Zgodnie z konstytucją Sejm to 460 posłów, a nie dwie sale, w której siedzi część z nich, wzajemnie zarzucając sobie łamanie prawa. Obie strony zupełnie inaczej widzą to, co się wydarzyło. I są w stanie przedstawić przekonujące argumenty na poparcie swoich tez.

Czy mamy budżet?

Dla PiS posiedzenie Sejmu się zakończyło. Uchwalone zostały ustawy budżetowa i dezubekizacyjna. – Nie usłyszałem żadnego argumentu podważającego legalność głosowania. Marszałek ma prawo zwoływać obrady w miejscu wskazanym przez siebie i skorzystał z tego prawa, gdy nie można było kontynuować obrad na sali plenarnej. Co wynikało z działań opozycji – mówi Jacek Sasin (PiS), szef komisji finansów publicznych. – W moim odczuciu budżet jest uchwalony i powinien być procedowany w Senacie – dodaje.

Opozycja przekonuje, że posiedzenie zostało przerwane w momencie wykluczenia posła Michała Szczerby (PO) podczas zadawania pytania do ustawy budżetowej. W efekcie – jej zdaniem – obie ustawy nie zostały uchwalone.

– Marszałek Marek Kuchciński zwołał nielegalne posiedzenie Sejmu. Z naszego punktu widzenia posiedzenie zakończyło się w momencie wykluczenia posła Szczerby. Mamy przerwę – mówi szef klubu PO Sławomir Neumann.

Prezydent Andrzej Duda zaczął konsultacje z ugrupowaniami parlamentarnymi, by przerwać ten pat. Jednocześnie zamówił ekspertyzy prawne na temat przebiegu spornej części obrad. – W zależności od tego, co będzie z nich wynikało, podejmie kolejnej kroki – zapowiadał wczoraj rzecznik głowy państwa Marek Magierowski.

Propozycje wyjścia z impasu już się pojawiły. – Należy powtórzyć posiedzenie Sejmu i ponownie przegłosować ustawy, a nie przeprowadzać reasumpcję – uważa lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Jeśli szybko nie dojdzie do zażegnania sporu, może się on przenieść do Senatu, który w tym tygodniu ma się zająć budżetem. – Nasi senatorowie będą bronić prawa w Polsce. Nie można głosować ustaw przyjętych na klubie PiS. Prezydent nie ma prawa podpisać ustawy przyjętej na nielegalnym posiedzeniu Sejmu. Jeśli podpisze budżet, bierze na siebie taką samą odpowiedzialność jak Kuchciński – zapowiada Neumann. Również PiS obawia się, że sejmowy spór za chwilę przeniesie się do Senatu.

Czy Sejm kolumnowy był legalny?

Lista wątpliwości wobec piątkowego posiedzenia Sejmu jest długa. Chodzi przede wszystkim o legalność posiedzenia w Sali Kolumnowej i sposobu jego przeprowadzenia. Zdaniem dr. Tomasza Zalasińskiego z kancelarii DZP marszałek nie powinien zwoływać posiedzenia w miejscu, poza salą plenarną obrad, które nie stwarza gwarancji jego legalności oraz realizacji praw parlamentarzystów. Tyle tylko, że jak zauważa Sławomir Patyra z UMCS – ani regulamin Sejmu, ani inny akt prawny nie określają tego, gdzie ma się odbywać posiedzenie. Do tej pory nie było żadnych wątpliwości, że mają one miejsce w sali obrad plenarnych. Można próbować zrekonstruować tę normę na podstawie art. 7 regulaminu Sejmu, który stanowi, że posłowie zajmują stałe, wyznaczone miejsca na sali posiedzeń. Ten przepis jednoznacznie sugeruje, że posiedzenia Sejmu powinny się odbywać w sali plenarnej, gdyż tylko tam posłowie mają wyznaczone miejsca. PiS przypomina jednak, że już jedno posiedzenie Sejmu obyło się w Sali Kolumnowej, w 2010 r.

Głosowania i kworum

Kolejna podnoszona wątpliwość to sposób głosowania w Sali Kolumnowej. Artykuł 188 regulaminu Sejmu mówi, że głosowanie jest jawne i odbywa się przez podniesienie ręki przy równoczesnym wykorzystaniu urządzenia do liczenia głosów. Jak mówi kolejny punkt, przewiduje się użycie kart do głosowania podpisanych imieniem i nazwiskiem posła (głosowanie imienne). Ale regulamin przewiduje także, że „w razie niemożności przeprowadzenia głosowania przy pomocy urządzenia do liczenia głosów, Marszałek Sejmu może zarządzić głosowanie przez podniesienie ręki i obliczenie głosów przez sekretarzy”. Z tego punktu widzenia głosowania nie można zakwestionować. Posłowie obecni na Sali Kolumnowej byli podzieleni na sektory, liczenie głosów odbywało się przez sekretarzy. Jednym z nich był poseł PiS Łukasz Schreiber. – 230 posłów PiS tego dnia było w Sejmie i głosowało. Gdyby ktoś wyszedł, musiałby robić z tego demonstrację. Byłoby to widać. Oprócz tego była szóstka posłów spoza PiS. Są zdjęcia. Nagranie z rejestracji. Każdy może sobie policzyć – mówi poseł PiS.

Wniosek o nieskładanie wniosków formalnych. Niedopuszczenie opozycji do głosu

Co może być sporne, to relacje na temat tego, że posłowie nie mogli brać udziału w głosowaniu lub zgłaszać wniosków formalnych. PiS zastawił przejście w głąb Sali Kolumnowej krzesłami, by posłowie z klubów opozycyjnych nie zgłaszali wniosków formalnych i nie opóźniali. Choć teoretycznie mogli podnosić ręce, nie byli dopuszczani do głosu. – Jeżeli doniesienia medialne wskazujące na ograniczanie praw posłów opozycji do wzięcia udziału posiedzeniu potwierdzą się, to należałoby stwierdzić, że ustawy uchwalone piątkowej nocy są niezgodne z Konstytucją RP – zauważa dr Tomasz Zalasiński.

Głosowanie poprawek blokami

To kolejna sporna kwestia. Sejm głosami PiS poprawki opozycji odrzucił blokiem – czyli jednym głosowaniem. Taki sposób nie jest niczym nowym. Sporadycznie zdarzało się Sejmowi odrzucać poprawki w ten sposób już w poprzednich kadencjach. Ale wtedy intencje zgłaszających były jasne – chodziło o obstrukcję, jak w 2012 r., gdy Ruch Palikota zgłosił ich aż sześć tysięcy, z których większość dotyczyła niewielkiego fragmentu ustawy: finansów Funduszu Kościelnego. Tym razem jednak głosowanie blokiem dotyczyło nie tylko poprawek opozycji (te odrzucono), ale też poprawek rządzącego PiS (te przyjęto). Całość przeprowadzono na wniosek posła Jacka Sasina z PiS. Dzięki temu budżet udało się przyjąć w zaledwie trzech głosowaniach. – Jest to naruszenie regulaminu, który jednoznacznie określa, że zgłoszone poprawki muszą być głosowane indywidualnie – mówi dr Ryszard Balicki, prawnik z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Mój wniosek był opiniowany przez Biuro Analiz Sejmowych, przez komisję regulaminową i spraw poselskich, Prezydium Sejmu i został uznany za zgodny z regulaminem. To zresztą nie jest precedens – broni swojego wniosku poseł Sasin.

Niedopuszczenie mediów do Sali Kolumnowej

Już nie regulamin Sejmu, lecz konstytucja w art. 61 daje obywatelom prawo do uzyskiwania informacji obejmujące dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów. Z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu. Pytanie, czy można uznać, że prawo to zostało spełnione przez transmisję z Sali Kolumnowej Sejmu bez dopuszczania do niej mediów.

Blokowanie mównicy i wykluczenie posła Szczerby

Bezpośrednim powodem eskalacji konfliktu okazało się wykluczenie z obrad posła PO Michała Szczerby. Poseł zgłosił się do zabrania głosu w trakcie głosowania budżetu i poprawki dotyczącej dofinansowania orkiestry Sinfonia Varsovia. Najpierw powiesił na mównicy kartkę z napisem „#wolneMediawSejmie”, którą po chwili zdjął. Po czym zwrócił się do Marka Kuchcińskiego: „Panie marszałku kochany. Muzyka łagodzi obyczaje”. Więcej nie zdążył powiedzieć, marszałek odebrał mu głos i wykluczył. Prawdopodobnie odebrał słowa Szczerby jako drwinę. – Marszałek, niezwłocznie wykluczając go z obrad, bez wątpienia naruszył regulamin. Powinien co najwyżej przywołać go kolejny raz do porządku – mówi dr hab. Sławomir Patyra, prof. UMCS.

Zadaniem marszałka jest łagodzenie konfliktów, do których siłą rzeczy dochodzi w parlamencie. Jak zauważa prof. Patyra, marszałek Kuchciński mógł to osiągnąć. Regulamin dawał mu możliwość naprawienia sytuacji. Bo poseł może się odwołać od decyzji o wykluczeniu do Prezydium Sejmu. Poseł się odwołał, ale głosami przedstawicieli PiS w prezydium wykluczenie podtrzymano.

Podpisywanie list po zamknięciu posiedzenia

Na transmisji z Sali Kolumnowej słychać, jak poseł Marek Suski tuż przed tym, jak marszałek Kuchciński kończy posiedzenie, przypomina posłom o obowiązku podpisania listy. I faktycznie, o czym świadczą nagrania polityków opozycji, część posłów PiS podpisała listy obecności na posiedzeniu już po jego zamknięciu. Co jest niezgodne z regulaminem Sejmu. Jak tłumaczy prof. Patyra, w tym przypadku mamy do czynienia z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z art. 270 k.k., czyli fałszowaniem dokumentów przez przerobienie listy obecności albo z poświadczeniem nieprawdy. Ci, którzy mają na to wystarczające dowody, mogą więc złożyć zawiadomienie do prokuratury.

Co z budżetem, jeśli został wadliwie uchwalony?

Formalnie Sejm przyjął budżet w nocy z piątku na sobotę. Mirosław Gronicki, były minister finansów, uważa, że nie powinno być większych perturbacji w bieżącym zarządzaniu finansami państwa. Nawet gdyby podważono tryb jego uchwalenia – skoro konstytucja określa, że rząd może pracować na podstawie projektu ustawy budżetowej, jeśli ustawa nie zostanie uchwalona przed początkiem roku budżetowego. To bezpiecznik wpisany w procedurę budżetową. W przypadku gdyby podważono sposób uchwalenia ustawy, można więc założyć, że rząd będzie kierował się projektem. Ale to bardziej wynika z praktyki niż z prawa. Bo sytuacji, w której budżet formalnie staje się nieważny w ciągu roku, w konstytucji nie przewidziano. Pojawia się też druga istotna wątpliwość: co z prezydenckim uprawnieniem do skrócenia kadencji Sejmu, jeśli Sejm nie uchwali budżetu w ciągu 4 miesięcy od złożenia projektu. Czy ta zasada działa, jeśli na podstawie wyroku sądu głosowanie uznano by za nieważne. A więc formalnie ustawy budżetowej by nie było? A skoro tak, to można dowodzić, że nie udało się dotrzymać czteromiesięcznego terminu z konstytucji. Sejm nie musiał się spieszyć, bo do złamania konstytucyjnych terminów daleko. – Suma przedstawionych wątpliwości pozwala na stwierdzenie, że doszło do uchwalenia ustawy budżetowej z naruszeniem prawa – uważa dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jeśli te wszystkie wątpliwości się potwierdzą, możliwe, że będzie to argument dla prezydenta do wysłania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. A jego decyzja ma być znana, gdy dostanie ekspertyzy. 

Prezydent zamówił ekspertyzy prawne na temat przebiegu spornej części obrad

Czy posłowie opozycji mieli prawo blokować mównicę?

Tu zdania konstytucjonalistów są podzielone. Dr Tomasz Zalasiński z kancelarii DZP uważa, że w normalnych warunkach nie powinno mieć to miejsca. Podobnie uważa dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Obaj jednak podkreślają, że piątkową noc mieliśmy do czynienia z wyjątkową sytuacją. Posłom opozycji bowiem utrudniano realizowanie ich praw, jednego z nich (posła Suskiego) wykluczono z obrad Sejmu, choć ten nie złamał regulaminu. I w takich sytuacjach, zdaniem dr Zalasińskiego oraz dr Balickiego musimy się liczyć z występowaniem zjawisk obstrukcyjnych. Ten pierwszy stwierdza nawet, że taka dalej idąca forma protestu, służąca ochronie podstawowych wartości konstytucyjnych, jest w pełni uzasadniona. Z kolei prof. Sławomir Patyra z UMCS podkreśla, że z regulaminu Sejmu wynika, iż takie zachowanie można albo tolerować, albo wystrzelić z najcięższych dział, to znaczy usunąć posłów przy pomocy Straży Marszałkowskiej. Jak jednak zaznacza, wtedy zapewne doszłoby w Sejmie do bijatyki, jakie widujemy w parlamentach krajów Azji Południowo-Wschodniej czy u naszych wschodnich sąsiadów.

Czy reakcja marszałka Sejmu na zachowanie posłów opozycji była właściwa?

Prawnicy nie mają wątpliwości, że marszałek w piątkową noc popełnił wiele błędów. I w ten sposób nadszarpnął zaufanie do tego urzędu. Jak bowiem zauważa dr Zalasińki zadaniem Marszałka jest łagodzenie konfliktów, do których siłą rzeczy dochodzi w parlamencie. Obowiązkiem Marszałka jest poszukiwanie dróg wiodących do rozwiązania tych problemów. A, jak zauważa prof. Patyra marszałek Kuchciński mógł to osiągnąć, gdyby zgodził się na warunek posłów opozycji, którzy domagali się cofnięcia zarządzenia o wykluczeniu posła. Jego zdaniem marszałek był dość bliski osiągnięcia z nimi kompromisu, ale zmienił nastawienie po konsultacjach ze swoją partią. Tymczasem, jak zauważa prof. Patyra marszałek Sejmu nie powinien kierować się sugestiami innych osób, zwłaszcza jeśli płyną one od posłów szeregowych. Jest bowiem organem kierowniczym izby i powinien takie sporne kwestie rozważyć na forum prezydium Sejmu czy zwołać konwent seniorów albo samodzielnie podjąć decyzję.

Czy marszałek miał prawo przenieść obrady Sejmu do sali kolumnowej?

Zdaniem dr Tomasza Zalasińskiego marszałek nie powinien był zwoływać posiedzenia Sejmu w miejscu, poza salą plenarną obrad, które nie stwarza gwarancji jego legalności oraz realizacji praw parlamentarzystów. Tyle tylko, że jak zauważa Sławomir Patyra ani regulamin Sejmu ani inny akt prawny nie określa tego, gdzie ma się odbywać posiedzenie Sejmu. Do tej pory nie było bowiem żadnych wątpliwości, że mają one miejsce w sali obrad plenarnych. Można próbować zrekonstruować tę normę w oparciu art. 7 regulaminu Sejmu, który stanowi, że posłowie zajmują stałe, wyznaczone miejsca na sali posiedzeń. Ten przepis jednoznacznie sugeruje, że posiedzenia Sejmu powinny się odbywać w sali obrad plenarnych, gdyż tylko tam posłowie mają wyznaczone miejsca.

Czy w takim razie posiedzenie Sejmu w sali kolumnowej było nielegalne?

Nawet jeśli przyjmiemy, że posiedzenie Sejmu mogło się odbyć w sali kolumnowej czy innej, to warunkiem sine qua non jest zapewnienie faktycznej możliwości wzięcia w nim udziału wszystkim posłom. A w omawianym przypadku takiej możliwości nie było. Dlatego można się zastanawiać, czy nie doszło do naruszenia ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. – mówi prof. Sławomir Patyra. W art. 4 stanowi ona, że parlamentarzystom należy stworzyć warunki niezbędne do skutecznej realizacji obowiązków. Zgodnie z art. 14 poseł ma prawo m.in. wyrażać swoje stanowisko i zgłaszać wnioski w sprawach rozpatrywanych na posiedzeniu. – Tymczasem niektórzy posłowie w ogóle nie mogli wejść do sali, a ci, którym się udało, nie dano im też szansy na zgłaszanie żadnych wniosków ani poprawek. I to jest, zdaniem prof. Patyry, argument przesądzający o uznaniu tego posiedzenia za nielegalne, bardziej nawet niż to, że odbyło się ono w sali kolumnowej.

