Wielki Szu już nie gra. Ale pokerowe podziemie ma się dobrze

autor: Paulina Nowosielska22.04.2017, 17:00; Aktualizacja: 22.04.2017, 17:16

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Podziemie to w Polsce wyjątkowo ludne miejsce. Jak tam trafić? – To nie takie trudne – odpowiadają pokerzyści.

Podczas pokera trzeba opowiedzieć zagraniami pewną historię. Tak, by inni gracze myśleli to, co chcę, by myśleli – mówi Paweł Abramczuk, współtwórca i były prezes Związku Pokera Sportowego. – Dam przykład. Z tą grą związane jest w Polsce pewne ryzyko. Stykamy się z różnymi zagrożeniami, że wpadnie policja, straż celna. Gracze żyją w stresie. Wielu z nich, mając w tyle głowy filmy o gangsterach, nosi przy sobie coś do obrony. Prawie każdy ma gaz obezwładniający, bo reakcje zawodników przy stole w nielegalnych klubach bywają różne – tłumaczy. Naprawdę? – pytam. – No właśnie, uwierzyła mi pani. I o to chodzi w pokerze: trzeba tak sprzedać opowieść, by przeciwnik w nią uwierzył. Oczywiście, że kłamię, i na tym polega ta gra. Stworzyłem wizerunek pokerzysty...

Ten wizerunek ma, paradoksalnie, szersze znaczenie. Bo poker w kraju nad Wisłą odsądzany jest od czci i wiary. Ktoś powie, że nie tylko u nas. Owszem, ale twórcy naszego prawa wybitnie nie wiedzą, co z tą grą począć. Wychodzą z założenia, że poker to hazard, a hazard to zło. Skoro tak, trzeba przed nim ludzi chronić. – Dziesiątki tysięcy graczy w kraju jednak takiej opieki nie potrzebują. Nie tędy droga – protestują osoby, które w pokera grają od lat.

Ustawa o grach hazardowych przeszła właśnie lifting, ale jest już mowa o kolejnych poprawkach. Na razie, od kwietnia, obowiązują zliberalizowane zasady dotyczące urządzania turniejów pokera na żywo. Będzie to możliwe także poza kasynami dla podmiotów, które posiadają koncesje na prowadzenie kasyna. Taki turniej będzie też mógł zorganizować podmiot, który nie posiada takiej licencji, jeśli w grę wchodzą nagrody rzeczowe o wartości do 2 tys. zł. Pod lupę trafiły też turnieje prowadzone w sieci. Powstanie rejestr domen niezgodnych z ustawą. Na liście znajdą się firmy bukmacherskie nieposiadające krajowej licencji i wszystkie niepaństwowe poker roomy i kasyna. Podejrzane strony będą blokowane przez usługodawców internetowych dla użytkowników łączących się z terytorium Polski. Nie będą wymagane wyroki sądowe czy żmudne procedury, wystarczy dopisanie strony do rejestru, a dostawcy internetu będą mieli 48 godzin na założenie blokady.

Załóżmy więc, że jest piątek wieczór. Grupa przyjaciół spotyka się przy stoliku w pubie. Ktoś rzuca hasło: pokerek? Nawet jeśli stawką będą zapałki, mamy do czynienia z grupą przestępców. Chyba żeby zmienić grę i zastąpić pokera brydżem. Wtedy wieczór spokojnie może toczyć się dalej. – Jeszcze podczas obrad komisji uchwalającej ustawę o grach hazardowych, w listopadzie 2009 r., marszałek Marek Borowski zadał pytanie: jeśli w domu mąż zagra z żoną w rozbieranego pokera, czy będą podlegali pod ustawę? Padła odpowiedź: tak – opowiada Abramczuk. Pamięta tę sytuację, bo był zaproszony na obrady jako „czynnik społeczny”.

Teraz, po nowelizacji, mąż z żoną, owszem, mogą zagrać. Ale w samotności. Gdyby chcieli zaprosić do gry drugą parę, musieliby najpierw zgłosić do Ministerstwa Finansów, gdzie odbędzie się turniej, ile potrwa oraz podać przewidywaną liczbę uczestników. Grupa znajomych z pubu też nie zagra legalnie. Chyba że jego właściciel zgłosiłby wcześniej, że chce założyć klub pokerowy, i przedstawił zamiary MF. Do wniosku dołączyłby szczegółowy regulamin, który również powinien zyskać akceptację resortu. – A więc na razie mogą pobawić się w wojnę lub makao – ironizuje Abramczuk. I przekonuje, że słowo hazard pochodzi od arabskiego „az-zahr”, co oznacza „grę w kości”, „grę przypadku”. A jeśli o zdarzeniu losowym nie ma mowy? Poker, szczególnie ten sportowy i porównawczy, opiera się na analizie matematycznej. Nie jest więc hazardem z założenia. – Paradoks polega na tym, że nie można w naszym kraju przeprowadzić kampanii społecznej na ten temat. Byłoby to złamaniem ustawy, bo zachęcałoby do hazardu. Dalej ludzie myślą więc stereotypowo.

