dialekt alzacki jest chroniony prawnie, a region cieszy się też autonomią w dziedzinie opieki medyczno-socjalnej.

Dzięki wielkim zakładom przemysłowym, elektrowni atomowej i uprawom winorośli, Alzacja jest stosunkowo bogatym regionem, czym odróżnia się od reszty Francji, a nawet od reszty nowo powstałego regionu Grand Est (Wielki Wschód), w skład którego wchodzi też Lotaryngia i Szampania.

Według obserwatorów niedzielna druga tura wyborów prezydenckich nie przyniesie niespodzianki. Sondaże wskazują wyraźnie, już od kilku tygodni, że faworytem drugiej tury wyborów jest Emmanuel Macron. Jednakże wielu Francuzów pójdzie do wyborów nie dlatego, że są przekonani, iż Macron lub Le Pen są ich kandydatami. Wybory prezydenckie obnażyły fakt, że społeczeństwo francuskie przeżywa okres wielkiego kryzysu politycznego.

Wielu z tych Francuzów, którzy nie są zwolennikami Frontu Narodowego, zagłosuje na Marine Le Pen, bo uważa, że Macron jest niewiarygodny i kłamie, mówiąc, iż reprezentuje nową siłę polityczną, podczas gdy był już ministrem gospodarki w rządzie Hollande'a. Prezydent, podobnie jak większość ministrów obecnego rządu, w sposób otwarty udzielił mu wsparcia.

Z drugiej strony wielu Francuzów zagłosuje bez przekonania na Macrona, choć żadne z obojga polityków im nie odpowiada. Centrowy lider może liczyć na dużą liczbę głosów partii Republikanie, dlatego że jej kandydat, wielki przegrany w pierwszej turze wyborów, Francois Fillon zaraz po ogłoszeniu wyników zwrócił się do swojego elektoratu z prośbą o poparcie Macrona. Podobne zalecenie wyraził oficjalny kandydat socjalistyczny, Benoit Hamon.

Choć skrajnie lewicowy Melenchon nie wyraził poparcia dla żadnego z kandydatów, część jego robotniczego elektoratu może zagłosować na FN, choć on sam stanowczo wypowiedział się przeciwko Le Pen, jednocześnie jednak odmawiając ostatecznego poparcia Macrona. Wielu jego zwolenników zastanawia się w ogóle nad głosowaniem w drugiej turze.

Od roku 2002 kilka już razy miała miejsce sytuacja budowania w drugiej turze wyborów jednolitego frontu przeciwko skrajnej prawicy, niezależnie od poglądów politycznych. Nie wiadomo jednak, jaka część elektoratu Melenchona, Hamona i Fillona wyłamie się z zasady stosowanej we Francji od lat nazwanej „vote utile” (głos taktyczny) i zagłosuje jednak na Marine Le Pen, w której programie kwestie związane z prawami socjalnymi pracowników, z ochroną miejsc pracy oraz z bezpieczeństwem w sytuacji zagrożenia terroryzmem stanowią priorytet. Spora część wyborców nie weźmie udziału w głosowaniu.

We Francji trwa obecnie długi weekend - w poniedziałek Francuzi obchodzą rocznicę zakończenia II wojny światowej - i wielu z nich wyjechało poza swój okręg wyborczy, co może wpłynąć na frekwencję. Choć media zwracają uwagę na ogromną mobilizację sił porządkowych i policji, funkcjonariusze nie są widoczni. Nie czuje się atmosfery zagrożenia, ludzie stwarzają wrażenie, że zapomnieli o atakach terrorystycznych, które miały miejsce przed pierwszą turą wyborów, a także wcześniej.