Jak poinformował kanadyjski urząd skarbowy (Canada Revenue Agency - CRA), trzydziestu prowadzących dochodzenie urzędników wspomaganych przez policję przeprowadziła rewizje na terenie aglomeracji Toronto, Calgary i zachodniego Vancouver, szukając dowodów na przestępstwa skarbowe. Podano, że śledztwo związane jest z danymi pochodzącymi z panamskiej kancelarii prawnej Mossack Fonseca, będącej w centrum afery Panama Papers. Dodano też, że zidentyfikowano serie transakcji, a także transfery między zagranicznymi bankami, które służyły unikaniu podatków.

CRA, który rzadko publikuje tak szczegółowe komunikaty, podkreśla, że przeszukania są częścią jednego z 42 prowadzonych obecnie dochodzeń dotyczących wielomilionowych oszustw podatkowych. Zgodnie z kanadyjskim prawem za tego typu oszustwa grożą kary o równowartości 50-200 proc. kwoty niezapłaconych podatków i kara więzienia do 14 lat.

Jeszcze kilka tygodni temu media krytykowały CRA, że nie odzyskał żadnych podatków na podstawie informacji z Panama Papers. Dziennikarze i politycy zarzucali służbom skarbowym bezczynność i brak przejrzystości. Przypominano, że w kampanii wyborczej liberałowie premiera Justina Trudeau zapowiadali troskę o uczciwość podatkową, zaś w 2015 roku, po wygranych wyborach, rząd przeznaczył prawie 1 mld dolarów kanadyjskich na wsparcie działań CRA. Rząd był zresztą w ostatnich miesiącach mocno krytykowany za propozycje zmian podatkowych, które w istocie uderzyłyby nie w unikający podatków wielki biznes, ale w niewielkie rodzinne firmy.

Według ubiegłorocznego raportu grupy Canadians for Tax Fairness, która działa na rzecz sprawiedliwego systemu podatkowego, budżet Kanady traci co roku co najmniej 15 mld CAD na podatkach niezapłaconych przez duże firmy, które wykorzystują w tym celu raje podatkowe. 60 największych kanadyjskich korporacji posługuje się siecią ponad 1000 spółek w krajach, gdzie są korzystne rozwiązania podatkowe.

Tymczasem inne państwa, których służby skarbowe wykorzystały dane z dokumentów Panama Papers, odzyskały już 500 mln dolarów (np. Hiszpania - 156 mln USD, Australia – 49 mln, Ekwador - 82,6 mln).

Informacje z Panama Papers zostały ujawnione w kwietniu 2016 roku przez Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ) z siedzibą w Waszyngtonie; należy do niego m.in. kanadyjska telewizja publiczna CBC i dziennik "Toronto Star". Nieco później CRA uzyskała już oficjalnymi kanałami interesujące ją dokumenty. Jak wykazało śledztwo dziennikarskie, dane z Panama Papers dotyczą m.in. ponad 600 osób i firm z Kanady.

Kolejne śledztwo ICIJ, w którym również uczestniczyli dziennikarze CBC i "Toronto Star", doprowadziło w listopadzie 2017 roku do wycieku informacji z dwóch firm oferujących usługi finansowe, w tym Appleby na Bermudach. W dokumentach nazwanych tym razem Paradise Papers znalazły się dane ok. 3,3 tys. kanadyjskich firm i podatników. Są to zarówno duże koncerny, jak i nieznane opinii publicznej osoby, w tym oficer policji.

Zarówno firmy wymienione w Panama Papers, jak i w Paradise Papers broniły się, że nie łamią prawa. Niemniej, jak zwracali uwagę przedstawiciele Canadians for Tax Fairness, nie jest to już tylko kwestia przepisów, które obecnie umożliwiają takie transfery i które należałoby zmienić, ale są to działania na szkodę Kanady.

Wskazywano, że 15 mld dolarów wyprowadzonych co roku z kraju podatków wystarczyłoby na wiele programów, od dofinansowania czesnego na uniwersytetach po wprowadzenie bezpłatnych leków. Z wyliczeń widać też, jak przekazywane do rajów podatkowych kwoty nie służą inwestycjom. Jak przypominał "Toronto Star", o ile np. każdy miliard CAD inwestowany przez kanadyjskie firmy w Meksyku oznacza 1200 miejsc pracy, a w Niemczech – 2700 miejsc pracy, to przesłanie miliarda CAD na Kajmany daje 6,2 miejsca pracy, zaś na Bermudy – 1,1 miejsca pracy.

W grudniu 2017 roku sondaż przeprowadzony przez jeden z najważniejszych instytutów badających opinię publiczną w Kanadzie Environics wskazał, że 90 proc. Kanadyjczyków uważa, że raje podatkowe są moralnie nie do przyjęcia, a 87 proc. sądzi, iż należy tak zmienić prawo, by uniemożliwiało korzystanie z takich rozwiązań.

Z Toronto Anna Lach (PAP)