Eksperci nie mają wątpliwości: to nie jest już cenna forma docenienia czyjejś pracy. To zwykłe rozdawnictwo.

MEN daje przykład

W Dniu Edukacji Narodowej, dawniej nazywanym Dniem Nauczyciela (14 października), medale trafiły do pedagogów, dyrektorów placówek, wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i wojewodów. Od lat liczba odznaczeń jest duża, w tym roku resort pobił jednak rekord. – W 2007 r. (w tamtym roku podobnie jak w tym były wybory – red.) przyznano 5101 medali Komisji Edukacji Narodowej, w ubiegłym – 5318. W tym roku trafił on do 5503 osób – informuje Joanna Dębęk, rzecznik prasowy MEN. Wyjaśnia, że najczęściej wnioski w tej sprawie składają kuratorzy oświaty, rektorzy szkół wyższych, związki zawodowe zrzeszające nauczycieli oraz organizacje i stowarzyszenia. Zaznacza, że wyróżnieniu nie towarzyszą dodatkowe gratyfikacje, jedyny koszt dla podatników to wydatki na wyprodukowanie odznaczeń – ok. 55 tys. zł.

– Jeśli w okresie przedwyborczym rośnie liczba przyznawanych medali, to budzi to niepokój, czy rzeczywiście wszyscy na nie zasłużyli. Również satysfakcja z tego, że jest się w wielotysięcznej grupie, jest mniejsza – komentuje prof. Edmund Wittbrodt, senator PO i były minister edukacji. Uważa, że pora skończyć z rozdawnictwem.

Podobnego zdania są samorządowcy.

– Okazuje się, niestety, że kalendarz wyborczy nie jest tu bez znaczenia – ocenia Marek Olszewski, wójt gminy Lubiczy, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP. – Nauczyciele ciągle podkreślają, że medale KEN mają dla nich ogromne znaczenie. A skoro tak, to proponowałby powściągliwość w ich przyznawaniu. Trafiać powinny tylko do tych, dla których byłyby ukoronowaniem kariery zawodowej – dodaje.

Z okazji święta edukacji dodatkowo 20 nauczycieli dyplomowanych uzyskało w tym roku tytuł honorowego profesora oświaty, z którym łączy się nagroda (6 pensji zasadniczych, ok. 19 tys. zł). Jest nadawany przez premiera. Ale pieniądze muszą znaleźć samorządy.

– Wielokrotnie apelowałem, aby minister finansów znalazł na to środki w budżecie. Niestety, bezskutecznie – przypomina Marek Olszewski.

Odznaczona cała armia

Zapał do odznaczania jest widoczny również w innych resortach. Szef MON pobił rekord w zeszłym roku: przyznał 9,3 tys. medali (w 2007 r. – 7 tys.), których produkcja kosztowała 160 tys. zł. W tym roku nagrodzonych jest na razie o 600 mniej. Ale są jeszcze ponad dwa miesiące.

– Największą grupę tych, którym nadano medal „Zasłużony dla obronności kraju”, tworzą żołnierze w czynnej służbie. Jednak wzrost udziału społeczeństwa w budowaniu systemu bezpieczeństwa państwa przełożył się automatycznie na większą liczbę beneficjentów, związanych z organizacjami proobronnymi – wyjaśnia płk Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON.

– Zakładając, że MON co roku będzie przyznawał żołnierzom zawodowym około 10 tys. medali, to po dziesięciu latach wszyscy będą w gronie szczęśliwców – komentuje major z WKU na Mazowszu.

Resort rolnictwa nie ujawnił nam liczby nagrodzonych medalem „Zasłużony dla rolnictwa”.

Aż prosi się o zmianę

– Przy odznaczeniach resortowych głównym kryterium jest staż pracy. A przecież pod uwagę powinny być brane także względy merytoryczne – podkreśla Marek Olszewski. Twierdzi, że trochę lepiej wygląda sprawa z odznaczeniami państwowymi i trudniej jest otrzymać np. Brązowy Krzyż Zasługi.

Profesor Edmund Wittbrodt przekonuje, że trzeba zagęścić sito przy medalach z ministerstw. – Jedynym lekiem na tę chorą sytuację jest wprowadzenie zmian do ustaw, które regulują kwestie nadawania poszczególnych medali. Można np. wprowadzić limity określające, że w ciągu roku można przyznać tysiąc lub mniej odznaczeń. Przynajmniej w jakiejś mierze ilość przejdzie w jakość – ocenia dr Stefan Płażek, ekspert od administracji państwowej z Uniwersytetu Jagiellońskiego. ©?

Zasady wyróżniania przez ministrów

Zasady wyróżniania przez ministrów

źródło: Dziennik Gazeta Prawna