We wtorek rząd zajął się założeniami do projektu ustawy o grach liczbowych i hazardowych. Premier Donald Tusk powiedział, że rząd opowiada się za całkowitym zakazem prowadzenia biznesu związanego z automatami o niskich wygranych poza kasynami. Jak mówił, w ciągu pięciu lat hazard tego typu powinien zniknąć w stu procentach. Zakazane miałyby być także wideoloterie.

Rząd chce też kategorycznego zakazu reklam hazardu i podmiotów organizujących gry hazardowe. Wprowadzony ma być zakaz gier w internecie.

Wiceszefowa komisji finansów publicznych Krystyna Skowrońska (PO) jest zdania, że rozwiązania proponowane przez rząd będą na tyle skuteczne, aby certyfikować miejsca, gdzie prowadzony jest hazard i by dostęp do nich mieli tylko dorośli.

Zwróciła uwagę, że łatwy dostęp do gier hazardowych powodował szybki rozwój tego sektora. Podmioty, które zajmowały się tą branżą "mówiły o niskiej przychodowości, a dynamiczny rozwój wskazywał na coś przeciwnego" - podkreśliła.

Jak zaznaczyła, nie ma branży, w której nie tworzyłaby się "jakaś szara strefa", ale - mówiła posłanka PO - "do tego jest aparat skarbowy i inne służby, aby sobie z tym poradzić".

"To co przez dwa lata odwlekał Chlebowski, rząd w ustawie chce odwlec o kolejnych pięć lat"

Adam Hofman (PiS) chwali propozycje rządu w kwestii ustawy hazardowej, ale jego zdaniem to tylko zapowiedzi i nie wiadomo co naprawdę znajdzie się w projekcie, który ostatecznie trafi do Sejmu. "Donald Tusk, zapowiadał już wiele ciekawych rzeczy, które później miały się nijak do rzeczywistości" - ocenił.

Zdaniem posła PiS, dobre są propozycje zmierzające do uszczelnienia systemu kontroli wieku osób korzystających z hazardu, jak i delegalizacji części branży hazardowej.

"Zdelegalizowanie dużej części branży hazardowej, która jest obecnie poza kontrolą jest ładnym i pięknym hasłem. Pytanie tylko jak to zrealizować, żeby nie powstała gigantyczna szara strefa i organizacje przestępcze nie hulały sobie w kwestiach hazardu" - powiedział PAP Hofman.

Poseł stwierdził też, że jeśli cały hazard zostanie przeniesiony do kasyn zyska na tym przede wszystkim Ryszard Sobiesiak - biznesmen, którego nazwisko pojawia się w materiałach CBA dotyczących tzw. afery hazardowej. "A to, co mu obiecywał Zbigniew Chlebowski: na 90 procent Rychu załatwimy, w tej chwili będzie załatwione w ustawie, w świetle prawa" - dodał.

Hofman krytykuje to, że proces delegalizacji automatów o niskich wygranych ma trwać aż 5 lat. "To dla nas za długi okres. Dlaczego daty delegalizacji nie można wyznaczyć na przykład na rok 2011. To co przez dwa lata odwlekał Chlebowski, rząd w ustawie chce odwlec o kolejnych pięć lat" - powiedział.

"Pytanie tylko, czy państwo podejmuje się wyzwania, aby kontrolować ten proceder i wpływać na jego jakość"

Również w opinii Bartosza Arłukowicza (Lewica), rzecz nie polega na tym, żeby hazardu nie było, bo - jak mówił - "hazard był, jest i będzie". "Pytanie tylko, czy państwo podejmuje się wyzwania, aby kontrolować ten proceder i wpływać na jego jakość" - dodał. Zdaniem posła Lewicy, jeśli weszłyby w życie propozycje przedstawione przez premiera, oznaczałoby to, że państwo "umywa ręce", a "hazard schodzi do podziemia".

"Każdy radykalizm przynosi gorsze skutki niż rozsądne podejście (...) należy pracować nad ustawą, w której ściśle się mówi jak, gdzie i kiedy można brać udział w tym procederze" - dodał Arłukowicz. Jak podkreślił, to nie jest tak, że "jeśli powiemy pewnego dnia, że hazardu w Polsce nie ma, to go nie będzie".

Według szefa klubu PSL Stanisława Żelichowskiego, z jednej strony pomysły rządowe są słuszne, bo obecnie jest bardzo wiele uzależnionych osób, które często wydają ostatnie pieniądze na gry. Z drugiej strony - jak mówił - ma wątpliwości, czy likwidacji wszystkich automatów o niskiej wygranej i salonów gier nie jest zbyt radykalna.

Jego zdaniem, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że hazard mógłby się przenieść do szarej strefy. "Ludzie, którzy są uzależnieni i tak znajdą sposób by dalej grać. Mogą pojawić się nielegalne miejsca, ale pomimo wszystko warto przyjrzeć się propozycjom premiera" - mówił.

Idea jest słuszna, dlatego - jak zaznaczył - gdy projekt trafi do Sejmu, klub PSL zleci swoim ekspertom przeanalizowanie poszczególnych zapisów i to jak przekładają się one na kwestie finansowe. Podkreślił, że nie może być tak, iż w każdym wiejskim kiosku jest automat do gry, gdzie pieniądze wydają osoby, którym nie starcza na chleb.