„Święta w Śilongu to przede wszystkim śpiewanie i kolędy. Tutaj niemal każdy był kiedyś w chórze kościelnym” - tłumaczy Grace Miller, która mieszka w stolicy stanu Meghalaja na północnym wschodzie Indii.

Stolica stanu leży na wzgórzach i jego starsza część zachowała charakter kurortu górskiego z czasów Imperium Brytyjskiego. Prawie połowa mieszkańców miasta jest chrześcijanami i na każdym kroku można spotkać kościoły i małe kongregacje protestanckie.

Tutaj powstał Kameralny Chór Śilongu, który w 2010 r. wygrał telewizyjny show „Indie mają talent”. „Dopóki nie wyjechałam, nie wiedziałam, jak silna jest tradycja śpiewania i jak głęboko na nas wpływa. Śpiewamy w kościołach podczas mszy, a potem w domach wśród bliskich” - podkreśla była wokalistka pierwszego kobiecego zespołu rockowego z Meghalai.

„Na tym wpływ Brytyjczyków się kończy. Nasz wigilijny stół jest już zupełnie inny niż na wyspach” - zauważa Karen Donaghue, wykładająca komunikację na lokalnym uniwersytecie. „Świąteczne potrawy nawiązują do grup etnicznych tutaj mieszkających i najczęściej są mięsne” - dodaje.

Najbardziej charakterystyczny jest „jadoh snam”, czyli ryż o smaku imbiru z mięsem wieprzowym gotowanym na świńskiej krwi. Inna potrawa to „dohneiiong” - wieprzowina w czarnym sezamie przygotowywana na ostro.

Mięsne potrawy królują również w Kerali na południu Indii. „W czasie świąt sąsiedzi do nas chętnie przychodzą, bo mogą zjeść różne rodzaje mięs przygotowane zupełnie inaczej” - śmieje się Anup Nair z portowego Koczinu, który studiuje nauki polityczne w Delhi.

Dodaje, że ryby nie są uznawane za świąteczną potrawę. „Wołowina, wieprzowina, smażony kurczak i pieczona kaczka to jest tutaj coś oryginalnego” - opowiada.

Według lokalnych wierzeń chrześcijaństwo dotarło do Kerali już w I w. przez apostoła Tomasza. Zachodnie wybrzeże południowych Indii handlowało z Cesarstwem Rzymskim, Etiopią i Zatoką Perską. Do Koczinu dotarli portugalscy misjonarze oraz kupcy holenderscy i żydowscy.

„Dzięki tym wpływom Kerala jest mieszanką różnych kultur i religii. Keralczycy wciąż chętnie wyjeżdżają w świat szukać szczęścia” - zauważa Nair. W Kerali około połowy populacji wyznaje hinduizm, jedna czwarta islam, a niemal jedna piąta chrześcijaństwo.

„Co chwilę pojawiają się nowe kościoły. Msze mają zawsze gwałtowny przebieg, łącznie z seansami uzdrawiania” - opowiada Anup.

Tradycje najbliższe europejskim zachowano na Goa. W Pandźin, stolicy byłej kolonii portugalskiej, którą Europejczycy bezwzględnie nawracali, paląc hinduskie świątynie, wiele rodzin mówi wciąż po portugalsku.

„Zachował się zwyczaj tzw. kuswar, gdzie spore tace ze słodyczami domowej roboty zanoszone są sąsiadom. Taca wraca po jakimś czasie wypełniona wypiekami obdarowanej wcześniej rodziny” - tłumaczy Mario Fernandes, miejscowy działacz społeczny. „Najlepszą rzeczą pod słońcem jest bebinca, rodzaj tortu o wielu warstwach” - dodaje.

Najważniejszym posiłkiem świątecznym jest wystawny lunch, gdzie przeważają dania mięsne. „To rodzinne święto. Rodzina razem idzie do kościoła i razem biesiaduje” - opowiada Mario.

Ludzie robią też szopki bożonarodzeniowe. „Panuje spora konkurencja w tej dziedzinie. Niektóre szopki mają nawet komentować obecną sytuacje polityczną” - zauważa.