W podziemiu nie ma cygar

Lekko licząc – kilkadziesiąt tysięcy amatorów, osób grających dla przyjemności i zabawy. Oraz ok. tysiąca zawodowców. Na tyle oceniany jest krajowy rynek. A patrząc przez lupę (Związek Pokera Sportowego przeprowadził ankietę), są to zazwyczaj mężczyźni z wyższym wykształceniem, średnią wieku 21–28 lat, otwarci na techniczne nowinki. Co wyróżnia zawodowców? – Mają z samej gry przychód powyżej średniej krajowej, czyli ponad 4,6 tys. zł. Wirtuozi zarabiają dużo więcej, bo tu nie ma ograniczeń – mówi Paweł Abramczuk.

Piotr zastrzega, że pieniądze w jego przypadku nie są najważniejsze. Na początku była pasja. Ale od dwóch lat poker jest jego źródłem utrzymania. Z tego powodu nie podaje nazwiska, bo musiałby publicznie przyznać się do łamania prawa. – Wcześniej pracowałem w korporacji. Miałem dosyć takiego życia. Postanowiłem, że sam sobie będę szefem – podkreśla. Przekonuje, że zasad tej gry można nauczyć się w 10 minut, ale kunszt zdobywa się latami. – W pokerze jest za dużo zmiennych, nie wystarczy sucha analiza danych – mówi i podaje inne pokerowe statystyki: w tej grze 10 proc. ludzi zarabia, 10 proc. wychodzi na zero, a reszta dokłada do puli.

W Polsce grywa prywatnie, w miejscach niedostępnych dla zwykłych ludzi. – Tak, to podziemie – ucina. Ukryty klub, sala, prywatne mieszkanie. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać i z kim rozmawiać. Ale nie jest tak, że przychodzą ludzie z półświatka i grają w oparach dymu z cygar. – Mnóstwo osób poznałem w ten sposób ze świata sportu, polityki. Tak zwanych celebrytów z pierwszych stron gazet. Kogo? No, pani wybaczy...

Teraz stawia jednak głównie na internet. Przy stoliku grywa raz na kilka tygodni. Skupił się na pokerowej karierze. Nie, nie chodzi o ryzyko nalotu policji czy straży celnej. Czasem umówieni goście po prostu nie przyjdą, w grze na żywo jest też dużo mniej rozdań na godzinę. W sieci tempo jest kilka razy szybsze. Fakt, nie widać człowieka, ale na podstawie podejmowanych decyzji też można stworzyć profil rywala. Dodatkowo każdy zawodowy pokerzysta ma swojego huda. To oprogramowanie, które gromadzi i pokazuje na ekranie informacje o innych zawodnikach, m.in.: czy ktoś w grze jest agresywny czy pasywny, kto i jak często betuje (dokłada do puli), gdy jest agresorem, a jak często pasuje, kiedy ktoś inny raisuje (podbija jako pierwszy).

Piotr gra na zagranicznych serwerach. Jak się zaczyna? Od założenia konta. U niektórych najpierw są wirtualne żetony, potem wpłaca się realne pieniądze do poker roomów. Zawodowcy robią od razu jeden, dwa depozyty i z nich się rozliczają. Gracze rekreacyjni wybierają internetowe portfele lub przelewy bankowe. – W żargonie mówi się o nich gracze dokładacze albo donki (z ang. donkey – osioł), bo tylko ciągle wpłacają – uśmiecha się. Anonimowość jest ważna. – Ale mam nick, który w tym świecie jest jak nazwisko. Po pewnym czasie wiadomo, kto się pod nim kryje. Są serwisy opisujące graczy i wygrane.


Pozostało jeszcze 60% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

  • Kruxxxxxxxxxx(2017-05-02 21:38) Zgłoś naruszenie 15

    Poker to hazard i to wyjątkowo bezmyślny!!!

    Odpowiedz
  • Mike(2017-04-29 23:50) Zgłoś naruszenie 12

    Unreal... przecież nikt kto ma do czynienia z pokerem chociaż dwa tygodnie nie opowiedziałby takich bzdur! Abramczyk to donk, który nie ma pojęcia o pokerze.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie