statystyki

"Żartujemy czasem: czy ja jestem Żydem, skoro moja siostra jest Żydówką"? [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Magdalena Rigamonti09.03.2018, 07:08; Aktualizacja: 09.03.2018, 12:42
Andrzej Urbańczyk pisarz, były dyplomata i nauczyciel akademicki. Jego rodzice zostali uhonorowani medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata Fot. Maksymilian Rigamonti

Andrzej Urbańczyk pisarz, były dyplomata i nauczyciel akademicki. Jego rodzice zostali uhonorowani medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

- Kiedyś Ukrainiec z SS-Galizien złapał mnie, bo widziałem chłopców, którzy przed nimi uciekali. Nic nie szkodziło, żebym mu powiedział, w którą stronę, i tak by ich nie złapał. Jednak wiedziałem, że prawdy wrogom powiedzieć nie wolno. I to nie było bohaterstwo, tylko niechęć do okupantów – mówi Andrzej Urbańczyk w rozmowie z DGP.

Gdzie jest Elżunia?

W Miami. Ale dość często rozmawiamy.

O wojnie?

Nie. O życiu.

O tym, co w Polsce? O Żydach?

Nie, o tym, o polityce – nie. Po co się denerwować. W 1995 r. zobaczyliśmy się pierwszy raz od dzieciństwa, po prawie 50 latach. Najpierw zadzwoniła. Słyszę damski głos: „Czy pan Urbańczyk? Czy pana ojciec miał na imię Marian? A czy pana mama Wiktoria?”. Przytaknąłem. „A czy to ty, Jędrusiu?”. Od razu rozpoznałem Elżunię. Tylko trzy osoby mówiły do mnie per Jędruś – mama, tata i ona, moja wojenna siostra. Elżunia. Była wtedy w Europie, w Budapeszcie. Za dwa dni miała przylecieć do Warszawy. Bałem się, że jej nie poznam po tylu latach. Przecież widziałem ją ostatni raz, jak miała pięć lat. Pojechałem na lotnisko, czekam, szukam starszej pani. Jako jedna z ostatnich wychodzi śliczna kobieta. Piękna, młoda. To Elżunia. Potem przyjeżdżała kolejny raz i kolejny, i kolejny.

Magazyn DGP

Magazyn DGP

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jak do brata?

Tak, jak siostra do brata, do wojennego brata. Przyjeżdżała ze swoim drugim mężem, Elim Zborowskim, współtwórcą Yad Vashem. Okazał się wspaniałym człowiekiem.

Wiedział, że pana rodzina uratowała Elżunię?

Wiedział. Rozmawialiśmy o tym, w imieniu rodziców odebrałem medal Sprawiedliwi wśród Narodów Świata.

Pan takiego medalu nie otrzymał?

Byłem 11-letnim chłopcem, kiedy Elżunia trafiła do naszego domu. To rodzice podjęli decyzję, by adoptować dziecko. Byłem jednak w pełni świadomy, co się dzieje. Wojna to czas, kiedy dzieci rozumieją więcej. Nie wiem, czy szybciej dojrzewają, na pewno wiele zmienia się w ich myśleniu. Widziałem egzekucję, kiedy Niemcy kazali rodzicom i mnie wychodzić z dorożki i patrzeć, jak wieszają sześciu Polaków, sam otarłem się o śmierć, moi rodzice również... Takiego dorastania nie można przyrównać do dorastania dzisiejszego. Mój ojciec należał do AK, trafił do więzienia, skazano go na karę śmierci. Z tego więzienia został wykupiony. Zresztą wiozłem z mamą pieniądze pociągiem z Częstochowy do Krakowa i wiedziałem, jaki jest cel naszej podróży. Wiedziałem też, że groziła nam śmierć za to, że ukrywamy żydowskie dziecko. Zresztą nie tylko nam. Wszystkim naszym sąsiadom.


Pozostało jeszcze 83% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie