statystyki

Konstytucyjne referendum prezydenta zabite w Senacie

autor: Grzegorz Osiecki26.07.2018, 07:28; Aktualizacja: 26.07.2018, 13:36
Senatorowie nie wykluczyli powrotu do debaty na temat referendum i zorganizowania go w innym terminie

Senatorowie nie wykluczyli powrotu do debaty na temat referendum i zorganizowania go w innym terminieźródło: PAP
autor zdjęcia: Jakub Kamiński

Tylko 10 senatorów poparło pomysł Andrzeja Dudy, 30 było przeciw, a 52 wstrzymało się od głosu

– Będę głosował przeciw referendum, ale nie przeciw prezydentowi, lecz z troski o pana prezydenta – deklarował z senackiej mównicy senator Waldemar Bonkowski, najlepiej oddając stosunek Prawa i Sprawiedliwości do pomysłu głowy państwa. Ostatecznie jednak nikt z tej partii nie oddał głosu przeciw.

By, wniosek prezydenta przeszedł wymagana jest bezwzględna większość, czyli ponad połowa izby musiała być za. Decydowała więc liczba głosów za. W przypadku tego typu głosowania wstrzymanie się od głosu ma identyczny skutek jak głos przeciw. Ostatecznie zagłosowało 92 senatorów, więc by wniosek przeszedł, potrzeba było 47 głosów, a było 10. Klub PO liczy w Senacie 30 senatorów a PiS-u 63, więc bez wsparcia PiS wniosek od początku nie miał szans.

Na osłodę Andrzej Duda usłyszał także takie słowa: – Chciałem podziękować prezydentowi za wywołanie debaty. Dostrzegamy wady czy niedoskonałości obecnej konstytucji. Debata, którą wywołał prezydent, jest potrzebna i ma na celu usprawnienie działania państwa. Wnioski z niej są oczywiste – podkreślał inny senator PiS Jan Maria Jackowski. Te „oczywiste wnioski” są dwa: pierwszy – dyskusja pokazała, że konstytucja powinna zostać zmieniona i należy się zastanowić, jak tego dokonać, drugi – jest możliwość kolejnego podejścia do pomysłu referendum, choć w innym terminie i przy zmienionych pytaniach. Senator Bonkowski mówił o zorganizowaniu plebiscytu w kolejnej kadencji, ale już Jan Żaryn proponował nieodległy termin 2–3 maja 2019 r. Na razie nie jest to oferta polityczna ze strony całego obozu dobrej zmiany.

Senacka debata uwypukliła wszystkie argumenty, jakie pojawiły się wcześniej ze strony krytyków prezydenckiego pomysłu.

Termin i możliwa niska frekwencja. 10 i 11 listopada jako termin referendum to zasadniczy powód krytyki. Z kilku powodów. Po pierwsze, głosowanie odbyłoby się po dwóch turach wyborów samorządowych, więc mimo że trwałoby dwa dni, byłoby spore ryzyko, że duża część Polaków nie miałaby ochoty kolejny raz iść do urn. Po drugie, w ten sam weekend w całym kraju będą trwały liczne uroczystości związane ze 100-leciem odzyskania niepodległości. Dla dużej części polityków referendum w pewien sposób zakłócałoby te obchody. Choć oczywiście nie wszyscy są tego zdania. Senator Żaryn tak jak prezydent argumentował, że referendum wyznaczające kierunki zmiany ustawy zasadniczej to godny sposób uczczenia jubileuszu. Jest jeszcze jeden argument związany z tą zbieżnością dat: gdyby referendum okazało się faktycznie frekwencyjną klapą, to relacje medialne z jego przebiegu i niskiej obecności przy urnach zdominowałyby serwisy informacyjne. W ten sposób porażka plebiscytu przysłoniłaby uroczystości, na których władza ma nadzieję zbić polityczny kapitał.


Pozostało jeszcze 32% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • Anioł(2018-07-26 14:15) Zgłoś naruszenie 10

    W referendum powinny być całkowicie inne , ważne pytania : - chcesz imigrantów islamskich ? - Sejm powinien liczyć 100 , czy 120 posłów ? - czy chcesz , by był Senat ? - system partyjny , czy jednomandatowe okręgi wyborcze ? Ale to leży tylko w interesie narodu a nie rządzących , więc takich pytań nigdy nie będzie ...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie