statystyki

Brakuje pieniędzy na start e-alarmów powodziowych

autor: Sylwia Czubkowska16.02.2016, 07:42; Aktualizacja: 16.02.2016, 10:18
KZGW, twierdząc, że wina jest po stronie wykonawcy, nakłada na niego kolejne kary. Do tej pory 1,28 mln zł za łącznie 253 dni opóźnienia.

KZGW, twierdząc, że wina jest po stronie wykonawcy, nakłada na niego kolejne kary. Do tej pory 1,28 mln zł za łącznie 253 dni opóźnienia.źródło: ShutterStock

Lepiej, aby tej wiosny nie było mocnych opadów, bo internetowego systemu ostrzegawczego wciąż nie ma.

reklama


reklama


 „Informatyczny System Osłony Kraju zacznie działać w 2015 r., ale mapy zagrożenia mają być gotowe pod koniec przyszłego roku” – tak zapewniano w 2012 r. Właśnie okazało się, że systemu nie tylko nie uruchomiono w 2015 r., ale co więcej – opóźnienia w budowie tego finansowanego z dotacji unijnych systemu są tak duże, że Komisji Europejskiej trzeba było go zgłosić jako „niefunkcjonujący” i zgodzić się, że jego dokończenie pokryjemy już z pieniędzy krajowych, a nie unijnych.

A mogło być tak pięknie. ISOK pomyślano jako specjalną aplikację, która będzie ostrzegać m.in. przed powodziami lub zagrożeniami dla energetyki. Dzięki niej każdy zainteresowany miał dowiedzieć się, czy nie mieszka na terenie zagrożonym powodzią lub narażonym na inne klęski żywiołowe. Decyzja, że taki system jest nam niezbędny, zapadła po powodzi z 2010 r., w wyniku której straty oszacowano na 13 mld zł.

Tyle że systemu nie ma, choć na jego powstanie wydano już całą zaplanowaną kwotę, czyli ponad 290 mln zł. – Niestety od początku popełniono wiele karygodnych błędów. Podstawowym było niechlujne przygotowanie map terenów zagrożonych, które okazały się pełne błędów. To dotknęło głównie obszary nadmorskie i górskie, którym błędnie wykazano ogromne zagrożenia powodziowe, choć w rzeczywistości sytuacja nie jest aż tak poważna – ocenia prof. Piotr Kowalczak z PAN, ekspert ds. hydrologii i gospodarki wodnej. Efektem takich bardzo rygorystycznych map było zobowiązanie wielu samorządów do wprowadzenia ograniczeń w rozbudowach, w tworzeniu planów zagospodarowania przestrzennego i nawet do ewentualnego wypłacania odszkodowań, gdyby tereny inwestorskie znalazły się na obszarach zalewowych. Taka sytuacja dotknęła m.in. Terespol. – Zgodnie z mapami przygotowanymi dla ISOK aż 80 proc. naszego miasta zakwalifikowano jako teren zalewowy. To kuriozum – oburza się Józef Paderewski, sekretarz miasta. – To całkiem wstrzymałoby rozwój. A dowodem na to, że mapy są błędne, jest choćby to, że pojawiła się na nich wyspa, która leży na terenie Białorusi – dodaje Paderewski. Podobne nieścisłości spowodowały liczne protesty ze strony samorządów.


Pozostało jeszcze 79% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama