Pozornie uporządkowany świat Dalekiego Wschodu ma jednak swoje problemy. W Kioto jako współorganizator konferencji polityczno-naukowej, wśród uczestników której byli m.in. premierzy Japonii, Francji i Sri Lanki, wicepremier Rosji i 20 wysokich rangą przedstawicieli innych państw, a po stronie naukowej 10 noblistów i 40 szefów instytucji badawczych z całego świata, miałem okazję odbyć w małej grupie długą rozmowę z premierem Shinzo Abem.

Czytając o niestabilności rządów, słabnącym jenie i sporach terytorialnych z sąsiadami, niezmiernie ciekawe było oczywiście poznanie stanowiska japońskich władz. Rządowa perspektywa okazała się zupełnie inna, a najczęściej używanym w rozmowie terminem było odrodzenie polityczne Japonii. Problemów nie ukrywano, ale głównym wątkiem były reformy dotyczące bezpieczeństwa państwa oraz uczestnictwo w uzgodnionym właśnie przez 12 państw Partnerstwie Transpacyficznym (TPP). Myślą przewodnią był zamiar uczynienia z Japonii kraju bezpieczniejszego, bardziej konkurencyjnego i bardziej aktywnego na arenie międzynarodowej.

Nowa polityka bezpieczeństwa to konsekwencja licznych konfliktów międzynarodowych, ale przede wszystkim efekt obaw przed rosnącą potęgą Chin. Niespecjalnie to dziwi; jeszcze dekadę temu Państwo Środka wydawało na zbrojenia mniej niż pacyfistycznie nastawiona Japonia. Dziś jest to więcej niż Japonia, Francja i Wielka Brytania razem wzięte. Kluczowe znaczenie mają przy tym skomplikowane spory dotyczące Morza Południowochińskiego i przynależności znajdujących się na nim wysp. Konflikty dotyczą wielu państw, ale praktycznie we wszystkich jedną ze stron są Chiny. Charakterystyczna jest także konsekwentna polityka zbliżenia Japonii z Indiami, też obawiającymi się Pekinu.

W obliczu powstałej sytuacji, mimo że Japonia ma w konstytucji zapisany pacyfizm, rząd powołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego i zwiększył wydatki na obronę. Nie wszystkim się to podoba. Wielkim zadaniem rządu jest przekonanie społeczeństwa o konieczności tak zasadniczej zmiany w polityce, nazywanej przez samego Abego czynnym pacyfizmem. W tym dziele pomaga rządowi to, że podobne działania widać także w szybko zbrojącym się Wietnamie czy na Filipinach. Z drugiej strony oburzenie w Korei Płd. i Chinach budzi powstrzymywanie się rządu Japonii przed artykulacją żalu za winy wobec obywateli tych krajów popełnione w okresie II wojny światowej.

Kontynent azjatycki na naszych oczach ulega zasadniczemu przeobrażeniu. Od zakończenia wojny panowała tu niepisana zgoda na popieranie integracji gospodarczej i unikanie rywalizacji politycznej. Taka polityka była kluczowym elementem rozwoju gospodarek i eliminacji powszechnej tam niegdyś biedy. Dzisiaj widać jasno, że takie postępowanie to już przeszłość. Nowa polityka gospodarcza Japonii spotyka się ze zróżnicowanymi opiniami. Sam premier określił jej istotę mianem „trzech nowych strzał”, na co składają się luzowanie polityki pieniężnej mające zapobiec deflacji, stymulacja fiskalna i daleko idące reformy strukturalne.

Deklaracje te są odpowiedzią na kłopoty, czyli niski wzrost gospodarczy i zagrożenia demograficzne. Redukcja olbrzymiego zadłużenia przegrywa najwyraźniej z troską o dalszy wzrost PKB, zaś znaczące zwiększenie pomocy dla rodzin ma zapobiec spadkowi populacji poniżej 100 mln (ekstrapolacja dzisiejszych trendów wskazuje, że obecna liczba 127 mln mieszkańców zmniejszy się do 2060 r. do 87 mln). Dobrą wiadomością jest natomiast poziom bezrobocia, który od momentu objęcia rządów przez Abego trzy lata temu spadł do godnego pozazdroszczenia poziomu 3,4 proc.

