Odwołanie się do fieni pozwala lepiej zrozumieć naturę porażki Donalda Trumpa w Helsinkach. Była nią nie tylko konferencja prasowa, na której podważył on znaczenie kluczowych dla amerykańskiego systemu bezpieczeństwa instytucji. Również wiele wydarzeń po niej, które składają się na klasyczne mocziłowo.

Uwikłany i bity pięściami samych Amerykanów Trump ekspresem musiał wycofywać się z wyznania, w którym stwierdził, że „nie widzi powodu, by wierzyć, że Rosja ingerowała w przebieg wyborów w 2016 r.”. W efekcie teza została odwrócona o kompromitujące 180 stopni, odbierając prezydentowi powagę, na której nadmiar i tak nie cierpi. To jednak nie koniec. Na krótko przed pokajaniem się prezydenta USA Władimir Putin udzielił wywiadu dla pierwszego kanału rosyjskiej telewizji. Mówił w nim o Ukrainie językiem ezopowym, który w Kijowie – ale też i w Warszawie – musi wywoływać niepokój.

„Rozmawialiśmy o Ukrainie. Jest kilka nowych pomysłów na uregulowanie kryzysu na południowym wschodzie kraju. Porozumieliśmy się co do tego, że na razie będziemy się tym zajmować na poziomie eksperckim. Według mnie może to być pozytywny element i ruch do przodu” – komentował rosyjski prezydent. Przed spotkaniem w Helsinkach analitycy Atlantic Council spekulowali o możliwej powtórce – zastosowanego po 1945 r. wobec okupowanych przez Sowietów Litwy, Łotwy i Estonii – „wariantu bałtyckiego” wobec Ukrainy (czyli braku zgody na aneksję Krymu, przy jej domniemanym uznaniu przez USA w zamian za uregulowanie konfliktu na Donbasie i wyrzeczenie się przez Kreml stosowania siły na terenie byłego ZSRR). Wywiad dla kanału pierwszego zdaje się potwierdzać obawy analityków Atlantic Council.

Jakie z tego płyną wnioski dla Polski, której bezpieczeństwo uzależnione jest w znacznej mierze od USA? Najważniejszą lekcją jest ostateczne potwierdzenie przypuszczeń o niskiej wiarygodności deklaracji prezydenta Trumpa. Okazuje się, że każda – nawet najbardziej odważna – teza w każdej chwili może zostać zdezawuowana. Dziś mówimy o planach sprowadzenia do Polski dywizji złożonej z żołnierzy amerykańskich. Czy mamy gwarancję, że tak naprawdę chodzi o dywizję złożoną z żołnierzy, a nie o pluton skautów?

Na razie USA lojalnie z Polską współpracują. Ich zaangażowanie w rejonie przesmyku suwalskiego stale rośnie. Z kolei władze w Warszawie – jako jedne z nielicznych w Europie – konsekwentnie wspierają Trumpa w jego polityce europejskiej. Polska działa roztropnie. Gra jak sojusznik pozwala. Bo nie ma innego wyjścia.