Podobnie uważa dr Ryszard Balicki, który wskazuje, że posiedzenie budzi wątpliwości m.in. dlatego, że nadal nie wiemy czy było kworum (nie przeprowadzono głosowania w sprawie jego sprawdzenia, nie było głosowania imiennego, warunki w których posłowie przebywali w Sali Kolumnowej nie dają możliwości weryfikacji udziału jedynie uprawnionych osób). Poza tym jego zdaniem, obrady prowadzone w Sali Kolumnowej nie zapewniały realizacji konstytucyjnego prawa do informacji. Trudno bowiem uznać, że obraz z jednej kamery pokazujący widok na stół prezydialny wraz z selektywnie podawanym dźwiękiem i pozostający pod ścisła kontrolą Marszałka Sejmu może być uznany za rzeczywistą realizację tego prawa.

Co w tej sytuacji mogą zrobić posłowie opozycji?

Prof. Patyra uważa, że posłowie na forum komisji regulaminowej i spraw poselskich mogą wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec marszałka Sejmu za niedopełnienie obowiązków związanych z umożliwieniem parlamentarzystom udziału w pracach izby. Jak jednak zaznacza, sankcje nie są dotkliwe – marszałkowi grozi co najwyżej upomnienie lub nagana.

Dr Zalasiński natomiast uważa, że to wszystko, co się wydarzyło w piątkową noc w Sali kolumnowej, daje podstawę do żądania przeprowadzenia reasumpcji głosowania. W każdym przypadku, gdy nie sposób wiarygodnie ustalić wyników głosowania, można bowiem o to wnosić. Możliwość złożenia takiego wniosku przewiduje regulamin Sejmu RP (art. 189). Jak jednak zauważa dr Ryszard Balicki taka możliwość będzie istnieć jedynie wówczas, gdy i uznamy, że posiedzenie nie zostało zamknięte.

Czy dopuszczalne jest podpisanie poselskiej listy obecności po zakończeniu głosowania?

Tutaj konstytucjonaliści są zgodni – takie zachowanie jest niezgodne z regulaminem Sejmu. Ten bowiem jasno stanowi, że obecność posła na posiedzeniu jest potwierdzana na liście obecności wykładanej do czasu zakończenia obrad. Jak mówi prof. Patyra w piątkową noc lista obecności powinna być zamknięta do czasu rozpoczęcia głosowania. W inny sposób nie można było bowiem stwierdzić kworum. W sali plenarnej wystarcza do tego urządzenie, którego uruchomienie pozwala na potwierdzenie obecności w sali plenarnej. Nie ma formalnie możliwości wpisania się na listę po głosowaniu, nie mówiąc już po zamknięciu obrad przez marszałka. Co więcej przed głosowaniem marszałek Sejmu powinien listę obecności dostać i przy pomocy sekretarzy ustalić, czy jest kworum. Alternatywnie marszałek Kuchciński powinien był zarządzić głosowanie imienne, które pozwala jednocześnie na sprawdzenie obecności. Nazwiska posłów byłyby wyczytywane, a oni sami wrzucaliby głosy do urny. Wtedy nie byłoby wątpliwości co do legalności głosowania.

Co grozi posłom, którzy podpisywali listę już po zakończeniu posiedzenia?

Jak tłumaczy prof. Patyra w tym przypadku mamy do czynienia z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z art. 270 k.k., czyli fałszowaniem dokumentów przez przerobienie listy obecności albo z poświadczeniem nieprawdy. Ci, którzy mają na to wystarczające dowody, mogą więc złożyć zawiadomienie do prokuratury.

Czy jest szansa na wyjście z tego impasu?

Prawnicy nie mają wątpliwości, że będzie to bardzo trudne. Do tego bowiem jest potrzebna dobra wola obu stron sporu. A tego póki co nie ma. Piłka jednak wydaje się znajdować po stronie rządzących. A odpowiednie ruchy mógłby podjąć bądź marszałek Sejmu, bądź prezydent. Ten pierwszy, zdaniem dr. Balickiego mógłby przecież uznać, że w związku z naruszeniami prawa decyzje nie zostały podjęte i zwołać kolejne posiedzenie Sejmu. Natomiast prezydent, po skierowaniu do niego ustawy uchwalonej przez Sejm i Senat, może skorzystać z prawa kontroli prewencyjnej i zwrócić się do TK o zbadanie zgodności ustawy z konstytucją.