statystyki

W Czeczenii jest tylko jedno prawo: Słowo Kadyrowa

autor: Lidija Michalczenko26.04.2017, 07:53; Aktualizacja: 26.04.2017, 08:54
Mówi się, że w Czeczenii działa tylko jedno prawo: „Ramzan powiedział”

Mówi się, że w Czeczenii działa tylko jedno prawo: „Ramzan powiedział”źródło: ShutterStock

Krewny zatrzymany za związki z podziemiem oznacza odpowiedzialność zbiorową całej rodziny. Jest w Rosji region, który nie ma sobie równych, jeśli chodzi o łamanie praw człowieka. Czeczenia. Uchodźcy stamtąd szukają ratunku w Europie.

Ale wśród ludzi koczujących na polskiej granicy nie wszyscy są uchodźcami. Są tam też agenci czeczeńskiego przywódcy Ramzana Kadyrowa.

Czeczeni wydeptali sobie ścieżkę przez Brześć ponad 10 lat temu. Między Rosją a Białorusią nie ma punktów kontrolnych. Do pociągu do Terespola można wsiąść bez unijnej wizy, a większość Czeczenów, składających wniosek o wizę, otrzymuje odmowy. Jest zbyt duże prawdopodobieństwo, że nie zechcą wrócić do domu. Dlatego ten szlak stał się jedynym możliwym dla ofiar bombardowań i migrantów ekonomicznych. Ale latem 2016 r. te drzwi się zamknęły. Polscy pogranicznicy zaczęli przyjmować najwyżej cztery rodziny dziennie. Resztę odsyłano z powrotem. Do września w pułapce znalazły się tysiące obywateli Rosji.

Według prawa międzynarodowego pogranicznicy byli zobowiązani wpuścić do Polski każdego, kto poprosił o azyl, i wysłać z odpowiednimi dokumentami do specjalnych ośrodków. Gdy sprawą zainteresowały się media, Kadyrow oświadczył, że uchodźców obserwują jego zaufani ludzie. Ci, którzy starali się wyjechać z przyczyn ekonomicznych, wrócili do Czeczenii. Los na loterię stał się dla nich zbyt drogi, zwłaszcza że mało kto w niej wygrywał. Dziesiątki rodzin zostało na dworcu w Brześciu. Na ławkach wolno spać od północy do piątej rano. Później ochrona wszystkich wyganiała.

Mówi się, że w Czeczenii działa tylko jedno prawo: „Ramzan powiedział”. Kadyrow mówił prawdę o swoich zaufanych. Jeden z nich przyjechał razem z rodziną jako zwykły uchodźca. Codziennie przychodził na dworzec, słuchał rozmów, plotek, wypytywał, czy nie przyjechali nowi uchodźcy, dziennikarze albo wolontariusze. Jeśli tak, kręcił się wokół nich. Do czasu mu się udawało. Wpadł, bo lubił bary, kluby ze striptizem i dyskoteki. Jednej z poznanych dziewczyn wysłał swoje zdjęcia ze zbliżonymi do Kadyrowa ludźmi o pseudonimach „Patriot” i „Łord”. Dziewczyna wysłała je znajomym Czeczenom. Kadyrowiec musiał wyjechać. Misja się nie powiodła.


Pozostało jeszcze 64% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (4)

  • Protest ...(2017-04-26 13:15) Zgłoś naruszenie 20

    Nie można pomijać .... "SŁOWA" Kaczyńskiego w PIS-landzie !!!!

    Odpowiedz
  • Nic nadzwyczajnego(2017-04-26 10:41) Zgłoś naruszenie 20

    ...W pisiej Polsce także stosuje się odpowiedzialność zbiorową nie tylko w stosunku do rodzin ale całych grup społecznych !

    Odpowiedz
  • Lepsze to niż Wojna....(2017-04-26 17:14) Zgłoś naruszenie 01

    Mają spokój i jakoś tam żyją.... Reszta wyznawców ****** szuka rozrywek w stylu wysadźmy białasów bo inaczej Szyici załatwiają Sunnitów i na odwrót. Niestety te nacje muszą być trzymane twardą ręką i tyle w temacie.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie