statystyki

Rigamonti: Dorosnąć do śmierci

autor: Magdalena Rigamonti11.03.2016, 06:33; Aktualizacja: 11.03.2016, 09:27
Rigamonti: Dorosnąć do śmierci

Rigamonti: Dorosnąć do śmierciźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wiedziałam, że dwóch oddzielnych pogrzebów nie przeżyję. Zresztą żadnego pogrzebu już nie przeżyję, kolejnego bólu nie zniosę. Dobrze mi zrobiła ta rozmowa z panią. Te łzy też są dobre. Pani te łzy też nagrała

reklama


reklama


Najpierw w życiu Marzeny był Andrzej. Pierwszy chłopak, pierwsza miłość, pierwszy mąż. Żołnierz. Zginął na wojnie w Iraku w 2004 r. Została sama z synami, 3,5-letnim Patrykiem i kilkumiesięcznym Erykiem.

Potem po latach pojawił się Michał. Pokochała go. On ją. I jeszcze synów jak swoich pokochał. Zaczęli nawet mówić do niego „tato”. Starszy Patryk długo się z tym zbierał. W czerwcu 2014 r. pierwszy raz „tato” powiedział do Michała. Ale w lipcu już Michała nie było. Zginął na miejscu. Wypadek samochodowy, zderzenie czołowe. Wiózł Eryka z obozu harcerskiego. Eryk żył jeszcze trzy dni po wypadku, a lekarze dawali mu trzy procent szans na przeżycie, prawie nic. Ale jednak. Ale nic, ale jednak. Marzena tych trzech procent trzymała się przez trzy dni. Patryk lubi, kiedy brat mu się śni.

Baliśmy się jechać. I ja, i Maksymilian. Nie, nie dlatego, że jesteśmy małżeństwem, mamy dwoje dzieci i że wszystko OK, i że ona kiedyś też była szczęśliwą żoną i mamą i wszystko było OK, ale dlatego, że nie damy rady, że nie wytrzymamy tego smutku, tego cierpienia. I chyba przez to spóźniliśmy się ze trzy godziny. Jechaliśmy tą samą trasą co Michał i Eryk. Marzena prosiła, żeby ostrożnie, że poczeka, że życie najważniejsze.

Jesteśmy. Uśmiechnięta. Patryk podaje rękę, spuszcza wzrok i znika w swoim pokoju. Jest Julka, dwuletnia córeczka Marzeny i Michała, śpi teraz, jest tata Michała, dziadek Julki. Remontuje pokój po Eryku.

Marzena: Już ponad rok minął, już doszłam do wniosku, że można. Tam będzie mój gabinet, pracownia taka. Na razie jest w pokoju Julki, bo Julka śpi ze mną. Może pani zajrzeć.

Uchyla drzwi. Na małżeńskim łożu maleńka śliczna dziewczynka.

Marzena: Pewnie jak będzie miała swój pokój, to i tak będzie ze mną spała. Nie, nie martwię się, że dziecko rozpieszczam. Gdyby Eryk był, też bym rozpieszczała. Chłopcy mieli osobne pokoje, ale i tak razem spali, w jednym łóżku, Eryk u Patryka. Kiedy się pokłócili, pobili, to mówiłam: za karę będziecie spali w osobnych pokojach, każdy w swoim łóżku. I szli do tych swoich łóżek, ale już po chwili słychać było, jak się drzwi otwierają, tup, tup, tup, i wiedziałam, że Eryk maszeruje do Patryka. Jak umarł, to wszyscy razem spaliśmy, ja, Patryk i Julka. Ciasno było, ale Patryk nie chciał spać sam.

Pokazuje zastępczy gabinet. Pełno w nim pluszaków, pieluszek, gąbeczek, oliwek, miseczek, smoczków, kocyków, ubranek. Wszystko dla noworodków. Opowiada, jak kilka tygodni przed urodzeniem Julki założyła z Michałem firmę. On sprawdzał statystyki, badał rynek, a ona szła na żywioł. Kupowała te wszystkie pieluszki, akcesoria, zabawki i trenowała. Pieluszkowe torty, dziecięce wyprawki wychodziły coraz lepiej. Zaczęli się ogłaszać w internecie, zamówień było coraz więcej.

Marzena: Tuż przed jego śmiercią to prawie się nie wyrabialiśmy z produkcją. A przecież firmę prowadziliśmy tylko cztery miesiące. Umarł na miejscu, miał tyle obrażeń, że ratunku nie było. Przez miesiąc nie pracowałam. Potem rzuciłam się w wir pracy, chodzi o to, żeby się męczyć, żeby nie myśleć. Już dwa tysiące tych tortów zrobiłam. I malutkich, i ogromnych. Nie potrafię usiedzieć. Jak tylko usiądę, skupię myśli, to zaczynają przychodzić wspomnienia, zaczynam się rozklejać. Mam 35 lat, miałam 24 lata, kiedy Andrzej zginął, 34, kiedy Michał i mój dziesięcioletni syn Eryk. Czuję się tak, jakbym przeżyła już całe życie. Teraz jestem zamrożona, nie rozkleję się, nie rozpuszczę, możemy rozmawiać. Dzieci w domu, muszę trzymać pion, działalność prowadzić, zarabiać coś.

Patrzę na jej uśmiech, słucham ciepłego, delikatnego głosu i czekam, aż spojrzy mi w oczy, aż się skupi, skoncentruje. Patrzy. Nie wiem, co w tych oczach jest, czarne takie, szkliste, jakby cały czas załzawione, puste.

Marzena: Tu zawsze było dużo ludzi. Była pełna rodzina. Dzieci, my, teraz zostaliśmy sami, z Patrykiem i małą Julką. On stara się być mężczyzną. Muszę go stopować, bo jeszcze dziecko, jeszcze chłopiec. Widzi, że Julka ma katar, to już mi każe do lekarza dzwonić, umawiać małą na wizytę. Julka poszła do żłobka, po trzech dniach już była chora, znowu na trzy dni i znowu chora, i tak w kółko. Ja się denerwuję, kiedy Julka choruje... W ogóle boję się o dzieci. Julka jeszcze sobie nie zdaje sprawy, co tu się, w tej naszej rodzinie, stało. Tak jak Eryk nie wiedział, że jego tata zginął. Był malutki. Patryk już rozumiał więcej.

Kiedy miał ponad trzy lata, powiedziała mu, że ludzie czasami umierają, czasami ze starości, czasami z powodu choroby. O wypadkach, o wybuchach nic nie mówiła. Raczej o tym, że Bóg chce ich mieć u siebie, ma dla nich jakieś zadania. Zabiera ich i stają się aniołkami. Mieszkają w niebie i czuwają nad bliskimi. I przyszli żołnierze i powiedzieli, że jego tata nie żyje. Nie był ani stary, ani chory. Miał 26 lat. Został po prostu zabity. Marzena płakała. Patryk pytał, dlaczego płacze, wytłumaczyła, że teraz tata jest takim aniołkiem i nad nimi czuwa. Płakał, ale nie zadawał więcej pytań. Pojawiły się później. Kiedy w przedszkolu zauważył, że nie tylko mamy przyprowadzają swoje dzieci. Kiedy ojcowie grali z synami w piłkę przed blokiem. Wtedy coś zaczęło nie pasować. Chciał, żeby mama bilet kupiła do nieba i przywiozła tatę z powrotem. Nie kupiła, to się obraził. I stwierdził, że sam sobie poradzi, że jak dorośnie, to zostanie pilotem i poleci do nieba po tatę. Za blokiem chciał budować lotnisko, tam miał postawić swój samolot. Bardzo tęsknił za tatą. Płakał, codziennie wieczorem prosił mamę, żeby mu opowiadała, dlaczego tata pojechał do Iraku. Nie chciał żadnych bajek, tylko o tacie. Mówiła, że tata bardzo ich kochał, ale był żołnierzem i musiał jechać, żeby być ze swoimi kolegami żołnierzami.


Pozostało jeszcze 73% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

  • Dorosnąć do śmierci...(2016-03-11 10:15) Odpowiedz 12

    może egzaminy będą. Filozofka chałupnicza, `wa. Fszystko* na sprzedaż, co?

  • Marzena (2016-03-11 19:37) Odpowiedz 10

    Przytulam ❤

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama