W piątek wieczór przed zablokowanym paryskim uniwersytetem Pierre Mendes France, zwanym Tolbiac (filia Sorbony), pojawiło się około 30 osób w kaskach motocyklowych i z zamaskowanymi twarzami. Przez parkan i zamkniętą bramę rzucały do środka butelki i granaty dymne. Nie było rannych. Policja zatrzymała sześciu uczestników ataku, „stanowczo potępionego” przez władze uczelni.

Paryski sąd administracyjny odrzucił w sobotę skargę z wezwaniem do interwencji policji w celu zlikwidowania blokady Uniwersytetu Tolbiac. Według prawicowego zrzeszenia studenckiego UNI, które złożyło skargę, blokada stanowi „poważne i wyraźne naruszenie prawa do kształcenia się”.

Blokada francuskich uniwersytetów rozpoczęła się w marcu jako protest przeciw nowemu systemowi zapisów na studia. Według francuskiego ustawodawstwa do rozpoczęcia nauki na uniwersytecie ma prawo każdy maturzysta. Ten system działał bardzo dobrze, gdy maturę zdobywało 20 proc. uczniów danego rocznika. Obecnie jest to ponad 80 proc. i uniwersytety „pękają w szwach”, jak określił to rektor jednego z nich.

W zeszłym roku, z powodu nadmiaru kandydatur, bez przydziału znalazło się około 6 tys. pragnących studiować maturzystów. Wyeliminował ich w losowaniu program komputerowy ministerialnego portalu, poprzez który dokonywane były zapisy.

Obecna minister szkolnictwa wyższego Frederique Vidal przedstawiła w grudniu ub.r. nowy system, który ma „raz na zawsze skończyć z losowaniem” i zapewnić „sprawiedliwy i zrozumiały dostęp do studiów wyższych”.

Polega on na wzięciu pod uwagę wyników szkolnych kandydatów. Uczelnie mogą, według kryteriów ogólnokrajowych i własnych, zaproponować kandydatom „wzmocnienie przygotowania do studiów”, czyli w praktyce, mogą odmówić ich przyjęcia.

Choć minister szeroko przedstawiała plusy tej reformy, dla wielu uczniów i pedagogów, zarówno licealnych, jak i uniwersyteckich, ta zmiana jest równoznaczna z wprowadzeniem selekcji przy zapisach na studia.

Taka selekcja, gdy chodzi o uniwersytety, jest uważana za niedopuszczalną, gdyż jest niezgodna z ich duchem i tradycją, jak i z literą prawa. Liczni pedagodzy sceptyczni są natomiast wobec selekcji na podstawie stopni na świadectwach szkolnych. Ponadto twierdzą, że nie będą w stanie przestudiować milionów podań.

W praktyce eliminacja nienadających się na studia odbywała się dotychczas poprzez kolokwia i egzaminy na I roku. Odpada w nich ok. 60 proc. studentów.

Chodzi tu wyłącznie o uniwersytety. W elitarnych uczelniach zwanych „grandes ecoles” (wielkie szkoły) od zawsze obowiązują konkursowe egzaminy wstępne.

Początkowo protesty przeciw nowemu systemowi były słabo słyszalne. Uwagę całego kraju przyciągnęło dopiero brutalne „odblokowywanie” audytorium uniwersytetu w bretońskim Rennes przez grupę zamaskowanych mężczyzn uzbrojonych w pałki i łomy.

Choć w blokadach bynajmniej nie uczestniczy większość studentów, istnieją poważne obawy, co do możliwości przeprowadzenia egzaminów, które rozpocząć się mają pod koniec kwietnia.

Rząd zapewnia, że odbędą się w przewidzianym terminie, a obserwatorzy przypominają, że udało się je przeprowadzić nawet podczas „rewolucji majowej” w roku 1968, gdy wszystkie uczelnie były okupowane, a cały kraj sparaliżowany strajkiem powszechnym.

„50. rocznica wydarzeń majowych oraz +pełzający+ strajk pracowników kolei państwowych (SNCF) może spowodować rozszerzenie się protestów na inne branże i podsycenie akcji studenckiej” – powiedział w wywiadzie radiowym specjalista od ruchów społecznych prof. Albert Ogien.

Niepokoje socjalne próbuje wykorzystać skrajna lewica populistyczna ze stronnictwa Francja Nieujarzmiona (LFI). Deputowany tej partii, reżyser i dziennikarz Francois Ruffin, który w zeszłym tygodniu zgromadził na wiecu kilka tysięcy osób, wezwał do ogólnokrajowej manifestacji 5 maja. Jest to rocznica wyboru Emmanuela Macrona na prezydenta.

Z Paryża Ludwik Lewin (PAP)