Ciekawym tematem było też podpisanie TPP przez 12 państw leżących po obu stronach oceanu i mających 40-proc. wkład do światowej gospodarki. Intensywne i skomplikowane negocjacje trwały ponad pięć lat. Pakt podpisały USA, Kanada, Meksyk, Peru i Chile po stronie amerykańskiej, Japonia, Malezja, Singapur, Brunei i Wietnam po stronie azjatyckiej, a także Australia i Nowa Zelandia. Chęć dołączenia do paktu wyraziły także Korea Płd., Filipiny i parę państw Ameryki Płd., a najciekawszym aspektem jest brak Chin. Najczęstsze komentarze traktują TPP jako dowód na definitywny zwrot polityki amerykańskiej w kierunku Azji oraz możliwość przyspieszenia wzrostu państw sygnatariuszy.

Z drugiej strony podnoszone są trudności we wdrażaniu porozumienia. Musi być ono przyjęte przez parlamenty wszystkich krajów, a sceptycznych głosów dotyczących szczegółów uregulowań nie brakuje. Wiele z nich dotyczy utajnienia negocjacji i domniemanych preferencji w pakcie dla wielkich korporacji, a także uregulowań w zakresie ochrony własności intelektualnej, według krytyków mogących szkodzić innowacyjności krajów rozwijających się. Jeśli coś nam to przypomina, to słusznie. Mamy tu do czynienia z analogią do Transatlantyckiego Paktu w Dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP), negocjowanego przez UE i USA. Zachęcałbym negocjatorów do zapoznania się z historią rokowań w sprawie TPP. Analiza trudności i nadziei wyrażanych w czasie tamtych rozmów byłaby istotną wskazówką w dalszych pracach nad TTIP.

Ciekawym momentem mojego pobytu było ogłoszenie laureatów Nagrody Nobla, wśród których było aż dwóch Japończyków. Jeden z nich zresztą brał udział we wspomnianej wyżej konferencji, co dało asumpt do wypicia paru kieliszków szampana. Byłem pod wielkim wrażeniem decyzji Komitetu Noblowskiego. Jednym z najciekawszych moich doświadczeń zebranych 20 lat temu w czasie pracy na najbardziej prestiżowym japońskim uniwersytecie w Tokio była panująca tam atmosfera preferowania badań stosowanych mających potencjał rynkowego wdrożenia kosztem prowadzenia badań podstawowych, uważanych za domenę krajów Zachodu.

Umiejętne przekształcanie osiągnięć nauki innych krajów w innowacyjne rozwiązania w przemyśle elektronicznym i samochodowym przez całe dekady zapewniało Japonii olbrzymie sukcesy. Niedawne Noble świadczą o zmianie tego nastawienia i uznaniu badań podstawowych za niezbędny element nowoczesnej strategii rozwoju kraju. To z pewnością ciekawa lekcja dla innych, nie wyłączając Polski.

Kolejnym tematem moich rozmów była oczywiście energetyka jądrowa. Polityczne i technologiczne wyzwania stojące przed japońską energetyką po katastrofie w Fukushimie są kolosalne. Mimo tragicznych doświadczeń z bombami atomowymi, które pochłonęły życie ponad 100 tys. ludzi, Japonia już w latach 60. zdecydowała się na rozwój energetyki jądrowej. Ponad 50 reaktorów do 2011 r. zaspokajało ponad 30 proc. potrzeb w zakresie prądu. Tsunami zmieniło tę sytuację. Nastroje społeczne wymusiły unieruchomienie systemu i miały implikacje polityczne. Dzisiaj sytuacja wraca do normy, a przekonującym argumentem stało się to, że sama awaria reaktora nie spowodowała śmierci ani jednej osoby. Po dokładnej ocenie systemów bezpieczeństwa uruchamiane mają być kolejne reaktory. 47 z nich nadaje się do ponownego uruchomienia, 24 podlega końcowej inspekcji, a dwa rozpoczęły pracę.

W trakcie tej wizyty umocniłem się w przekonaniu o potędze japońskiej gospodarki i znaczeniu, jakie dla jej przyszłości ma ugruntowana kultura wzajemnego szacunku i wiary w siłę wspólnoty, pracowitość i rozumienie wagi tradycji. Wiele z tych cech przydałoby się przenieść na nasz grunt. Ciągle nie chcę wierzyć, że to zadanie przekracza nasze możliwości.