Trudne życie asystenta, pieniądze zarobione na paletach i winiarski biznes nad Wisłą
Jest pan jednym z nielicznych selfmade manów, którzy w jakimś momencie dotarli blisko czołówki polskiego biznesu, a zaczynali rzeczywiście od zera.
Faktycznie, wielu takich nie było. Jak sobie o tym wszystkim dzisiaj pomyślę, wydaje mi się zupełnie nieprawdopodobne, co mi się przydarzyło w biznesie. Na przykład to, że dostaliśmy koncesję na handel hurtowy alkoholem bez żadnej łapówki. A gdybym wtedy dał łapówkę, toby mnie – jako człowieka z zewnątrz – bardzo szybko zniszczyło. W Warszawie załatwienie koncesji jest niemożliwe bez łapówki. Każdy wie, co to za świetny biznes. Tyle że Biłgoraj to województwo zamojskie.
Mówi pan o tym jak o niezwykłym wyjątku. W takim razie jak wyglądała norma?
Totalna korupcja, niestety. Nie było w Polsce prawie niczego, co by można dostać bez załatwiania. Jakikolwiek chciałeś wziąć kredyt w banku, trzeba go było załatwić.
W jakim to świetle stawia całą polską klasę biznesową, która w końcu pozwoliła panu działać w swoich organizacjach, a nawet siebie reprezentować? Jeśli oczywiście uwierzyć w pańską wyjątkowość?
Trzeba odróżnić dwa rodzaje zachowań. Po pierwsze wszyscy dawali łapówki, żeby firmy nie były zniszczone, żeby sanepid nie zgnoił, żeby inspekcja pracy nie zamknęła produkcji, banki nie cofnęły kredytu już przyznanego, żeby utopić jakąś firmę, dla kogoś. Mówię teraz „wszyscy” z pełną świadomością. Z oczywistych powodów nie używam pierwszej osoby liczby mnogiej, ale chyba pan rozumie, co mówię.
Tak, chyba rozumiem.
Zatem wszyscy to robili i nie można mieć do ludzi pretensji, bo inaczej nikt by tutaj nie przetrwał. W czasach codziennie zmieniających się reguł, w czasach odziedziczonych po socjalizmie wygłodniałych i wynędzniałych stad urzędników nie było innej możliwości. Ale od tego trzeba odróżnić ludzi, którzy nie traktowali tego jako mechanizmu obronnego, ale jako mechanizm ekspansji, zdobywania rynku. Świadomego kupowania sobie ludzi i całych urzędów. Więc jedną – defensywną – kwestią jest to, kiedy ktoś na poziomie zupełnie minimalnie koniecznym korumpuje kontrolera, który przyszedł mu rozwalić biznes, ale zadowoli się groszem i zostawi go w spokoju. A zupełnie inną rzeczą jest ktoś, kto idzie do polityka i płaci mu, żeby ten dał mu publiczne zlecenie albo sprywatyzował pod niego firmę.
Jednak w organizacjach biznesowych pokazywał się pan razem z największymi, czyli z owymi ofensywnymi biznesmenami.
Miałem kontakty, chciałem być w tej elicie, to mi imponowało. Ale jednocześnie rozróżniałem tych, którzy byli aktywni, kupowali kontrakty od polityków. I mnie zawsze bardziej interesowali tacy, którzy szli z dołu, wypromowali się na jakimś własnym biznesowym pomyśle.
Fragmenty pochodzą z książki „Ja, Palikot. Z Januszem Palikotem rozmawia Cezary Michalski”, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: maurycy z IP: 77.115.114.* (2010-03-20 07:52)
"Od teścia dostałem w 1989 r. 1000 dolarów, które wtedy były bardzo cenne. Ale w 1991 r. okazuje się, że mogę inwestować dziesiątki milionów złotych własnego kapitału. Taki to był przeskok."
Nie byłbym prawdziwym nieudacznikiem i zawistnikiem, gdybym nie przypomniał że te lata dla niektórych to był prawdziwy gwiezdny czas w biznesie. Właściciele PRLu stawali się właścielami biznesu przejmowanego od firm państwowych oraz ich lewego kapitału zwiazanego z operacjami ówczesnych służb specjalnych. W przypadku Palikota to mogła być konkretnie Baltona - jak sam przyznaje. Tylko mechanizm jego wzlotu na wysoką orbitę w tak krótkim czasie był inny - niz nam to próbuje wcisnąć. Sądzę, że Palikot to był typowy "słup".
Czyż nie tłumaczy to jego ciągot do SLD i kombinacji operacyjnej (tfu - personalnej) z K. jako kandydatem na kandydata uwiedzionego czarem patriotów od Dukaczewskiego.
2: bulba - niech żyje nowy król z IP: 79.191.91.* (2010-03-20 12:00)
Cięzką pracą !
3: demo z IP: 89.73.15.* (2010-03-20 18:06)
maurycy
zdominowało Cię zachwianie równowagi psychicznej zbadaj się, coś mi się wydaje ze twój twardy dysk posiłkuje się trojanem
4: MB z IP: 79.162.158.* (2010-03-20 18:06)
Też byłabym dzisiaj milionerem, gdyby mnie nie okradł Balcerowicz, największy kombinator, geszefciarz w dziejach państwa Polskiego. Miałabym dzisiaj własne spółdzielcze mieszkanie, na które odkładałam wszystkie swoje oszczędności przez kilka lat, a on ludzi wykiwał, a ja zastałam przez niego bez własnego mieszkania. Komuś sfinansowali mieszkanie z moich pieniędzy. Dzisiaj złodzieje do tej pory udają, że nic się nie stało. Moja krzywda bokiem złodziejom wyjdzie.
5: gru z IP: 83.12.43.* (2010-03-20 19:26)
Panie Palikot niech pan nie pier... miałem firmę tych samych branży a nawet lepszą - pewnego dnia mafiosi z którymi nie miałem zadnych powiązań i zobowiązań złożyli propozycje nie do odrzucenia " Od dzisiaj wszystkie faktury na włoskie wina przez nas" . Ponieważ mojemu koledze złożono wczesniej podobną a gdy odmówił to "zniknął" prawdopodobnie zamordowany pod Cieszynem (handlował włoskimi winami) - no to ja zlikwidowałem wszystkie interesy i przeszedłem na zasiłek. "Interesa" przejeli tacy jak pan.
6: Helikopter z IP: 95.40.224.* (2010-03-21 15:35)
Środowisko liberałów w latach 90-tych mówiło że pierwszy milion trzeba ukraść i tak tez zrobiło gorzej że na tym nie poprzestali i tak im się to spodobało że dalej kradną vide Beata S., Zbychu, Marcin R., i inni i nie mogą wyjść z tego nałogu.

Tomasz Jodłowiec, Kamil Glik i Michał Kucharczyk nie zagrają w mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Selekcjoner Franciszek Smuda zredukował listę powołanych piłkarzy do 23 nazwisk.