zaloguj się do e-DGP
statystyki

Liliana Sonik: parytety to dyskryminacja

skomentuj

Parytety to dyskryminacja, bo wprowadzają kategoryzację zamiast kryterium merytorycznego - uważa Liliana Sonik, publicystka, działaczka opozycji antykomunistycznej, przeciwniczka ustawy parytetowej.

Publikacja: 18 lutego 2010, 07:15 Aktualizacja: 18 lutego 2010, 07:38

W czwartek w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o parytetach. Gwarantuje on kobietom co najmniej 50-procentową obecność na listach wyborczych. Zdaniem Sonik, która poparła opublikowany pod koniec ub.r. list otwarty ludzi nauki i dziennikarzy przeciwko parytetom, wprowadzenie tej ustawy będzie oznaczało regres demokracji.

Dlaczego jest pani przeciwna ustawie parytetowej?

Liliana Sonik: Przez wiele lat walczyliśmy, by człowiek był podmiotem prawa i wreszcie to wywalczyliśmy. Przez wprowadzenie demokracji parytetowej cofniemy się znowu do sytuacji, gdy podmiotem prawa stają się grupy. Mieliśmy już demokrację szlachecką, demokrację, która nie uwzględniała kobiet, demokrację ludową - to wszystko się nie sprawdza. Każde rozróżnienie mści się bardzo gorzko.

Czy parytety można więc przewrotnie rozumieć jako dyskryminację?

L.S.: Tak, bo wprowadzanie kategoryzacji zamiast kryterium indywidualnej zasługi czy kryterium merytoryczności - to dyskryminacja.

Parytety obowiązują jednak w wielu krajach europejskich, np. we Francji.

L.S.: Rzeczywiście obowiązują w niektórych krajach, ale dotyczy to głównie tych państw, w których historycznie kobiety nie były aktywne. We Francji efekty obowiązywania parytetów są znikome albo ich nie ma, bo wszystkie partie - od lewicy do prawicy - wolą płacić kary (dostawać mniejsze dotacje) niż realizować tę zasadę. We Francji bardzo wiele feministek opowiedziało się przeciwko parytetom. Kobiety nie są specjalnie zainteresowane polityką. W życiu polityka, który poważnie traktuje swoje zadania, nie ma sobót i niedziel czy regularnych wolnych wieczorów. To jest po prostu niezwykle pracochłonne zajęcie. Kobiety wolą być bliżej swoich rodzin. Angażują się w politykę wtedy, gdy nie koliduje to z ich obowiązkami domowymi i życiem rodzinnym. Widać to w samorządach, gdzie jest ich mnóstwo wśród sołtysek, wójtów. Polityka samorządowa przyciąga kobiety, bo jest tam większa decyzyjność, jest mniej gry politycznej. Kobiety są bardzo konkretne i na tych niskich poziomach polityki, które często niesłusznie otoczone są pogardą, są i się realizują.

Jednak jest sporo kobiet, które chciałyby zostać posłankami czy senatorami i nie mogą, bo nie trafiają na listy.

L.S.: Ale bez tego lewarka parytetowego poradziły sobie i Hanna Suchocka, i Zyta Gilowska, i Margaret Thatcher, i Angela Merkel, a także wiele innych kobiet. Kobiety dostają się do polityki, nie musimy tego przyspieszać. Kobiety nie są w gorszej pozycji w tym zakresie niż np. ludzie starsi. Jeśli parytet zostanie wprowadzony, może uruchomić się lawina: skoro kobiety mają dysponować taką protezą, to dlaczego prawa do niej nie mają ludzie starsi albo niepełnosprawni czy inne grupy narodowościowe i społeczne?

Czy pani zdaniem wystarczyłyby deklaracje partii o liczbie kobiet na listach?

L.S.: Nie mam nic przeciwko swobodnym deklaracjom poszczególnych partii co do liczby kobiet na listach. To nie rujnuje prawa, tu nadal podmiotem prawa jest człowiek. Całe nasze prawo, i słusznie, oparte jest na prawach człowieka, czyli na prawach jednostki, a nie na prawach grup.

Rozmawiała: Katarzyna Rumowska


Komentarze: 3

  • 1: kasia z IP: 77.255.39.* (2010-05-05 09:43)

    Ta pani Sonik nie ma racji. Od wielu lat jest pod wpływem krzywd, które chyba pochodzą od jej przyjaciól i przenosi swoje frustracje na innych.
    Nie powinno pytac sie publicznie o ważne sprawy takich ludzi jak ona a tym bardziej nie powinna zajmować żadnych ważnych stanowisk ( niestety zajumuje).
    Mam 36 lat i nie chcę zyc z obsesjami p. Sonik.

  • 2: studenta UJ z IP: 77.255.39.* (2010-05-05 09:47)

    Tej pani cos sie pomyliło. Mamy dwa rodzaje: kobiety i mężczyźni a nie kobiety, mężczyźni, osoby niepełnosprawne, osoby starsze...
    Żałosne sa te dewagacje p. Sonik. jej mąż jest eurodeputowanym PO, ona jako zasłuzona działacza pracuje w TVP - i prosze za pieniądze publiczne wciskaja taki kit.

    Nie jest pani w tym miejsu, bo jest pani genialna, tylko bo jest pani była działaczką. A nam chodzi o kompetencje. \Prawda, że trudno odnieśc to do siebie?

  • 3: studentka z IP: 83.6.70.* (2010-07-03 00:14)

    Po postawie pani Sonik widać, że kobiety nie są solidarne. Pani Sonik najwyraźniej nie wie, że trzeba wyciągnąć rękę do grupy społecznej która od wieków była dyskryminowana. Niektóre partie w europie wycofują parytety po kilku latach, bo nie są już potrzebne, mentalność społeczna się zmieniła właśnie dzięki parytetom.
    Gratuluje szowinizmu przeciwko własnej płci.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Galerie zdjęć

Po godzinach - serwis w wolnej chwili

Zapisz się na bezpłatny newsletter