Jak powiedział PAP krytyk filmowy Andrzej Bukowiecki, Karabasz był "jednym z najważniejszych współtwórców pierwszego ogniwa polskiej szkoły, czyli tzw. czarnej serii". "Była to seria krótkometrażowych filmów dokumentalnych, powstałych na pograniczu stalinizmu i odwilży październikowej, które - choć nadal nieco plakatowe, propagandowe - w dużym stopniu zmieniały +piękny+ obraz socrealizmu i stalinizmu" - przypomniał.

Bukowiecki podkreślił, że w kolejnych latach Karabasz - w duecie z Władysławem Ślesickim - nakręcili filmy pt. "Gdzie diabeł mówi dobranoc" i "Ludzie z pustego obszaru", dzięki którym "pokazali, że - pozostając nadal w obrębie +czarnego dokumentu+, ostrego społecznie - inaczej podchodzą do tematu, bardziej poetycko, spokojnie, refleksyjnie; zaznaczyli swoje indywidualności twórcze". "Potem Karabasz poszedł swoją własną drogą i stworzył +Muzykantów+, czyli jeden z najbardziej znanych i w Polsce, i na świecie filmów dokumentalnych, opowiadającej o próbie amatorskiej orkiestry tramwajarzy" - mówił krytyk.

Zdaniem Bukowieckiego, w tym obrazie "objawił się już cały Karabasz, czyli filmujący swoim - jak to nazwał - cierpliwym okiem, przyglądającym się życzliwie zwykłym ludziom, co wyprzedziło słynną czeską Nową Falę w filmie fabularnym". "Filmował nie królów, władców, dygnitarzy czy wielkich artystów, tylko zwykłych ludzi, w których odnajdywał pasję, ciepło, piękno" - ocenił.

Pytany o to, co pozostawił po sobie Karabasz, Bukowiecki wskazał na "głęboki humanizm oraz doskonałą formę, cechujące jego filmy, które powstawały w czasach, kiedy nie było kamer cyfrowych, pozwalających kręcić nieskończoną ilość materiału". "Musiały to być filmy jedno lub dwuaktowe, w związku z czym - aby uchwycić człowieka w odpowiednim momencie - trzeba było mieć to cierpliwe, ale bystre oko" - dodał.

Bukowiecki przypomniał, że mimo, iż Karabasz był przede wszystkim dokumentalistą, próbował swoich sił także jako twórca filmów fabularnych. Wśród przykładów wymienił obraz pt. "Cień już niedaleko", opowiadający o weteranach budowniczych Nowej Huty.

"Był to film fabularny, ale tak naprawdę - dokument zrobiony fabularnymi środkami. Sceny w których starzejący się aktorzy, z wielkim trudem wchodzą po schodach i dostają spazmatycznych ataków kaszlu, zasługują - pod względem reżyserii i prowadzenia aktorów - na najwyższe nagrody, może z Oscarem włącznie; to było coś zupełnie niesamowitego" - podkreślił krytyk.

Jak zaznaczył, wartym wspomnienia jest także mało znany, zaginiony obraz Karabasza z początków kariery, czyli "Warszawianki", o którym jego twórca mówił w jednym z ostatnich udzielonych wywiadów. "Składał się z kilku wypowiedzi, udzielonych do kamery przez kobiety, wśród których znalazła się pani, która przeżyła powstania warszawskie i taka, która jako pierwsza wróciła do stolicy po wojnie" - mówił Bukowiecki. W jego ocenie, jeśli film udałoby się odnaleźć, to wówczas "uda się dopisać do imponującej filmografii Karabasza ostatni, a w istocie pierwszy rozdział".

Zdaniem krytyka, dorobek Karabasza stanowi "trwałą wartość w tym sensie, że kolejne pokolenia młodych dokumentalistów mogą się na nim uczyć i wychowywać". "Niezależnie od tego, że sami często robią znakomite rzeczy, to mogą sami nie zdawać sobie sprawy, ile w tej świetności jest cienia Karabasza" - ocenił.(PAP)

autorka: Nadia Senkowska