W opublikowanym wczoraj oświadczeniu dyrektor gabinetu ministra Radosława Sikorskiego Piotr Paszkowski uznał, że „podjęcie pracy w gabinecie politycznym nie jest boczną furtką w przystąpieniu do służby zagranicznej”. Kumoterstwa nie dostrzega również CBA.

– W tym przypadku nie doszło do złamania prawa. Nie jestem zaś kompetentny do oceny moralnej lub etycznej tej sprawy – mówi Jacek Dobrzyński, rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Sprawą nie zainteresowała się również pełnomocnik premiera ds. walki z korupcją Julia Pitera. CBA niedawno rozesłało do urzędów państwowych „Poradnik antykorupcyjny dla urzędników”. W punkcie 3.2.1 definiuje on jako „niekaralne formy korupcji” nepotyzm i kumoterstwo. Pierwsza z tych praktyk oznacza „nadużywanie zajmowanego stanowiska poprzez protegowanie krewnych”. Zdaniem autorów podręcznika „kumoterstwo to faworyzowanie oparte nie na pokrewieństwie, ale na powiązaniach towarzyskich”.

– Na swojej oficjalnej stronie internetowej MSZ samo przyznaje, że pani Rostowska nie miała do tej pory żadnego doświadczenia zawodowego. W tej sytuacji minister Sikorski powinien wytłumaczyć, po co mu taki doradca – zwraca uwagę były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal. Ekspert z Fundacji Batorego, z którym rozmawialiśmy, podkreśla, że awans Rostowskiej nie łamie prawa, ale jest zaprzeczeniem europejskich standardów funkcjonowania administracji centralnej.

– Okoliczności nominacji pani Rostowskiej mogą rodzić przypuszczenie, że została ona mianowania do gabinetu politycznego tylko po to, aby ominąć tryb konkursowy – mówi „DGP” radca prawny programu przeciwdziałania korupcji w Fundacji Batorego Anna Wojciechowska. – Gabinet polityczny nie jest miejscem, gdzie powinny być zatrudniane osoby do pełnienia funkcji technicznych jak obsługa językowa ministra. Do tego są powołane specjalne służby tłumaczy. Omijanie formalnych procedur naboru, nawet jeśli nie oznacza łamania prawa, wywołuje podejrzenia o nepotyzm – dodaje.